„I po co wy wychodzicie z domu jak jest tak ciepło?” – skwitował lekarz zasłabnięcie pani Kazimiery, która w Boże Ciało postanowiła zejść z trzeciego piętra i przejść się 200 metrów do córki skąd chciała obserwować procesję. Niestety spadło jej ciśnienie, podskoczył gwałtownie cukier, z chodnika zabrała ją karetka. Na SORze usłyszała jeszcze kilka nieprzyjemnych rzeczy dotyczących jej pomysłu wyjścia z domu.

„A ja po masażach u pani poczułam się mocniejsza i chciałam spróbować, ale chyba się pospieszyłam” – wyznała. „Po mieszkaniu chodzę dużo lepiej, nogi mnie nie bolą, są ciepłe, już nawet mrówek nie czuję”.

Kiedy jej syn zadzwonił do mnie w dniu, kiedy mama zasłabła, mnie też się lekko słabo zrobiło. Następnego dnia mieliśmy umówioną wizytę, więc oczywiste było, że się nie spotkamy. Szczerze? Myślałam, że pani Kazia nie wróci, bo uzna, że to dla niej za dużo. Może połączyła zasłabnięcie z masażem i jeszcze potem ktoś jej nagada, że co ona sobie wyobraża w „tym wieku” tak na masaże chodzić? Ale wróciła. Co więcej, po wczorajszym masażu powiedziała „jestem jak nowo narodzona” – i uśmiechnęła się tak szeroko, że czerwona szminka odcisnęła się na przednich zębach.

Ściskała w ręce wypis ze szpitala, podała mi wyniki, jakbym to ja miała je rozszyfrować. Bo ona tak jak weszła do szpitala z niepewnością co jej jest, tak wyszła chyba z jeszcze większym niepokojem. Została odesłana na rtg płuc i do neurologa. „Nikt tam ze mną nie rozmawiał. Pobrali krew, potem dali te kartki i to wszystko. Pani to mnie pyta, jak śpię, jak się wypróżniam, gdzie i jak mnie boli, a na masażu wiem dokładnie co się będzie działo, bo mnie pani uprzedziła. Tam czułam się jak przedmiot, tu jak człowiek. Pani zauważy, że mam ubraną letnią spódnicę, szminka ma inny kolor, a moje trzewiki, które dziś ubrałam choć są stare, pani się podobają. I to pani daje mi nadzieję na to, że wyjdę w końcu z mieszkania, pójdę do parku przy bloku, usiądę na ławce i po prostu poczytam sobie książkę”.

Nie wiem czy i kiedy tak się stanie, ale pracujemy dalej. Trzeci masaż za nami, kolejne w kalendarzu zapisane. Zmiany są na tyle duże, że syn wytrwale przeciska się przez korki i mamę przywozi. A w sezonie wszyscy wiemy, że droga z Gdyni na Hel to bywa naprawdę piekło. Dlatego wstaję w te dni wcześniej i przyjmuję panią Kazię przed innymi pacjentami.

Wiecie, te „moje” seniorki są jedyne w swoim rodzaju. Jedne się malują i stroją, inne nie ubierają staników i majtek, bo przecież zaraz będą je ściągać, inne po masażu idą się opalać, albo jadą na kawę do przyjaciółki, żeby dobry nastrój przekazywać dalej. Dzielą się swoimi szczęśliwymi wspomnieniami, opowiadają o bliskich i pokazują dowody osobiste swoich nieżyjących mężów, bo „pani zobaczy jakie miał dobre oczy”.

A ja potem o tym wszystkim nie umiem opowiedzieć mojemu mężowi, bo zaraz się wzruszam. I kompletnie nie wiem, dlaczego za każdym razem głos mi się łamie i dlaczego te spotkania są dla mnie takie bogate w emocje. Może dlatego, że widzę determinację i próbę zawalczenia o sprawniejsze życie, mimo jak często słyszą, albo mówią do siebie: „w tym wieku to już cudów nie będzie”.

Ale Pani Kazia to twarda sztuka. Kiedy była mała, 7 lat chorowała na płuca. Ojciec chodził z nią od lekarza do lekarza, aż w końcu usłyszał: „Pan to lepiej trumny szuka, a nie lekarstwa”. Nie posłuchał. Znalazł żydowskiego lekarza, który dziecko na nogi postawił. Dzięki temu, ja to „dziecko” mogę dziś masować i podziwiać jej letnie kreacje (i szminki 😊).

PS zdjęcie by Pan Mąż Rafał (tak się często czuję, kiedy opowiadam mężowi o pacjentach 😉 lekko natchniona i zwichrowana, ale zdecydowanie w happy place, nawet jeśli masaż należał do kategorii „trudny” ;-)).

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż.
Jestem dziewczyną z YouTube’a.
Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino.
Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!