Takie zwykłe życie
Fascynujące mam życie mówią niektórzy. Podziwiają, że można tak zostawić przeszłość. Całą. I ruszyć. W nieznane. Kręcą głowami i cmokają. Niektórzy zazdroszczą. Inni pytają jak to się robi? A ja naprawdę nie wiem tak do końca o co chodzi. Ot dzień za dniem. Bo dla mnie to po prostu zwykłe życie. Nuda wręcz można powiedzieć. Codzienna „droga na Ostrołękę”. Mówią, czy nie zbłądziłam w tej Germanii, bo przecież chciałam do kraju z oceanem, albo morzem miłą i ciepłą wodą szumiącą…
Życie
Im bardziej jestem żywa, tym większe mam wrażenie, że umieram i wcale mnie to nie martwi. Każde poranna przebudzenie to kolejne narodziny. Czasem w bólu, czasem w lekkości bytu wynurzam się. Każda wędrówka ku nocy to nowa śmierć. Rano budzę się inna, wyłaniam się z niebytu, noc wypluwa mnie ze swego czarnego łona i wraz z lepkością mgieł na łąkach, rodzę się. I zanim otworzę oczy, mija chwila w której jestem bez pamięci. Z trudem przypominam sobie kim jestem, jakie mam obowiązki, że trzeba jeść, myć się, spotkać z kimś, coś zrobić, a czegoś zaniechać. Każdy poranek daje mi nowe ubranie uszyte specjalnie na potrzeby tylko jednego dnia, danej chwili. Jutro z nich już nic nie pozostanie. Zbędne szaty rozpływają się, unoszą na wietrze, wolne gdzieś lecą, a ja nie boję się chwilowej nagości nim nowy dzień ubierze mnie na nowo…
Kawulowy motywator
Bo ja czasem muszę. No bo mi się z lekka zaschnie i przyśnie. Bo jakoś tak markotno. Bo ciut niżej. Bo się kręcę i wiercę. Bo mi też potrzeba. Inspiracji. Motywacji. Soków kreatywnych. Podpatrywania innych. I chwil zadumy nad cudzym postrzeganiem. Wzbogacania się darami drugiego człowieka. Więc zaglądam ciekawsko w różne miejsca i piję do dna. Mam swój stały zestaw koktajli, mam też mieszanki, które są niespodziankowym olśnieniem i wpadają do mnie prosto w rozdziawioną buzię.
Dzika Dada
Ach cóż to było za spotkanie… Dawno temu i nie tak bardzo… Nieznajoma z nieznajomą w cieniu parasolki chowały się przed upałem i wycisnęły z rozmowy ile się dało. Było o sprawach ducha i ciała. Było lekko i wesoło. Było inspirująco i radośnie. Było naturalnie i prawdziwie. Po naszej rozmowie było jeszcze jedno spotkanie, mniej wywiadowcze, równie pękate w uśmiechy. I choć ja mieszkam tu, a ona tam to mamy siebie blisko w sercu i pewnie prędzej niż później los nasze drogi splecie. Na razie tu, na Aloha Świat, dzielę się fragmentem Darii Zaradkiewicz, której blask niech i Was dosięgnie. A żeby jeszcze bardziej umilić sobie czytanie, posłuchajcie jej głosu…
Wsiąść do pociągu
Lubię przemieszczać się z punktu A do punktu B. A kiedy tak się przemieszczam to dochodzę do wniosku, że wcale do rzeczonego punktu B nie muszę docierać bo ogromnie dużo przyjemności sprawia mi samo przemieszczanie się. I czasem pociągi się odwołują bo wypadek i czasem pociągi się spóźniają bo mają inny powód i czasem pociągi jadą tylko kawałek a potem to już trzeba czymś innym bo też są ku temu powody, nie do końca mi znane. I choć nie przepadam za takim podróżniczym chaosem to i tak lubię brać udział w przemieszczaniu się. A jeśli udaje mi się jednak dotrzeć do punktu docelowego to najczęściej czekają mnie same przyjemności i niespodzianki. Mama
Dziś Dzień Dziecka, a tekst o Mamie. Bo czemu nie? Bez niej nie byłoby tego dziecka ;-). A dziecko ma na imię Tina i po raz kolejny gości na Aloha Świat! Najpierw sprawdzała co za rogiem , a potem ze słoniem się bratała. I powróci jeszcze z niejedną opowieścią...
„Więc witaj Biała Murzynko na najpiękniejszym, może trochę chłodniejszym kontynencie, ale za to naszym. I przygotuj sobie grubsze ciuchy jak będziesz dolatywać do Polski, bo jest sześć stopni rano. Szczęśliwego powrotu. Mama”
Make a wish...
Są takie dni i jest ich sporo w moim życiu… Są takie dni kiedy spływa dużo dobra. Jakby wielki róg obfitości miał jakieś nadwyżkowe przecieki.
A wszystko zaczęło się od ciasteczka z wróżbą. Tydzień temu przełamałam jedno na pół i wyskoczyła informacja, że to co wysyłam przyniesie mi nieoczekiwane dary. I jak to jest z takimi ciasteczkami, spełniło się! I wszystko jakby jednego dnia się posypało. Tak lekko i spokojnie. No sypie się i tak dużo, ale jak ciasteczko powie, to jakoś zawsze więcej. A może to dlatego, że na łące puszczałam dmuchawce z Gandhim? I razem marzenia słaliśmy do wiatru? Ja sobie życzyłam spokoju tego za oknem, bo na razie to karetki pogotowia, samochody, klaksony, wozy strażackie, alarmy, brrrr. A piesek pewnie myślał o tych smakowitych świńskich uszach wędzonych podarowanych przez niemiecką ciocię.
Doceniam!
W mieszkaniu pachnie bzem. Podarowanym. I chlebem. Upieczonym. I kawą. Świeżo zmieloną. I deszczem. Padającym. I psem. Szczęśliwie zmęczonym. A ja w tym mieszkaniu trochę śpię, trochę wącham, trochę pracuję, trochę gotuję, trochę się lenię, trochę w nim a trochę poza. I w tym samym mieszkaniu narzekałam ostatnio dużo. Bo dość miałam. I zapachów, i odgłosów, i psów, i ludzi, i ścian goło-skośnych, i wszystkiego no po prostu. Nie i już… A wtedy przyszło olśnienie. Żeby nie psuć tego co mam myśleniem o tym, czego nie mam, bo to co mam dziś było kiedyś jedynie w sferze marzeń…
Chleba naszego powszedniego
Moja pamięć jest wybiórcza. W zasadzie wiele z mojego życia nie pamiętam. Próbowałam odblokować, próbowałam unieść zapadki, próbowałam odczarować. To co tam, jest tam. Teraz jest teraz. Terapia dużo mi dała. Ale nie wróciła mi pamięci. Mieszkają w niej tylko fragmenty mojego „tamtego” życia. Tego sprzed wielu wielu lat. To tak jakbym śniła i zapominała sen zaraz po przebudzeniu. Żyłam, ale nie wiem gdzie, no bo skoro nie pamiętam… Od kilku lat jest inaczej i mogę wręcz z detalami odtworzyć niemal każdy dzień. Może to dlatego, że odzyskałam siebie w pełni? Że cała jestem zanurzona w swoim życiu? Może… Któż to wie?
A wcale że bo nie...
Nie jestem silna. Nie radzę sobie. Nie mam energii. Nie chce mi się. Złoszczę się. Unoszę. Opadam. Nisko. Na sofę. W kocyk. Różowy. Miękki. Zachęcający. Do robienia nic. Zmiana pozycji jest zbyt dużym wysiłkiem więc zostaję jako zaległam. Nie, nie muszę. Nie potrzebuję. Żadnych zrywów. Sals. Zumb. Trekkingów. Brak snu. Brak słońca. Brak ciepła. Po prostu nie mam siły. I… to jest OK. Kawula energiczna, na ciągłym power on jest sobie teraz taka jaka jest. W dresie, albo w piżamie na porannym spacerze z psem. Coraz bardziej siwiejące włosy poddają się wiatrowi i wszystko im jedno w którą stronę falują. Nie jest ważne co do czego pasuje i że ta piżama wystaje. Że fioletowe kaloszki na poranne rosy to nie jest szczyt mody. Że oko podpuchnięte niewyspaniem. Nie. Nie jestem silna ostatnio i nie jest mi jakoś wybitnie źle z tego powodu. No może nie jest też najlepiej. Ale… No nie muszę być żadna inna i nie zmuszam się do niczego innego. Bo mi się nie chce od dawna już. Grać. Skakać. Udawać. Zmieniać masek. Nie. Jeśli dziś przyjdziesz do mojego domu, może zrobię Ci herbaty i poproszę żebyś posiedział cicho i po prostu był. Bo czasem nie trzeba robić nic. Bo czasem można robić nic. Bo bycie nie silną jest też okej.
Walizki, dom i nowe
Nadrabiam zaległości magazynowe. I tak w końcu dokopałam się do marcowego Zwierciadła i wywiadu z Katarzyną Jungowską Inny porządek dusz. Nie miałam pojęcia o istnieniu tej kobiety. Najczęściej ogólnie nie mam pojęcia o istnieniu wielu nazwisk (i ludzi ich noszących) o których powinnam może i wiedzieć, ale nie mam potrzeby śledzić życia politycznego, społecznego, biznesowego itp. Kiedyś to robiłam. Nałogowo. Bo studia. Bo dziennikarstwo. Bo to wypada. Dziś nie obchodzi mnie to co obchodziło kiedyś. Jakoś zawsze jest tak, że świat zewnętrzny i tak się o uwagę upomina. Więc czy sobie tego życzę czy nie, dowiaduję się o różnościach. To co mam wiedzieć, przyjdzie do mnie. Może czymś mnie dotknie, a może nie. Ale przyjdzie. Więc spokojnie mogę sobie robić swoje. No a aktualnie nadrabiam zaległości magazynowe… Wyleguję się na sofie z Gandhim (moim 13 tygodniowym psem). I słucham w kółko jednej piosenki, właśnie dziś… Jakoś tak pasuje. Do wszystkiego co dziś i na dziś. Michael Kiwanuka kołysze nas leniwie swoją piosenką: "Home Again"
Wiewiórki z nieba
Mili Aloha czytelnicy! Długo czekałam na ten tekst i z radością dziś przedstawiam Wam nową autorkę Kingę! Pewnego dnia do mojej skrzynki mailowej wpadł list, no że fajnie by było może coś razem, że dużo wspólnego, że kreatywnie i z duszą. I... zapadła cisza. Na długo. Aż tu nagle mówię dość! Uprasza się o tekst... I dostałam. I to z jakimi bohaterami w roli głównej! Ja do teraz mam banana na buzi i ciepło w serduchu, czego i Wam życzę! Pięknego weekendu! I patrzcie w górę, może coś tam spadnie...
- Go to the previous page
- 1
- …
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- …
- 40
- Go to the next page
