„Idę siku, proszę nie mów w tym czasie niczego ważnego” – to hasło kursu dla lomi praktyków. Co tu się działo? Mimo, że sama to zaplanowałam, to chyba nie przewidziałam, aż takiego poziomu zaangażowania uczestniczek. Prawie 8 godzin dziennie albo opowiadałam, albo odpowiadałam na dziesiątki pytań dotyczących aspektów technicznych lomi lomi, jak i efektów jakie masaż hawajski przynosi naszym klientom. Zwłaszcza osobom starszym, schorowanym, z bólami. Po czterech dniach wszystkie byłyśmy poważnie przemaglowane, nasze mózgi parowały, głowy bolały, a ciała układały nowe wiadomości i możliwości.

Marzył mi się kurs inny niż wszystkie. Taki, na którym, jeśli mówię o czymś, że to działa, to przyjdzie ktoś, kto potwierdzi, że przetestował na sobie. Zaprosiłam na zajęcia lekarza, który nie tylko opowiedział o tym, czym lomi lomi jest dla niego, ale też jak bardzo ten masaż może pomóc osobom zmagającym się z przeróżnymi dolegliwościami. Przyszły moje pacjentki starsze, młodsze, mniej lub bardziej schorowane i pozwoliły się pomasować, ale też opowiedziały z jakiego punktu startowały, kiedy przyszły do mnie do gabinetu i jak bardzo lomi lomi pomogło ich ciałom.

Jednym z największych moich marzeń były zajęcia masażu w terenie. Na parę godzin pojechałyśmy do Domu Seniora i przemasowałyśmy ¾ domowników! Nauka empatii, wrażliwości, zaufania, elastyczności w dopasowaniu tego co już o masażu wiemy do warunków ciał, na których bardzo często większości znanych nam ruchów nie wykonamy. I choć wydaje się, że możemy zdziałać tak niewiele, to było tak wiele dla domowników. Dziewczyny mogły na własne oczy przekonać się jak zesztywniałe palce się prostują, jak chudziutkie, przykurczone nogi się relaksują, jak na policzkach wyskakują rumieńce, jak rozluźniają się ciała, z którymi nie ma kontaktu logicznego. Dla niektórych kursantek to był skok na głęboką wodę. Widziałam obawy, ale finał był taki, że dziewczyny (w zasadzie połowa grupy!!) na zakończenie kursu powiedziały: „mam niedaleko siebie dom seniora, chyba chciałabym spróbować wolontariatu dotykowo-masażowego, powiedz jak zacząć”.

Ostatniego dnia całość podsumował nam ekspert od komunikacji medycznej Zbyszek Kowalski, który wyglądał z ekranu mojego komputera z prawie półtora godzinnym wykładem. Notatki poszły w ruch, czasem trzeba było nagranie zatrzymać, żeby coś przegadać głębiej. A na koniec, cała wiedza i nowe doświadczenia, wmasowały się w ciała podczas długiej sesji masażowej, jaką dziewczyny się obdarowały.

Masowania było sporo, ale nie takiego jak na kursach zazwyczaj, czyli kursanci między sobą. Nie chciałam, żeby to była wielka wymianka masażowa. To też. Natomiast dla mnie ważne było, żeby każda osoba mogła doświadczyć tego, o czym tak się nagadałam w teorii. Żeby uczestniczki nabrały pewności i odwagi, żeby poczuły, że mają świetną technikę, którą mogą zastosować niemal na każdym ciele. A czasem musiały się przekonać, że nie wykonując jakiegoś ruchu, pacjent wcale na tym nie traci, tylko zyskuje.

Nie spodziewałam się, że spadnie na mnie istny grad pytań, że nawet w momencie, kiedy składałyśmy już stoły i w zasadzie to był koniec szkolenia, jeszcze słyszałam prośby, żeby pokazać to, czy tamto. To tylko pokazuje, jak niezwykle otwarte i chłonne wiedzy osoby do mnie trafiły i jak jeszcze więcej dobrego teraz będą mogły zdziałać w swoich gabinetach. To było wyzwanie je uczyć, owszem, ale takie wyzwania utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto robić coś, mimo strachu. Po raz kolejny przekonałam się jak bardzo dotyk potrafi połączyć.

Mój ekspres do kawy też się napracował i wydał dziesiątki kaw. W naszej sali pachniało świeżo mieloną kawą z mojej ulubionej palarni, olejem do masażu, ekscytacją, wiedzą, zmęczeniem, świeżo wydrukowanymi lomi niezbędnikami w postaci książki, a czasem potem, który lał się z nas równo 😉.

Kolejny zjazd lomi praktyków już 17ego kwietnia. Wszystkie miejsca są zajęte, ale można się zapisać na listę rezerwową. Kto wie, może rozszerzę grupę o max 2 miejsca, więc warto próbować, jest szansa, że się spotkamy. (Następne miejsca wolne są w edycji jesienniej).

Kurs dla osób, które chcą się nauczyć lomi lomi od podstaw w edycji wiosennej rusza 22ego kwietnia (mam jeszcze 2 wolne miejsca) ten kurs też jest inny niż te na jakich sama byłam i bardzo jestem z niego dumna, tak samo jak z tych, którzy już skończyli pierwszą lutową edycję. Wszyscy, co do jednego masują jak szaleni 😉

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!