W oczekiwaniu na dotyk prawdy
W podróż się wybrałam. Taką przez różne granice, zewnętrzne i wewnętrzne. Taką gdzie pociąg ma komplikacje już na starcie, dwugodzinne dodam cichutko… Podróż podczas której postanawiam wykorzystać opóźnienie i zmiany kolejowe na rozejrzenie się co dookoła mnie. Więc na dworcu poszukuję pocztówek i znajduję te odpowiednie. Jedne już wysłane, inne czekają na swoją kolej. Kupuję herbatę, no bo zimno w tej podróży. W końcu wyłaniam się na peron i z lekka zagubiona rozglądam się tu i tam w poszukiwaniu znaku, że w końcu odjadę tam, gdzie mam dojechać. Długo nie czekam w tej niepewności bo podchodzi do mnie miły pan i pyta czy może mi pomóc. No może, ale czy po angielsku? A jakże. Więc podtykam mój nowy bilet i wzrok pełen znaków zapytania kieruję ku niemu. A on uspakaja, że pociąg za chwilę wjedzie na peron, że nie mam się martwić i jeśli potrzebuję jakiejkolwiek pomocy to on chętnie, bo on jest tu wolontariuszem i lubi swoją pracę. W końcu pociąg zabiera mnie do Berlina. Jadę. Po prostu jadę i gapię się za okno. Nie myślę o niczym. Trochę ze zmęczenia (bo intensywność ostatnich doznań życiowych mnie z lekka wyciszyła), trochę bo po prostu mi się nie chce robić czegokolwiek. W końcu w podróż się wybrałam. (więcej…)
