– Asia, Ty wiesz co ja właśnie mam? – zapytała córkę pani Czesława w rozmowie telefonicznej. – No nie uwierzysz, masaż! Jak często będzie? No pani mówi, że raz w tygodniu do mnie zajdzie. Wezmę cię na głośnomówiący.

– To prawda? – zapytała przemiła pani z drugiego końca miasta – naprawdę będzie pani przychodzić do mamy raz w tygodniu?

– Postaram się, tak – obiecałam między jednym ruchem na chorych nogach pani Czesi, a drugim.

– Wspaniale, bardzo się jej przyda, bardzo.

– Asia, a wiesz, jak pani to dokładnie robi, no tak jeszcze nie miałam! Plecy już mam całe wymasowane.

To był dobry poranek w Nadmorskim Domu Seniora w Pucku. Pani Czesława zakończyła masaż słowami: – Jesteś bardzo cierpliwa, spokojną masz duszę. To się udziela pacjentom. Cieszę się na masaż za tydzień. I tak pożegnałam moją jakże entuzjastycznie reagującą pacjentkę.

U pana Jerzego, tego, który choruje na stwardnienie rozsiane i jest w zasadzie w wieku mojego męża, duże zmiany. Choć jemu trudno się z nich ucieszyć. Dziś jednak nawet był i uśmiech i: – Wie pani, jak tak nogi leżą całkiem wyprostowane, czuję teraz błogość. Powoli je odzyskuję. W mózgu pojawia się impuls, namiastka kontroli nad nimi.

– I dłoń lepiej prawda?

– Tak, już ją zacząłem spisywać na straty, a tu nawet mogę nią sięgnąć po coś, myszką też próbuję pracować.

Zostawiłam pana Jerzego pachnącego kawą i cynamonem. Dziś zaszaleliśmy.

Starszy pan Jurek, sąsiad z łóżka obok, też w dobrej formie, ewidentnie ucieszył się na masowanie.

Na koniec została pani Zosia i Sabina. Tydzień temu obiecałam pani Sabinie, że pomasuję „tyle ile się da”. Jej jeszcze parę tygodni temu, napuchnięte i opadające stopy, sprawiły nam obu niespodziankę. Zajrzałam pod kołdrę i to jeden z tych momentów, kiedy można podziwiać jak wspaniale pracuje ciało. Jaka ma niezwykła zdolność do regeneracji. Od razu było widać  kości stopy, chudziutkie palce, a podeszwa już nie jest nabrzmiałą, twardą, jednolitą masą. Mogłybyśmy zrobić piękny odcisk stóp na piasku. Tylko pani Sabina nie pójdzie.

Wybroczyny w okolicy piszczeli, poznikały.

– Pani Sabino, nie ma ich – nie mogłam uwierzyć. Naprawdę to duże zaskoczenie.

– Ja to czuję – odpowiedziała. – I mniej boli.

Nie rozmawiamy wiele, ale kiedy pani się odezwie, to od razu łapie za serce. Dziś zaklinałam moje żółte rękawiczki medyczne, żeby były jak moja druga skóra, żeby całe ciepło i dobre emocje, przez nie przenikały prosto do ciała pani Sabiny. Bardzo chciałam, żeby bezwładne i wykrzywione ręce, ze sporymi krwiakami i wybroczynami, też poczuły, że jeszcze trochę dadzą radę się zregenerować i odciążyć swoją właścicielkę. Masowałam je teraz pierwszy raz. Zobaczymy co będzie za tydzień.

Pani Sabina pachniała dziś olejkiem o zapachu mango, oddychała spokojnie, a w nogach leżał zwinięty kot, który w ogóle nie przejmował się, że ktoś go na czas masażu owija w kokon kołdrą. To było dobre przedpołudnie, mimo chłodu drobnego deszczu, który wciskał się pod kurtkę i wyziębiał dłonie, kiedy jechałam rowerem.

A w tym samym czasie, dwie cudowne masażystki, pracowały w Domu Seniora w Rumi. I to jeden z tych dni, kiedy #WolontariatDotykowoMasażowy staje się bytem samobieżnym! Wzrusz!

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!