Blog

Blog

Szczęśliwe marchewki

Lubię gotować. Nie mogę powiedzieć, że jestem w tym jakoś nad wyraz utalentowana. Ot, po prostu lubię gotować. Każde przygotowywanie posiłku jest dla mnie małą ceremonią, medytacją, zabawą, tańcem. Bez pośpiechu, z szacunkiem do tego, co ma być podane, co stanie się dla kogoś energią na kilka godzin. Z czystym umysłem jak to tylko możliwe, by żadna ciężka myśl nie przeszła do brokułów czy marchewek, które niewinnie czekają na dalszy los. Tak samo gotuję dla siebie. Tak samo gotuję dla gości. No po prostu lubię ten stan i już.

W oczekiwaniu na dotyk prawdy

W podróż się wybrałam. Taką przez różne granice, zewnętrzne i wewnętrzne. Taką gdzie pociąg ma komplikacje już na starcie, dwugodzinne dodam cichutko… Podróż podczas której postanawiam wykorzystać opóźnienie i zmiany kolejowe na rozejrzenie się co dookoła mnie. Więc na dworcu poszukuję pocztówek i znajduję te odpowiednie. Jedne już wysłane, inne czekają na swoją kolej. Kupuję herbatę, no bo zimno w tej podróży. W końcu wyłaniam się na peron i z lekka zagubiona rozglądam się tu i tam w poszukiwaniu znaku, że w końcu odjadę tam, gdzie mam dojechać. Długo nie czekam w tej niepewności bo podchodzi do mnie miły pan i pyta czy może mi pomóc. No może, ale czy po angielsku? A jakże. Więc podtykam mój nowy bilet i wzrok pełen znaków zapytania kieruję ku niemu. A on uspakaja, że pociąg za chwilę wjedzie na peron, że nie mam się martwić i jeśli potrzebuję jakiejkolwiek pomocy to on chętnie, bo on jest tu wolontariuszem i lubi swoją pracę. W końcu pociąg zabiera mnie do Berlina. Jadę. Po prostu jadę i gapię się za okno. Nie myślę o niczym. Trochę ze zmęczenia (bo intensywność ostatnich doznań życiowych mnie z lekka wyciszyła), trochę bo po prostu mi się nie chce robić czegokolwiek. W końcu w podróż się wybrałam.

Uśmiechnij się

Lubię obserwować ludzi. Podpatrywać ich z ukrycia jednocześnie wystawiając się na odkrycie. To nie tak, że się gapię. Po prostu podziwiam. Ot tak sobie. Często czuję się jak przybysz z bardzo dalekiego kraju, który nie widział białego człowieka i po prostu patrzę z zaciekawieniem. Uśmiecham się do siebie. Uśmiecham się do tego, co widzę. A czasem ktoś uśmiecha się do mnie. Ktoś przyjaźnie pomacha. Wymiana dobrej energii poza werbalnym przekazem.

Olej lęk i ŻYJ!

Jeśli uważasz, że nic Ci się w życiu nie udaje, że ciągle coś Ci nie wychodzi, choć tak bardzo się starasz, choć tak bardzo chcesz. Masz rację. Jeśli uważasz, że czegoś Ci brakuje, że musisz jeszcze zrobić to czy tamto i dopiero wtedy będziesz bardziej doświadczony, mądrzejszy, piękniejszy, wart kochania. Masz rację. Jeśli uważasz, że na wszystko trzeba ciężko zapracować, że nic samo nie przychodzi, że w życiu ogólnie jest trudno i tylko niewielkie chwilę są warte przeżycia. Masz rację. Tak. Masz rację, ponieważ właśnie tak myślisz, w to wierzysz, tego toru myśli się trzymasz. To Twoje i masz rację. Ale wiesz co? Możesz to zmienić! Możesz rozpocząć inne myślenie, możesz zejść ze znanej drogi i ruszyć w nieznane. Możesz, ale czy chcesz?

A taki paradoks

Kawulen w Niemczech. Mieszka. Żyje. Pracuje. Kocha. Wścieka się. Uśmiecha. Poznaje ludzi. Gada po angielsku. Poznaje ludzi. Oddycha. Nie wysypia się. Szuka nowego mieszkania. Tańczy. Kawulen w Niemczech. To doprawdy niesamowity żart! Bo całe życie unikałam niemieckiego, włos się jeżył na głowie od słów wielce skomplikowanych i dziwnie obcych. Zamiast niemieckiego rosyjski i francuski. Wszystko, tylko błagam nie to. I proszę bardzo. Mam to! A co więcej podoba mi się! Robiłam wszystko, żeby tu nie być, żeby tylko dalej od takiego kraju, gdzie tak dziwnie mówią. Jakieś chore stereotypy sobie przywłaszczyłam, nie wiem skąd. A tu kraj mnie kocha! Choć się stawiałam na początku i ostrożnie podchodziłam do tematu to kraj mnie chce i rozpieszcza! Dosłownie! Tak to można emigrować! I choć jest masa rzeczy na które mogę narzekać (i narzekam! A co, mogę), to jest większa masa rzeczy, które mnie po prostu rozpieszczają.

Podglądanie dobrego

Dlaczego tak trudno kogoś szczerze pochwalić? Powiedzieć mu od serca coś miłego, zmotywować, zachęcić, zauważyć? Dlaczego tak trudno dostrzec tęczę w szarości myśli przeciętnych i zmęczonych? Och, żyłam wiele lat z moim wewnętrznym radarem obserwującym wszelkie niedociągnięcia. Zamiast widzieć to, co na TAK, szukałam tego na NIE. Było jak było, nie umiałam inaczej. Było jak było, dziś potrafię inaczej. Pewnie to trochę zasługa dzieciństwa, jasne, ale… nie ma co za daleko w to brnąć. Bo dzieciństwo minęło, dorosłam, trochę się uświadomiłam i to już nie wypada. Po prostu nie wypada! Kiedy zdałam sobie sprawę że NIE i BLEEE determinuje moje zachowania byłam już tak zmęczona, że nie miałam siły wstać z łóżka, nawet nie zamierzałam… Negatywna energia oblepiła mnie całą. Zrzędziłam. Marudziłam. Narzekałam. Krytykowałam. Oceniałam. Nawet nie pamiętam czy umiałam się uśmiechać, pewnie był to raczej jakiś dziwny grymas, który mówił, że i tak coś jest za krzywo. Najczęściej to krzywo było we mnie. Zwłaszcza we mnie. Potrafiłam spektakularnie podcinać sobie skrzydła. Wierzyłam we wszystkie fałszywe myśli, które z roku na rok przybijały mnie do trumny autokrytyki.