Spotkanie po latach…

– Czy polubiłbyś/polubiłabyś siebie, gdybyś spotkał/spotkała siebie?
Dziś mogę śmiało powiedzieć, że jasne! I dałabym się zainspirować i zmotywować i ponieść hen z marzeniami ku ich realizacji. Gdyby Agnieszka z „wtedy” spotkała siebie z dziś chyba by się trochę wystraszyła i popukałaby się w czoło gdyby usłyszała co ta Kawula wygaduje? Jak to można być szczęśliwym? Jak to można kreować swoje życie? Jak to można cieszyć się z drobnych rzeczy? Jak to można przestać narzekać? Jak to można przestać się krzywdzić? Jak to można mówić nie? Jak to można mieć zdrowe relacje rodzinne? Jak to można mieć zdrowe ciało? Jak to można chcieć żyć? Jak to można lubić siebie?! I do tego być z tego zadowolonym?! Herezje jakieś! Co ona wygaduje, przecież nie ma depresji, jest zdrowa, ładna, uśmiechnięta, nie musi jeść różnych tabletek na te wszystkie dolegliwości, które mam ja, wszystko się jej układa, a ja muszę zmagać się z ograniczeniami ciała, łykać antdepresany i leki na nadciśnienie, a chodzenie na fitness nawet kilka razy dziennie nie daje absolutnie niczego poza narastającą frustracją. Łatwo jej tak mówić, bo ma takie fajne życie, fajnych ludzi dookoła, fajną pracę i fajnego psa! Ja też chcę!
Ale Kawula “z dziś” nie przejmowałaby się szamotaniną Agnieszki z „wtedy”. Nie mądrolowałaby się, nie radziła niczego, nie podsuwała żadnych książek ani filmów. Zaproponowałaby pogapienie się wspólne na fale, albo kawę w cichej kawiarence (bo to obie Kawule lubiły od zawsze).
I zapytałaby: – Aguś, czy Ty naprawdę chcesz zmiany w swoim życiu?
I usłyszałaby w odpowiedzi: – A myślisz, że cierpię teraz na swoje własne życzenie? Że to tak fajnie budzić się z bólem i w moim wieku nie móc wejść na piąte piętro bez zadyszki? Myślisz, że to takie fajne non stop czuć smutek, beznadzieję, żyć za szklaną szybą i jedynie obserwować to co się dzieje TAM?
Odpowiada jej milczenie pełne obecności…
– No i dlaczego nic nie mówisz?
Cisza też jest odpowiedzią.
Patrzy mi w oczy w oczekiwaniu, w napięciu. Milczę dalej. Łagodność na mojej twarzy, przestrzeń w ciele, spokój w sercu… Niczego nie robię, samo się robi…
– Ty jesteś jakaś inna… – słyszę po chwili. – Przy tobie mogę się trochę rozluźnić i nie czuję żebyś mnie oceniała. Jak to możliwe, że jesteś mną z „potem”? Jak to możliwe, że tak bardzo mogę się zmienić? Jak to się stanie, że ktoś patrząc w moje oczy poczuje to, co ja czuję teraz będąc z Tobą? Co mam zrobić?
– Podjęłaś decyzję, że chcesz zmiany… Zaufaj mi… Wszystko przyjdzie w odpowiednim momencie. Krok po kroku. Człowiek poprowadzi Cię do człowieka. Spotkanie do spotkania. Okazja do okazji. Kłębek z wełenką życia doprowadzi Cię do tego, gdzie jestem TERAZ, a potem razem pójdziemy do kolejnego TERAZ i znowu się trochę pozmieniamy…. Gotowa?
– Nie wiem, boję się, to wszystko jest takie nierealne i zbyt piękne żeby było prawdziwe. No bo jak to tak można… zmienić się aż tak?!
– Aguś, sprawa jest prosta, czy chcesz?
– Chcę! – pada odpowiedź może i z lekka zdesperowana, ale pełna nowej nadziei.
– W takim razie wyjdź z kawiarni i zobacz dokąd poprowadzi Cię kłębuszkowa nitka. Po prostu idź. Krok za krokiem. I dojdziesz. A potem pójdziemy dalej. Do samego końca. A potem się zobaczy ;-).
Obserwowałam ją jeszcze przez chwilę aż całkiem zniknęła mi z oczu. Jakiś czas później poczułam miłe poruszenie w sercu… To był moment, kiedy pierwszy raz trafiła na hawajski masaż Lomi Lomi Nui… I wiedziała, że znalazła właśnie to, co miała znaleźć i że moje słowa się zaczęly sprawdzać…
Uśmiechnęłam się do niej w sercu wysyłając jej porcję odświeżonej i soczystej nadziei. I choć wiedziałam, że spotkam ją dopiero za dziesięć lat, nie miało to żadnego znaczenia. Ważne, że dojdzie, gdzie ma dojść. A kiedy spojrzymy sobie ponownie w oczy, ona zdecydowanie będzie siebie kochała. Więc warto poczekać.
Na siebie zawsze warto…
[PS A teraz dowody na to, że “tamta” Kawula też istniała… Posiadam znikomą ilość swoich zdjęć bo wszystko powyrzucałam przy okazji zmian i porządków… Ale… na Internet zawsze można liczyć ;-)]
PRZED   (jeszcze z czasów pracy w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska… akurat udzielałam wywiadu do Wyborczej o kolejnym znalezisku…)
z5745844Q,Agnieszka-Kawula---Kubiak-z-Muzeum-Historycznego-M
nadal PRZED… po publikacji pierwszej książki… Powinnam promienieć szczęściem bo to dzień premiery i spotkań z czytelnikami…
person

PO… dość świeże zdjęcie Kawuli, która naprawdę lubi siebie 😉
ja

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Chyba nie będę już tyle masować – powiedziałam jeszcze w zeszłym roku. Będę więcej uczyła i prowadziła szkolenia online. Może całkiem przestanę masować? Pół roku później…Uczę w cholerę dużo, nagrywam webinary, masuję jeszcze więcej bo...
Wiecie jaka część ciała ludzkiego zużywa się najszybciej? Raz, dwa, trzy, zwycięzcą są nasze stawy! Tyrają okrutnie, a człowiek pięknie potrafi się zajechać. Na ilość stawów w ciele, nie ma co narzekać. Wyginamy śmiało ciało...
– A Ty znowu jakieś głupoty czytasz? – Gaś to światło, a nie znowu oczy sobie psujesz. – Wstałabyś już, coś pożytecznego zrobiła, a nie tylko nos w książce. Więc się ukrywałam. Z Tomkiem Sawyerem,...
Przewiń do góry