– To był dogłębny masaż, nawet jak ćwiczyłem wyczynowo, masażyści sportowi nie robili mi czegoś takiego – pochwalił mnie wczoraj pan Stanisław, którego nogi były poranione i napuchnięte po kilkudziesięciu naświetlaniach radiologicznych.

Chyba zaczynam wyrabiać sobie nową specjalizację, masaż nóg. Mój telefon to aktualnie zdjęcia kończyn: z ranami, napęczniałe do granic skóry, wykręcone, sztywne, z kolanami po nieudanych operacjach, ze stopami, które nigdy już nie poczują, jak to jest utrzymać w pionie całe ciało. Zdjęcia przed masażem i zdjęcia po, to zupełnie inne obrazy. Zaczynam rozumieć moją mamę i jej niezwykłą cierpliwość do robótek ręcznych. Potrafię przez 50 minut masować jedną nogę, stać w dziwnej pozycji i jeszcze rozmawiać z podopiecznym o rzucaniu młotem w dal, biegach na tysiąc metrów i morsowaniu. Czas się zatrzymuje w dotyku.

Albo kiedy masuję nogi pani Zofii, która, jak twierdzi „przegapiła” operację bioder i teraz to „niech już będzie co będzie”. Więc kręcę dłońmi przy biodrach, tych bolesnych i nie wymienionych, i słucham o tym jak córka zachorowała, a potem zmarła, a potem wnuczki umieściły ją w domu seniora.

– To są zawsze bardzo trudne sprawy – przyznała. – Moje wnuczki nie mogą się mną zająć, pracują od rana do wieczora. Tu mam dobrą opiekę. A jedna pani ma aż sześcioro dzieci i co? I też tu mieszka.

– Przyjdzie pani jeszcze?

– Przyjdę.

– I mogę się do pani zapisać na masaż? Bo polecam się bardzo.

Panią Zosię mogłabym masować cały dzień i nie poczułabym ani zmęczenia, ani obciążenia nawet tym smutkiem, który czasem przysiadał na krawędzi stołu do masażu.

Pan Ludwik też najlepszy na świecie, który po masażu opuchniętej i przykurczonej dłoni, nie mógł się nadziwić, że wszystkie kosteczki w nabrzmiałej pięści widać. I Pani Uleńka, której nogi wiodą prym na moich zdjęciach, i przy której muszę się kontrolować z czasem, bo też bym godzinę jedną kończynę masowała, a na moje pytanie: – Wytrzyma pani jeszcze? Jest Pani wygodnie? – zawsze odpowiada: – Idealnie, wygodniej się nie da – uśmiecha się i robi przy tym tak maślane oczy, jakby zobaczyła właśnie stado najbardziej rozczulających szczeniaków.

Piątkowa migrena nie była dla mnie łaskawa, za to dzień przyniósł mi podopiecznych, którzy byli balsamem też na mój ból. Mam na to ważnego świadka, gibkiego jednorożca. Uparłam się i wtargałam go na drugie piętro. Przyglądał się wszystkim z powierzchni parawanu i zapewniał nam intymność, wilgotne oczy, radość oraz wspomnienia.

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!