Weź życie w swoje serce
Długo nie pisałam. Jak na mnie, przeszło miesiąc, to naprawdę długo. Nie żeby mi się…
Po swojemu
Nie ma jednej odpowiedzi. Nie ma jednej drogi. Nie ma jednego rozwiązania. Ale jesteś TY.…
W psiej szkole
Ta historia jeszcze się pisze. Potrwa jeszcze wiele lat… Ale zaczęła się tak…
18 kwietnia spełniło się jedno z moich największych marzeń. W moim życiu zawitał pies. Nie spodziewałam się, że wraz z jego dwumiesięczną istotą zagości we mnie tyle nowego. Dużo się naczytałam. Dużo się naoglądałam. Dużo… I wszystko zdaje się sprawdzać. Bo moje czworonożne stworzenie uczy. Mnie. Dzieciak kudłaty. Dziś prawie ośmiomiesięczny Gandhi uczy mnie swojego języka. Uczy innego patrzenia na świat. Uczy innego czucia. I czasem mam ochotę zwiać z tej całej szkoły bo lekko nie jest, oj nie… Ale kiedy leżymy sobie rano i po prostu czujemy swoje serducha…
Pocztówki ze świata
Oj to już faktycznie dużo dni upłynęło od mojego ostatniego tekstu… Zaniedbałam Aloha świat, ale podczas mego milczenia działo się dużo. Nie chciałam pisać o dupie i takie tam bla bla bla byle napisać. Jakoś nie potrafię. Dla mnie każdy wpis jest jak rozmowa z przyjacielem, albo dobrym znajomym. Potrzebuję do tego czasu. Bo na kolanie to takie odganianie muchy. Mam kawulową zasadę, że w życiu, traktuję innych tak jak sama bym chciała być traktowana (oczywiście jeśli jestem w moim happy place bo czasem jak mnie z niego wywali to chowajcie się… ;-)). Więc jeśli czasu mniej to nawet za maile się nie zabieram. A ostatnio uzbierało się sporo zaległości. Miłe to zaległości bo pisanie odpowiedzi na nie będzie czystą przyjemnością.
Życie i tak zrobi swoje
To zacznę cytatem… Bo sierpniowy numer Urody Życia i felieton Arkadiusza Recława przyniósł mi ukojenie, kiedy pełna nadąsanych myśli siedziałam w ciepłej kąpieli i usiłowałam je tam wszystkie utopić 😉
Wystawianie się na pewną dawkę niepewności, niedomykanie planów, kreślenie zarysów i czekanie, aż wypełnią się same, to esencja życia. Gdy próbujemy za dużo dźwigać, za dużo mieć, za dużo planować, to pozbawiamy się wielu radości.Proste. Oczywiste nawet słowa. Ale tego dnia zrobiły ogromną różnicę. Oto próbowałam po raz kolejny coś wycisnąć z mojej głowy. Rozwiązać supełek, który misternie zapętliłam. I nie pomagały mi moje własne słowa, które tyle razy pisałam. I dupa po prostu. No bo jak jest supełek to weźcie mi w cholerę te wszystkie mądrości. Nie chcę ich i fuj. Będę się tu cichutko użalać nad sobą. Po raz kolejny uwierzyłam myślom, że mam ograniczoną wolność, że nie mam tego oraz tamtego, że potrzebuję wiedzieć, umieć, zrobić. Po raz kolejny dałam się nabrać, a kiedy sobie to uzmysłowiłam zaśmiałam się i zatańczyłam i zaśpiewałam Free (wielokrotnie i skoro sąsiadka może mnie katować codzienną grą na pianinie ja sobie tu mogę śpiewać), a jak już skończyłam się wydzierać o wolności to potem o pięknie tegoż świata i w ogóle Beauty in the World.
Jest jak jest i jest okej
Wszystko jest w porządku takie jakie jest. Poranna sztywność ciała i pierwsze oddechy je budzące. Suficka muzyka w porannej modlitwie i pokorny szum trawy znoszącej kolejny wybuch gorąca. Podróż do miasta obok. Cisza spokojnego serca. Łzy wzruszenia kiedy uwalnia się kolejnych wewnętrznych więźniów i patrzy jak przemienieni w piękne ptaki lecą wyżej i wyżej, aż całkiem znikają w chmurach. Radość z drogi, która nie ma początku ani końca. Wdzięczność ze spotkań tych przypadkowo-nieprzypadkowych. Wędrówka przed siebie, gdzie ludzie, gdzie ich brak, gdzie cisza, gdzie dźwięki, gdzie ja, gdzie woda w centrum miasta i nogi w niej schłodzone. Remont osobowości
Jak się zostawia przeszłość za sobą? No mogłabym w kilku punktach wypisać co i jak (ostatnio modne są tytuły typu: 5 rzeczy, które musisz wiedzieć o…, 7 znaków, że jesteś na dobrej drodze, 9 wskazówek dobrego życia. Mogłabym, ale po pierwsze primo, nie interesuje mnie moda, a po drugie primo, życia nie da się zamknąć w punktach. Na kogoś to podziała, na kogoś nie. Na mnie nie działało nic. Żyłam z kimś przez 13 lat. Dobrych lat. I… Świadomie zrezygnowałam z kolejnych. I choć decyzja była moja, to należała do jednej z trudniejszych. I choć miała doprowadzić mnie do happy ever after to przeryczałam kilka dobrych miesięcy.
Bezimienna
Gdynia. Chodnik. Skrzyżowanie ulicy Legionów z Redłowską. Zwykły dzień, jakich wiele w naszym życiu. A jednak…
- Mamo, a czy jak będę dorosła to będę pamiętała swoje imię? – pyta około pięcioletnia dziewczynka.
- A teraz nie pamiętasz? – dziwi się matka?
- No nie zawsze… A czy to takie ważne by znać swoje imię?
Pytasz? Dostaniesz odpowiedź.
Jak przystało na poważną bloggerkę, czas na poważne słowa. Takie całkiem serio. Bo żarty się skończyły proszę państwa. Tak. Albowiem dokopałam się do poważnych pytań ludzi wielce strapionych, którzy pytają. Pytają w przestworzach Internetu i jakimś cudem ten cyberWszechświat kieruje ich na Aloha Świat. Więc skoro kogoś przypadkowym nie przypadkiem kieruje do Kawuli to dołożę wszelkich starań by odpowiedzieć na pytania kręcące się tu i tam. Bo może ktoś zechce sprawdzić raz jeszcze? Albo ktoś inny tu zajrzy i znajdzie? No to podwijam rękawy, zerkam do mojego Google Analytics i wedle kolejności odpowiadam na pytania zadane wielkiejSieci. Może przypadkowy czytelnik nie będzie już takim przypadkowym i zostanie? Zapraszam ;-).
Dni kiedy jestem off
Jestem osobą dość mocno zorganizowaną, skrupulatną, punktualną oraz jak się chce mieć swój biznes i funkcjonować w miarę bez stresu powyższe cechy są mile widziane. Zwłaszcza w zawodzie freelancera. Gdzieś między jednym zdjęciem, a drugim, jednym tekstem a trzema następnymi, nauką niemieckiego, spacerami z psem, gotowaniem, zakupami, masażami i ogarnianiem własnego gabinetu, sprawami urzędowymi, czasem we dwoje, planowaniem co dalej trzeba znaleźć chwil kilka na STOP. Wielkie, czerwone stop. I tak przysiąść pod tym znakiem i nie robić nic. I zapomnieć o organizacji, skrupulatności, konsekwencji i kilku innych terminach. Trzeba po prostu wrzucić na luz. A wtedy choćby nie wiem co i nie wiem jak to ja siedzę i koniec. Biznes nie ucieknie. Ludzie też nie. Mój on idzie z psem, a pies z nim i każdy bawi się bez Kawuli i jest git.
Pasja... ale że o co chodzi?
Jak to jest z tą pasją? Z tym czymś co napędza, co rozpala oczy, co czas rozpuszcza, co pozwala sięgać do duszy. No jak to z nią jest? Miałam to szczęście, że się z nią urodziłam. Bo pisałam naprawdę od zawsze i również od zawsze nauczycielki polskiego dawały mi za treść pięć za błędy dwa ;-). Więc zapisywałam namiętnie zeszyty, pisałam tonę wierszy i opowiadań, zaczęłam też powieść, ale jak widać drugim Paolinim (to ten od powieści fantasy Eragon) nie zostałam bo w wieku piętnastu lat miałam na koncie jedynie kilka tysięcy nieopublikowanych (choć nagrodzonych) wierszy, a nie poczytne powieści na podstawie których filmy powstały…
Całkiem nieprzypadkowe sploty...
Zasiadłyśmy przy okrągłym drewnianym stole. Przy kawie. Z naleśnikami owocowymi. Pod nogami kręcił się pies. Za oknem słońce rozrzucało rozżarzone węgielki upału. Tej soboty nie było ani podziału kulturowego, ani językowego, ani jakiegokolwiek innego. Tej soboty kobieta z Polski i z Syrii opowiedziały sobie swoje życia. Obce dla siebie totalnie, a jakże bliskie. Kilka godzin sprawiło, że obcość zamieniła się w bliskość jakiej czasem nie dzieli się z tymi, których zna się przez całe życie. Gdzieś trybiki Wszechświata poustawiały się właśnie tak, że mogłyśmy tej soboty zasiąść przy jednym stole i być dla siebie. - Go to the previous page
- 1
- …
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- …
- 40
- Go to the next page
