„Wyjdę za trzy dni, zobaczysz” – uspokajał mąż panią Asię, kiedy przyjmowano go na oddział kardiologiczny

– Wyszło tak, że nie wyszło, a ja się zapadłam i byłam w głębokiej depresji. Nic mnie nie obchodziło. To miejsce było zarezerwowane dla niego. Miałam go tu odwiedzać, ale wyszło tak, jak wyszło…

Kiedy pani Asia opowiadała, jak mogłoby być, że tak jak jest, bywa znośne, ja masowałam jej zmęczone i opuchnięte nogi.

Piątek w ROSE Senior Resort Całodobowa opieka i rehabilitacja nad morzem był jednym z tych dni, po których poszerza się odcień emocji i życia w życiu.

– Ma tu pani dobrą opinię – pochwaliła pani Janina – taką niespodziankę mi zrobili tym masażem. Początkowo nie wiedziałam o co chodzi jak mnie Iza wiozła. Już myślałam, że znowu będą mnie badać, a tu taka przyjemność.

– Aż wypieków pani dostała na policzkach.

– To z tych emocji, po mnie od razu wszystko widać.

Pani Janina się relaksowała, a ja masowałam nogi po niedawnym złamaniu, całe poskręcane śrubami, obolałe i wykrzywione reumatoidalnym zapaleniem stawy, bezwładną prawą rękę po przebytym w dzieciństwie polio. Czas upływał nam na rozmowach o tym co było, jak niezwykłe jest ciało i jak szybko ból łagodnieje pod wpływem masażu.

– O rety, wszystkie ścięgna w tej mojej krzywej ręce pracują – zachwycała się pani Janina swoją dłonią po skończonej sesji. – Pani ma takie ciepłe dłonie, że aż mi się zgrubiałe kości prostują.

Kiedy przyjechał pan Wincenty, w pierwszym odruchu nie wiedziałam co robić. Był przerażony, nie dość, że ciało trzęsło mu się przez chorobę i jego drżący brzuch blokował swobodną mowę, strach potęgował wszystkie objawy.

– Pan boi się, że spadnie, kurczowo trzyma się wszystkiego, pomyślałyśmy, że masaż może mu dobrze zrobić. Wczoraj go przyjęliśmy do nas.

Ale jak tu pana z wózka przesadzić na stół do masażu, kiedy pan Wincenty ściska poręcz wózka aż mu dłonie bieleją? Kiedy udało się nam pana położyć na stole do masażu, był cały zlany potem. Leżał stabilnie, nie było opcji na upadek, a i tak, wczepił się palcami w kratkę, na której wpięte były różne pomoce rehabilitacyjne. Ciało wręcz uderzało o leżankę.

– Panie Wincenty, mam na imię Agnieszka i obiecuję, że jest pan bezpieczny, leży pan na bardzo stabilnym stole do masażu – położyłam jedną doń na jego ramieniu, drugą na klatce piersiowej i przez chwilę trzęśliśmy się razem. Przyklękłam przy kozetce, a kiedy w końcu udało się nam złapać kontakt wzrokowy, powtórzyłam jeszcze kilka razy: – Jest pan bezpieczny. Nie spadnie pan, trzymam pana. Jest pan bezpieczny.

Nie spodziewałam się, że zajdziemy gdziekolwiek dalej. Byłam skłonna klęczeć przy panu, trzymać go za dłoń, patrzeć w oczy i powtarzać, że jest bezpieczny. Ale kiedy pan Wincenty puścił w końcu kratkę i odeszła panika, zgodził się na masaż nóg. Choć zdjęcie spodni wymagało od niego oderwania bioder od stabilnego stołu, zdobył się na odwagę.

– Panie Wincenty, specjalnie dla pana mam najpiękniejszą i najwygodniejszą poduszkę w fioletowe ananasy, może pan odpocząć.

Po 40 minutach masażu tylko nóg, ręce panu opadły aż poza stół, a on sam wyglądał na zrelaksowanego. Tego dnia po raz drugi usłyszałam podobną historię:

– Wyszło tak, że nie wyszło – podsumował pan Wincenty nagłe odejście żony. – Zostałem sam, było ze mną coraz gorzej, aż w końcu się przewróciłem i wnuk mnie tu wczoraj przywiózł. Tyle w swoim zdrowiu zaniedbałem, no i wyszło jak wyszło.

Przez cały masaż obojgu szkliły nam się oczy.

Staszek podobno czekał na mnie od rana, ale masażu doczekał się dopiero przed południem. Pomasowałam nogi, znowu uwolniło się z nich kilka mrówek, porozmawialiśmy o polityce i wyborach, a potem trzeba było się pożegnać, bo Staszek przyjechał do ośrodka tylko na dwa tygodnie na podreperowanie.

A potem była pani Halinka i jej niesforne kolano. I ten Parkinson, który tak długo się czaił, a kiedy się ujawnił, prawie znokautował.

Jeśli mogłam nauczyć się czegoś o masażu i wrażliwości to piątek był dla mnie dniem ogromnej nauki. Tuż przed trzynastą byłam w jakimś amoku masażowym. Gdyby nie to, że zaciągnięto mnie na obiad, pewnie wypiłabym butelkę wody i dalej masowała.

Niby wiem co robiłam między godziną dziewiątą a czternastą. A jednak pomiędzy wydarzyło się tyle, że wróciłam do domu inna. I choć nie wiem jeszcze na czym polega ta zmiana, czuję, że to coś dobrego.

Taki to jest ten #WolontariatDotykowoMasażowy, trzy i pół miesiąca za mną. Jeszcze osiem miesięcy przede mną…

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!