Tabletka jest mała. Nie ma w niej nic dramatycznego – biało-niebieska osłonka, prawie się jej nie czuje. Trzymałam ją między palcami i nie mogłam włożyć do ust. Włączyłam kamerę w telefonie, bo skoro dokumentuję cały proces zdrowienia, to czemu nie ten moment. To było szesnaście dni temu.

W tamtej chwili czułam, że biorąc tę tabletkę, przyznaję się do porażki. Bałam się utraty zawodowej wiarygodności. Przez rok robiłam wszystko, co umiałam. Prosiłam o pomoc. Maszerowałam. Robiłam badania. Chodziłam do lekarzy. Dbałam o sen, jedzenie, światło, ruch. Siedziałam na balkonie i chłonęłam słońce jak roślina po długiej zimie. Ograniczałam to, co mnie przeciążało. Naprawdę próbowałam.

Teraz widzę wyraźną różnicę między zwykłą przerwą a faktyczną naprawą organizmu. Urlop to tylko krótki postój w pracy. Prawdziwa regeneracja zniszczonego układu nerwowego wymaga wielu miesięcy i czasem wsparcia odpowiednią chemią. Od tygodnia czuję zdecydowaną poprawę. Głowa przestała być ociężała i napuchnięta. Śpię głęboko po raz pierwszy od czasów przedszkola. Poranny ucisk w klatce piersiowej zniknął całkowicie. Smutek nie topi mózgu na długie godziny – mogę tęsknić za tatą i przy tym dalej żyć, pracować, planować.

Nie chcę już udawać osoby, którą byłam wtedy, kiedy miałam więcej siły. Teraz jestem tutaj. Spokojniejsza, bardziej wyspana i trochę bardziej obecna w swoim życiu. Zdecydowałam się dzielić tym publicznie, choć długo nie chciało mi to przejść przez gardło. Bo trochę jest tak, że przyznając się, rujnuję sobie życie zawodowe. Ale pracuję dalej, tylko na własnych zasadach. Teraz skupiam się na domknięciu spraw związanych z innowacją i wróciłam do pisania książki – choć większość tego, co napisałam w żałobie, musiałam przemodelować i piszę od nowa, z czystszym umysłem.

W domowej donicy, jak szalona rośnie dymka. W ogródku rzodkiewka, nad którą czuwa pułapka na ślimaki od teścia. Pokój w piwnicy zamienia się w siłownię. W ósmym odcinku vloga jest też cała reszta kawałków mojego dziwnego ostatnio życia.

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!