Jak się zostawia przeszłość za sobą? No mogłabym w kilku punktach wypisać co i jak (ostatnio modne są tytuły typu: 5 rzeczy, które musisz wiedzieć o…, 7 znaków, że jesteś na dobrej drodze, 9 wskazówek dobrego życia. Mogłabym, ale po pierwsze primo, nie interesuje mnie moda, a po drugie primo, życia nie da się zamknąć w punktach. Na kogoś to podziała, na kogoś nie. Na mnie nie działało nic. Żyłam z kimś przez 13 lat. Dobrych lat. I… Świadomie zrezygnowałam z kolejnych. I choć decyzja była moja, to należała do jednej z trudniejszych. I choć miała doprowadzić mnie do happy ever after to przeryczałam kilka dobrych miesięcy.
Nie pomagały żadne książki. Bo to były czyjeś doświadczenia, nie moje. Wędrowałam różnymi bocznymi ścieżkami, żeby ciut usunąć się z głośnej autostrady. Spakowałam tylko to, co było mi potrzebne. A i tak okazało się, że miałam za dużo. Nie, nie byłam drastyczna, ani nie przegięłam w tym całym oczyszczaniu. To było naprawdę potrzebne. Mnie. Wtedy. Było stopniowym zsuwaniem się pancerza spraw przestarzałych. Było stopniowym odsłanianiem nowej skóry.
Widać tego potrzebowałam. Oddawania. Wyrzucania. Minimalizowania. Odcinania. Żegnania.  Zanikania przeszłości. Czasem każdej jednej rzeczy z osobna. Czasem hurtem. To bolało. Jak cholera, wierzcie mi. Nie wiedziałam, że pozornie zwykłe oddanie książki może tak boleć. Gładziłam zdjęcia, listy, pamiątki, ubrania, biżuterię, przedmioty „duchowo” ważne. A jak je tak już wygładziłam to odkładałam do kartonu. A karton lądował albo na śmietniku, albo u kogoś, gdzieś. Za każdym razem odwracałam się i nigdy nie wracałam.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego tak naprawdę to robię, ale czułam, że tak trzeba. I ogołociłam szafę do rozmiaru jednego dużego plecaka. Jeden garnek się ostał. Jakiś talerz i rzeczy naprawdę niezbędne. Długo tak żyłam. Ciesząc się minimum. Wspominając maksimum i wcale za nim tak mocno nie tęskniąc.
Może jestem Kawulą, która lubi czasem ekstremalne sytuacje. Lubi doświadczać. Lubi naginać, przekraczać i sprawdzać co jest za granicą jej własnych możliwości. Może jestem Kawulą, która lubi pokonywać swoje ograniczenia i dowiadywać się, że one tkwiły jedynie w głowie. Zdecydowanie jestem Kawulą, która działa, bo zrozumiała, że samo się nie zrobi (choć teraz często właśnie tak jest…). No jestem jaka jestem. Ale dziś wiem, że naprawdę nie trzyma mnie nic, ani nikt. To nie znaczy, że olewam wszystko i wszystkich, to nie znaczy, że mi nie zależy i że nie dbam. Wręcz przeciwnie. Kiedy przychodzi czas pożegnania, opłakuję godnie odchodzących, zamykam się sama z sobą i siedzę tak długo, aż ostatnia niteczka puści.
W moim przypadku to było trudne. Na początku… Bo wydostanie się spod gruzów do przyjemnych nie należy. Dużo miałam do zostawienia za sobą. Dużo do posprzątania. Dziś  przeszłość nie zaprząta mi głowy. Czasem błyśnie myśl, ale nie daję się jej złapać zbyt długo. Czasem martwię się o to, co będzie. Gdzie będę. Jak będę. I kiedy dotrę tam, gdzie chcę dojść. Jestem niecierpliwa i już już, no już chcę tam być… A wtedy patrzę na mojego półrocznego psa… Gandhi jest w swoim byciu totalnie zrelaksowany. Nie martwi się o jedzenie, picie, spacery. On ufa mi bezgranicznie. On wie, że ja wiem kiedy jest ten czas i za mną podąża. On nie rozpacza nad straconym kojcem rodzinnym i gromadką zwierząt tam mieszkających. On nie martwi się jak długo będzie żył. Jego największym zamartwieniem jest czy dziś będzie mógł powąchać psa na ulicy i czy wieczorem dostanie kość czy nie… Szczerze podziwiam go za ten akt odwagi. Życia w totalnym zaufaniu i zanurzeniu w Tu i Teraz. On nie wie kiedy wyjdzie na spacer. Kiedy dostanie jeść. Kiedy przyjdą goście. Kiedy czas zabawy. Kiedy wrócę jak wyjdę. Czeka. Reaguje bądź nie.
On jest.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino. Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Gienia zajmuje kolejkę Beni, Grażyna jest dyspozycyjna, ale „w poniedziałki co trzy tygodnie mam paznokcie i fryzjera, więc wtedy nie”, Maria boi się schodzić po schodach, ale do mnie przyjedzie, Danka też chce koniecznie „bo...
– Ale mnie przeczołgałaś – powiedziała Ania po zakończeniu pierwszego dnia kursu nauczycielskiego. To był dla mnie wyjątkowy czas. Pierwszy raz przekazałam wiedzę, jak uczyć masażu lomi lomi, mojej „oryginalnej” uczennicy! Ania przyjechała na kurs...
Znacie to uczucie, kiedy w grupie osób, mówicie otwarcie, że coś Wam nie pasuje i potem szybko okazuje się, że to z Wami coś jest nie tak? Często słyszałam, że mam coś zamknięte, zablokowane, niedrożne,...
Przewiń do góry