– Ręka mnie nie słucha – urywanym głosem pożaliła się pani Zosia.

– A co się dzieje, dlaczego nie słucha? – nachyliłam się nad łóżkiem i dotknęłam ramienia podopiecznej z Nadmorskiego Domu Seniora „Hilaris”, do którego poczułam, że też chcę przychodzić. Lokalnie mogę jeszcze więcej. Wsiadam na rower i jestem na drugim końcu Pucka.

– Trzęsie mi się ta ręka, boli. Najbardziej nocą. Jakby mi ciągle ktoś ciśnienie sprawdzał, takie to uczucie ścisku. Rwie i spać się nie da.

– No to pomasuję.

– Nie wiem czy na to drewno coś pomoże, ale proszę spróbować.

Po piętnastu minutach pani Zosia zaczęła czuć ciepło w ramieniu, potem w łokciu, a kiedy doszłam do nadgarstka powiedziała: – Widzi pani jaki powyginany?

– Widzę, że jest napuchnięty, czy to boli?

– Boli. Miałam złamanie i krzywo się zrosło. „My pani tą rękę złamiemy i na nowo poskładamy” – powiedział lekarz, ale nie chciałam się w to bawić. Więc tak mi już zostało koślawo. W dodatku nie mam czucia w dwóch palcach.

Kolejne minuty upłynęły pod znakiem rozmowy o tym jak to możliwe, że mam aż takie ciepłe ręce, o czasie i samotności. I o tym, że tak trudno oddychać i tlen wspomagający niewiele daje, jak się człowiek i tak całe życie denerwował.

– W ogóle noce są straszne. Te godziny od dziewiętnastej do północy są najtrudniejsze, bo mają dwie cyfry – śmieje się pani Zosia – potem czas leci lżej do rana.

Tylko samotność zostaje tak samo nieznośna.

– Jakbym przymknęła teraz oczy, to bym zasnęła – westchnęła.

–  To proszę odpoczywać.

–  Ale nie chcę tracić tego, że pani tu jest. Wie pani, jestem bogata, a i tak zostałam sama. Córka przegrała z rakiem, męża śmierć zabrała dwa lata temu, synowie pływają, wnuczki daleko na studiach, niedawno zdjęcia mi przysłały. Nie ma do kogo się przytulić. Nie ma kto po głowie pogłaskać, przecież my jak dzieci, też potrzebujemy.

Kiedy kończyłam masaż ręki i pomogłam pani Zosi się ubrać, stwierdziła:

– No i przestało mnie ściskać w ręce, jak to możliwe? Pani znalazła takie miejsca w nadgarstku, że nawet to moje stare złamanie przestało boleć. I palce czuję, dziękuję, tak bardzo pani dziękuję.

Tego dnia odwiedziłam jeszcze panią Sabinę ze stopami tak napuchniętymi jakby ubrane były w balon z wodą. Bezwładne nogi, wykrzywione nabrzmiałe stopy, zaczepione na nieproporcjonalnie chudych piszczelach. Pomasowałam, pani zasnęła i chrapała. Na chwilę przestało boleć, ale wiadomo, że i tak noce są najgorsze…

Tego dnia, tuż po moim masażu, przyszedł do pani Sabiny lekarz i stwierdził: „Leków nie ma już co dawać. Masaż to dobry pomysł, żeby trochę ulżyć w cierpieniu, limfę odprowadzić”.

Poznałam też pana Jerzego, który choruje na stwardnienie rozsiane. Trochę starszy od mojego męża. Rozmawialiśmy o grafice komputerowej, masażu lomi lomi, Chi Kung, rozczarowaniach i chorobie.

Pracowałam przy panu ponad półtorej godziny. Efekty nas zaskoczyły.

– A ja myślałem, że masaż i fizjoterapia muszą boleć. Zawsze tak było, a pani cierpliwie rozpracowała moje nogi, które już spisałem na straty. Wyprostowały się bez siłowych rozwiązań do jakich jestem przyzwyczajony.

Historia pana Jurka jest na osobną opowieść. Poszedł do szpitala na 10 dni, a wyszedł po ponad dwóch miesiącach zniszczony i fizycznie, i psychicznie.

Jutro po pracy wsiadam na rower i jadę. Nie wiem co będzie. Chciałabym wierzyć, że #WolontariatDotykowoMasażowy znowu przyniesie odrobinę wytchnienia tym, którzy nocami patrzą na zmieniające się liczby zegarów.

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Wirtualne cappucino

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino.
Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!