Był sobie chłopiec…

Miał trzynaście lat i razem ze swoją starszą siostrą przeżywał właśnie rozwód rodziców. Jego mama regularnie przychodziła do mnie na sesje Lomi Lomi Nui, więc historia nie była mi obca. Kiedy poprosiła mnie o masaż dla syna, zgodziłam się, ale tylko pod warunkiem, że on sam by tego chciał. No chciał i to bardzo, bo jak się okazało to on pierwszy znalazł Lomi dla swojej mamy!
Był podekscytowany i miał mnóstwo pytań. A co będzie czuł, a czy to boli, a czy będę słyszała jego  myśli, a czy zacznie się potem lepiej uczyć, a czy smutek zniknie, a czy będzie się mu lepiej oddychało, a co to znaczy energia, a gdzie mieszka dusza, a czy wierzę w reinkarnację, a czy zobaczę jego duszę, a dlaczego zajęłam się masażem, a jak to jest czytać czyjeś ciało…
Zanim przeszliśmy do samego masowania, odpowiadałam na jego pytania. Nie zadowalał się płytkimi odpowiedziami. Zmuszał do wyjścia poza standardowe wyjaśnienia. Tam, gdzie zabrakło mi odpowiedzi pytał: Jesteś pewna? Coś mi się wydaje, że wiesz… I trochę wiedziałam, a trochę nie. Kilka pytań zostało ze mną jeszcze na długo po naszym spotkaniu. A na kilka sam udzielił mi odpowiedzi…
Poruszyło mnie to chude, chłopięce ciało, które masowałam w czerwcowe przedpołudnie. Takie małe, a już pełne opowieści. Usłyszane przypadkiem słowa dorosłych, ostrymi zakończeniami podczepione w trzustce. Napięcie między rodzicami i wyprowadzka ojca zwinęły się na ramionach w kłębek. – Nie zostawiaj mnie – odbijało się od wewnętrznych ścian głębokiej studni w jego ściśniętych jelitach.
A mniej więcej połowie masażu mignął mi rąbek pomarańczowego materiału i uśmiechnięta, łagodna twarz tybetańskiego mnicha.
Kiedy wsunęłam moje ręce pod plecy chłopaka i zatrzymałam na kilkanaście sekund między łopatkami, poczułam jak łagodnie oddaje moim dłoniom swoje dziecięce troski. Westchnął. Wzruszył się. A ja razem z nim.
– Nauczysz mnie medytować? – zapytał po masażu.
– O! A dlaczego?
– Bo jak mnie masowałaś to widziałem takiego mnicha w pomarańczowym ubraniu. Powiedział mi, żeby Cię poprosić i że to mi pomoże.
– Aha… – uśmiechnęłam się. Teraz to ma sens…
– Też go widziałaś prawda? – przed spojrzeniem tego dzieciaka wiele nie mogło się ukryć.
– Chodź – wyciągnęłam do niego dłoń – pójdziemy popatrzeć trochę na chmury na niebie. Taki ładny mamy dzień…

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino. Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Większą część mojego życia coś mnie boli. Od momentu, kiedy 15 lat temu przeszłam kilkuletnią psychoterapię, boli nawet bardziej. Najpierw ciało miałam zamrożone, docierały do mnie tylko wyjątkowo silne bodźce bólowe, takie, które ścinały i...
Gienia zajmuje kolejkę Beni, Grażyna jest dyspozycyjna, ale „w poniedziałki co trzy tygodnie mam paznokcie i fryzjera, więc wtedy nie”, Maria boi się schodzić po schodach, ale do mnie przyjedzie, Danka też chce koniecznie „bo...
„Mogę zapiąć stanik”, „Nie wiedziałam, że tyle frajdy sprawi mi powrót do odkurzania”, „Umyłam plecy pod prysznicem”, „Zawiązałam buty”, „Codziennie się wypróżniam”, „Swobodnie wysiadam z samochodu”, „Mogę obrócić głowę w bok”, „Nareszcie oddycham naturalnie”, „Wyszłam...
Przewiń do góry