Jak się robi szczęście?

Uparłam się. Na szczęście, no, żeby szczęśliwą być. Tak więc moje podstawowe zasady brzmią:

– sram tęczami od godziny 6 rano, wcześniej wszyscy domownicy, którzy nastawiają budzik na 5.45, a powiedzieli, że na 5.55 są narażeni na atak metali ciężkich

– wykreślam z mojego słownika słowo “trudno, trudne, lub zajebiście trudno” – bo używam go zbyt często, a to się już robi naprawdę trudne, a przecież w tym trudnym jest też tyle lekkiego, tylko jakoś tak utarło się na pytanie: – Co słychać? Lepiej odpowiadać – No wiesz, fajnie, ale jednak… Jakby szczęście było na cenzuralnym.

– jem chipsy kiedy chcę i ile chcę i to nic, że przecież jestem fit

– nie tłumaczę się ze swojego życia, choć bardzo bardzo bym chciała, żeby wszyscy mnie lubili

– kilka razy dziennie słucham hitów muzycznych nastolatek i cholernie mi to wchodzi w mózg, a nawet się podoba (taka na przykład Natti Natasha – Instagram czy Shawn Mendes, Camila Cabello – Señorita)

– mam w pracy fajną szefową, no i w ogóle fajną pracę mam

– nawet jeśli szósty dzień umieram na ból głowy i jestem dość męcząca dla otoczenia, staram się zasnąć z poczuciem, że powiedziałam też dużo dobrych słów, bo mogę się jednak nie obudzić, a głupio znowu inkarnować tylko po to, żeby wszystkich przepraszać

– przejmuję się w zasadzie wszystkim i wszystkimi, którzy są dla mnie bliscy i to nic, że część z tych bliskich zostawia na mnie tysiące włosów każdego dnia (i jakoś paradoksalnie to daje mi szczęście na równi z siwymi włosami)

Ale przede wszystkim jestem uparta. Bo szczęście się robi, głównie w głowie. A żeby je zrobić trzeba wyrobić sobie w cholerę nowych guzików i dezaktywować te z bombami jądrowymi, które potrafią rozpieprzyć wszystko, co dobre w sekundę.

Czapka pełna szczęścia

A tak naprawdę to wystarczy ubrać taką zajebistą czapeczkę jaką mam ja, zakręcić czerwonym wiatraczkiem trzy razy, okręcić się dookoła własnej osi pięć razy, podskoczyć, zjeść chipsa, otrzepać sól i już. Oto jest, szczęście!

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Chyba nie będę już tyle masować – powiedziałam jeszcze w zeszłym roku. Będę więcej uczyła i prowadziła szkolenia online. Może całkiem przestanę masować? Pół roku później…Uczę w cholerę dużo, nagrywam webinary, masuję jeszcze więcej bo...
Wiecie jaka część ciała ludzkiego zużywa się najszybciej? Raz, dwa, trzy, zwycięzcą są nasze stawy! Tyrają okrutnie, a człowiek pięknie potrafi się zajechać. Na ilość stawów w ciele, nie ma co narzekać. Wyginamy śmiało ciało...
– A Ty znowu jakieś głupoty czytasz? – Gaś to światło, a nie znowu oczy sobie psujesz. – Wstałabyś już, coś pożytecznego zrobiła, a nie tylko nos w książce. Więc się ukrywałam. Z Tomkiem Sawyerem,...
Przewiń do góry