Dni kiedy jestem off

Jestem osobą dość mocno zorganizowaną, skrupulatną, punktualną oraz jak się chce mieć swój biznes i funkcjonować w miarę bez stresu powyższe cechy są mile widziane. Zwłaszcza w zawodzie freelancera. Gdzieś między jednym zdjęciem, a drugim, jednym tekstem a trzema następnymi, nauką niemieckiego, spacerami z psem, gotowaniem, zakupami, masażami i ogarnianiem własnego gabinetu, sprawami urzędowymi, czasem we dwoje, planowaniem co dalej trzeba znaleźć chwil kilka na STOP. Wielkie, czerwone stop. I tak przysiąść pod tym znakiem i nie robić nic. I zapomnieć o organizacji, skrupulatności, konsekwencji i kilku innych terminach. Trzeba po prostu wrzucić na luz. A wtedy choćby nie wiem co i nie wiem jak to ja siedzę i koniec. Biznes nie ucieknie. Ludzie też nie. Mój on idzie z psem, a pies z nim i każdy bawi się bez Kawuli i jest git. (więcej…)

Całkiem nieprzypadkowe sploty…

walk on
Zasiadłyśmy przy okrągłym drewnianym stole. Przy kawie. Z naleśnikami owocowymi. Pod nogami kręcił się pies. Za oknem słońce rozrzucało rozżarzone węgielki upału. Tej soboty nie było ani podziału kulturowego, ani językowego, ani jakiegokolwiek innego. Tej soboty kobieta z Polski i z Syrii opowiedziały sobie swoje życia. Obce dla siebie totalnie, a jakże bliskie. Kilka godzin sprawiło, że obcość zamieniła się w bliskość jakiej czasem nie dzieli się z tymi, których zna się przez całe życie. Gdzieś trybiki Wszechświata poustawiały się właśnie tak, że mogłyśmy tej soboty zasiąść przy jednym stole i być dla siebie. (więcej…)

Takie zwykłe życie

Fascynujące mam życie mówią niektórzy. Podziwiają, że można tak zostawić przeszłość. Całą. I ruszyć. W nieznane. Kręcą głowami i cmokają. Niektórzy zazdroszczą. Inni pytają jak to się robi? A ja naprawdę nie wiem tak do końca o co chodzi. Ot dzień za dniem. Bo dla mnie to po prostu zwykłe życie. Nuda wręcz można powiedzieć. Codzienna „droga na Ostrołękę”. Mówią, czy nie zbłądziłam w tej Germanii, bo przecież chciałam do kraju z oceanem, albo morzem miłą i ciepłą wodą szumiącą… (więcej…)

Kawulowy motywator

Bo ja czasem muszę. No bo mi się z lekka zaschnie i przyśnie. Bo jakoś tak markotno. Bo ciut niżej. Bo się kręcę i wiercę. Bo mi też potrzeba. Inspiracji. Motywacji. Soków kreatywnych. Podpatrywania innych. I chwil zadumy nad cudzym postrzeganiem. Wzbogacania się darami drugiego człowieka. Więc zaglądam ciekawsko w różne miejsca i piję do dna. Mam swój stały zestaw koktajli, mam też mieszanki, które są niespodziankowym olśnieniem i wpadają do mnie prosto w rozdziawioną buzię. (więcej…)

Wsiąść do pociągu

20150528_163217
Lubię przemieszczać się z punktu A do punktu B. A kiedy tak się przemieszczam to dochodzę do wniosku, że wcale do rzeczonego punktu B nie muszę docierać bo ogromnie dużo przyjemności sprawia mi samo przemieszczanie się. I czasem pociągi się odwołują bo wypadek i czasem pociągi się spóźniają bo mają inny powód i czasem pociągi jadą tylko kawałek a potem to już trzeba czymś innym bo też są ku temu powody, nie do końca mi znane. I choć nie przepadam za takim podróżniczym chaosem to i tak lubię brać udział w przemieszczaniu się. A jeśli udaje mi się jednak dotrzeć do punktu docelowego to najczęściej czekają mnie same przyjemności i niespodzianki.  (więcej…)

Mama

WP_20141228_13_05_18_Pro
Dziś Dzień Dziecka, a tekst o Mamie. Bo czemu nie? Bez niej nie byłoby tego dziecka ;-). A dziecko ma na imię Tina i po raz kolejny gości na Aloha Świat! Najpierw sprawdzała co za rogiem , a potem ze słoniem się bratała. I powróci jeszcze z niejedną opowieścią…
„Więc witaj Biała Murzynko na najpiękniejszym, może trochę chłodniejszym kontynencie, ale za to naszym. I przygotuj sobie grubsze ciuchy jak będziesz dolatywać do Polski, bo jest sześć stopni rano. Szczęśliwego powrotu. Mama”
(więcej…)

Make a wish…

Są takie dni i jest ich sporo w moim życiu… Są takie dni kiedy spływa dużo dobra. Jakby wielki róg obfitości miał jakieś nadwyżkowe przecieki.
A wszystko zaczęło się od ciasteczka z wróżbą. Tydzień temu przełamałam jedno na pół i wyskoczyła informacja, że to co wysyłam przyniesie mi nieoczekiwane dary. I jak to jest z takimi ciasteczkami, spełniło się! I wszystko jakby jednego dnia się posypało. Tak lekko i spokojnie. No sypie się i tak dużo, ale jak ciasteczko powie, to jakoś zawsze więcej. A może to dlatego, że na łące puszczałam dmuchawce z Gandhim? I razem marzenia słaliśmy do wiatru? Ja sobie życzyłam spokoju tego za oknem, bo na razie to karetki pogotowia, samochody, klaksony, wozy strażackie, alarmy, brrrr. A piesek pewnie myślał o tych smakowitych świńskich uszach wędzonych podarowanych przez niemiecką ciocię. (więcej…)

Doceniam!

W mieszkaniu pachnie bzem. Podarowanym. I chlebem. Upieczonym. I kawą. Świeżo zmieloną. I deszczem. Padającym. I psem. Szczęśliwie zmęczonym. A ja w tym mieszkaniu trochę śpię, trochę wącham, trochę pracuję, trochę gotuję, trochę się lenię, trochę w nim a trochę poza. I w tym samym mieszkaniu narzekałam ostatnio dużo. Bo dość miałam. I zapachów, i odgłosów, i psów, i ludzi, i ścian goło-skośnych, i wszystkiego no po prostu. Nie i już… A wtedy przyszło olśnienie. Żeby nie psuć tego co mam myśleniem o tym, czego nie mam, bo to co mam dziś było kiedyś jedynie w sferze marzeń… (więcej…)

Chleba naszego powszedniego

Moja pamięć jest wybiórcza. W zasadzie wiele z mojego życia nie pamiętam. Próbowałam odblokować, próbowałam unieść zapadki, próbowałam odczarować. To co tam, jest tam. Teraz jest teraz. Terapia dużo mi dała. Ale nie wróciła mi pamięci. Mieszkają w niej tylko fragmenty mojego „tamtego” życia. Tego sprzed wielu wielu lat. To tak jakbym śniła i zapominała sen zaraz po przebudzeniu. Żyłam, ale nie wiem gdzie, no bo skoro nie pamiętam… Od kilku lat jest inaczej i mogę wręcz z detalami odtworzyć niemal każdy dzień. Może to dlatego, że odzyskałam siebie w pełni? Że cała jestem zanurzona w swoim życiu? Może… Któż to wie? (więcej…)

Walizki, dom i nowe

Nadrabiam zaległości magazynowe. I tak w końcu dokopałam się do marcowego Zwierciadła i wywiadu z Katarzyną Jungowską Inny porządek dusz. Nie miałam pojęcia o istnieniu tej kobiety. Najczęściej ogólnie nie mam pojęcia o istnieniu wielu nazwisk (i ludzi ich noszących) o których powinnam może i wiedzieć, ale nie mam potrzeby śledzić życia politycznego, społecznego, biznesowego itp. Kiedyś to robiłam. Nałogowo. Bo studia. Bo dziennikarstwo. Bo to wypada. Dziś nie obchodzi mnie to co obchodziło kiedyś. Jakoś zawsze jest tak, że świat zewnętrzny i tak się o uwagę upomina. Więc czy sobie tego życzę czy nie, dowiaduję się o różnościach. To co mam wiedzieć, przyjdzie do mnie. Może czymś mnie dotknie, a może nie. Ale przyjdzie. Więc spokojnie mogę sobie robić swoje. No a aktualnie nadrabiam zaległości magazynowe… Wyleguję się na sofie z Gandhim (moim 13 tygodniowym psem). I słucham w kółko jednej piosenki, właśnie dziś… Jakoś tak pasuje. Do wszystkiego co dziś i na dziś. Michael Kiwanuka kołysze nas leniwie swoją piosenką: „Home Again” 
(więcej…)

Wiewiórki z nieba


11072816_466319930193288_9064984156372706712_n
Mili Aloha czytelnicy! Długo czekałam na ten tekst i z radością dziś przedstawiam Wam nową autorkę Kingę! Pewnego dnia do mojej skrzynki mailowej wpadł list, no że fajnie by było może coś razem, że dużo wspólnego, że kreatywnie i z duszą. I… zapadła cisza. Na długo. Aż tu nagle mówię dość! Uprasza się o tekst… I dostałam. I to z jakimi bohaterami w roli głównej! Ja do teraz mam banana na buzi i ciepło w serduchu, czego i Wam życzę! Pięknego weekendu! I patrzcie w górę, może coś tam spadnie…

(więcej…)

Szczęśliwe marchewki

Lubię gotować. Nie mogę powiedzieć, że jestem w tym jakoś nad wyraz utalentowana. Ot, po prostu lubię gotować. Każde przygotowywanie posiłku jest dla mnie małą ceremonią, medytacją, zabawą, tańcem. Bez pośpiechu, z szacunkiem do tego, co ma być podane, co stanie się dla kogoś energią na kilka godzin. Z czystym umysłem jak to tylko możliwe, by żadna ciężka myśl nie przeszła do brokułów czy marchewek, które niewinnie czekają na dalszy los. Tak samo gotuję dla siebie. Tak samo gotuję dla gości. No po prostu lubię ten stan i już.
(więcej…)