Utarg z dzisiejszego dnia w Senior – Dom Opieki Seniora na Białej 6 w Rumi: pudełko ptasiego mleczka, czekoladki merci, pieczone jabłko i napoleonka.

– Lubię te zajęcia z panią – zaskoczyła mnie dziś pani Krysia, której co czwartek masuję zdeformowane, opuchnięte nogi. Zazwyczaj rozmawiamy sobie z panią albo o pogodzie, albo o tym czy dziś jest już piątek, bo jutro odwiedzi ją syn, albo o prawnukach, które rysują dla niej latające jednorożce. A dziś wyskoczyła z tym komplementem niespodziewanie.

– A jak się pani czuje po masażu? – zapytałam.

– W nocy zazwyczaj mnie boli bardziej, ale rano wszystko mija i jest lepiej.

Pani Stefania też wspomniała, że po masażu, jej kompletnie sine od kolana w dół stopy, bolą bardziej. Nie była dziś przekonana czy chce znowu przez to przechodzić, mimo że sam masaż jest naprawdę delikatny, niestety jej żyły wyglądają jakby nimi smoła płynęła.

– Mamo, ale tydzień temu opowiadałaś mi, że było wspaniale. Kazałaś dla pani przynieść słodycze – relacjonowała córka, która przyszła w odwiedziny i rzeczone słodkości ukradkiem wrzuciła mi do mojego żółtego plecaka.

– No mówiłam, masz rację.

– To pozwól pani sobie pomóc – przekonywała.

– Pani Stefanio, nic nie musimy – uspokoiłam – ale możemy jeszcze zawalczyć o fajne spacery wiosną.

– Bolało mnie pod kolanem w nocy, ale rano było lepiej, wszystko przeszło. Nawet nogi mają trochę lepszy kolor.

– Czyli masować dalej?

– Masować.

Faktycznie, najbardziej czarna żyła, zaczęła przypominać swój naturalny kolor. Wiła się przez wierzchnią część stopy jak nabrzmiały dziki wąż, natomiast palce u stóp były całe różowe, a nie czarne jak tydzień temu.

– Lekarze dawali mi jakiś Voltaren na ból kolana i wszystko. Ale po masażu tak nie boli.

– Więc mogę przyjść do pani za tydzień? Nawet jeśli dziś też będzie trochę niewygodnie w nocy?

– Tak, bo jednak to mi dobrze robi.

– Mamę to trzeba trochę przekonać do różnych rzeczy – szepnęła mi córka po masażu – nie jest przyzwyczajona do tego, że ktoś dla niej coś robi. Wszystko sama. Trzydzieści lat przy maglu stała, ciężko pracowała. Jeszcze niedawno w piecu paliła. Tu w domu jest krótko i wszystko jest nowe i obce. Ale tak się cieszyła w zeszły czwartek jak mi opowiadała o masażu.

Za to pani Zyta kwitnąca jak zawsze. Elegancka, z nową wydzierganą własnoręcznie opaską na włosy, z klasycznie uformowanymi lokami, które zawija co wieczór na cztery wałki. „Bo kobieta musi wyglądać, niezależnie od wieku”.

– A pani jaka piękna dzisiaj, taka kolorowa! No prawdziwa kobieta – zachwycała się. I getry dobrane pod kolor sukienki, wygodne są?

– Dziękuję, wygodne bardzo, pani sama dotknie.

– Mięciutkie, faktycznie.

– A jak pani plecy po tych naszych działaniach?

– No lepiej! Pani Agnieszko, lepiej! Rano wstaję, nie stękam, nie boli, na spacery mi się znowu chce chodzić.

– To masować dalej?

– Koniecznie! Tylko proszę usiąść tak, żeby było pani wygodnie, bo się pani umęczy za mocno. Musimy dbać o panią. Aha i po masażu, proszę koniecznie wziąć jabłko, poprosiłam dziś o takie upieczone. Dobre są.

Bez jabłka nie było szans, żebym wyszła od pani Zyty. O dziwo zjadłam je z dużą przyjemnością, choć przyznam, że myślałam jak je tu potajemnie zutylizować.

U pani Jadzi też są efekty masażu. Kikut może i boli, ale jakby inaczej, nawet tabletki przeciwbólowej dziś pani nie jadła jeszcze. Zdrowa noga mięknie i uwalnia napięcia jakie na nią spadły od chwili amputacji. Dziś należał się jej olejek o zapachu kokosowo-waniliowym.

Pani Czesława natomiast jest w domu na Białej 6 od kilku dni. Leży opuchnięta tak, że jedynie pojękuje. Obrzęk na obrzęku, w sumie nie do ruszenia. Dotyk sprawia ból albo pogarsza sprawę. Stałam przy łóżku pani i nie wiedziałam co zrobić. Przyłożyłam dłonie w zielonych rękawiczkach medycznych do zimnej stopy. Pani ciuchutko jęknęła.

Pamiętam jak w jednej z książek anglojęzycznych o masażu osób w szpitalach, przeczytałam o sile nacisku w skali między 1, a 2 podczas wykonywania masażu u niektórych chorych. Niby wiem co to znaczy, niby potrafię to sobie wyobrazić, że tej skali nie należy mylić z głaskaniem czy mizianiem, to jednak jest „nacisk”. Niby, robi dużą różnicę. Dzięki pani Czesławie udało mi się naprawdę wyczuć to, co autorki książki opisały. Wyciszył się charczący, męczący oddech, a pani sobie przysnęła. To jeden z takich masaży, który będzie we mnie siedział trochę dłużej. Bo stawia pytania w sumie bez odpowiedzi. To pytania karuzele: kręcą się w człowieku, kręcą i wirują przez całą egzystencję. Mam ogromną potrzebę rozmowy na ten temat, ale jeszcze nie wiem z kim, kiedy, gdzie i jak. To ważne, żeby rozmawiać o dotyku właśnie tam, gdzie trudno i niepewność kolejnego oddechu.

Na koniec dnia dostaję puszystą napoleonkę i kiedy ją zjadam, zastanawia mnie, czy polubi się z tym pieczonym jabłkiem co to je zjadłam wcześniej?

Dziś jest też ważny dzień. Dzięki namowom Was, czytających te wpisy, uruchomiłam zbiórkę wspierającą wolontariat. Rano wrzuciłam w eter, a w ciągu dnia niektórzy oglądali, jak przybywa wspierających. Ci, którzy namawiali, piszą szczęśliwi, że pozwoliłam im też dołączyć do tej inicjatywy. Zanim wyjechałam na Białą 6 miałam jeszcze wątpliwości, przecież to jest mój rok wolontariatu, świadomie podjęłam tę decyzję też finansową, na co mój mąż powiedział: – Jesteś też organizatorem dobra, pozwól ludziom być częścią czegoś ważnego.

No to jeszcze zostawię link do zrzutki. Uzbierało się ciut mniej niż połowa! To się dzieje! Jutro ruszam, skoro świt do Jastrzębiej Góry. Jestem bardzo ciekawa, co przyniesie piątkowy wolontariat dotykowo masażowy w moim trzecim domu.

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!