Ja to jednak jestem jeden wielki dzieciak! I uwielbiam to w sobie przebardzo! Do twarzy mi kiedy bawię się w chowanego w mieszkaniu z własnym psem i znikam za drzwiami albo w wielkiej szafie. Do twarzy mi biegającą po kałużach, najlepiej takich ciepłych tuż po letnim deszczu. Do twarzy mi z pluszowym jednorożcem i misiem Jonathanem, moi towarzysze w twórczej pracy i ożywianiu marzeń. Do twarzy mi z dmuchawcami unoszącymi się na łące. Do twarzy mi z rozpuszczalnymi gumami o smaku truskawki. Do twarzy mi z planami, które kiedyś wydawały się innym dziecinne, naiwne, bezsensowne, a dziś są moją rzeczywistością. Do twarzy mi z kwiatami we włosach i błyskiem w oku kiedy pojawia się tęcza na niebie.
Wierzę. Naprawdę wierzę w ludzi. Że mamy moc w sobie. Że życie jest darem. Że można WSZYSTKO przekroczyć. Że sama zarządzam własnym przeznaczeniem. Że ludzie są absolutnie fenomenalni.
Zachwycam się. Ostatnie dni po prostu zachwycam się tym, co człowiek potrafi stworzyć, jaki jest kreatywny, jak piękną jest istotą jeśli zechce wybrać SIEBIE.
I dziecięca wiara doprowadziła mnie do miejsca, w którym naiwność jest siłą, fantazja stwarza ogrom możliwości, a marzenia te z głębi głębin zakwitają w codzienności.
Wzruszam się. Od paru tygodni oglądam serial „Once Upon a Time”. Magia, czary, księżniczki i takie tam sprawy pomieszane w smacznym koktajlu, którym moje wewnętrzne dziecko się rozkoszuje. Tu nawet potężna zła królowa może wybrać inaczej, może się zmienić, może być dobra i dostać drugą szansę. Tu siła miłości i czystego serca stwarza cuda. Tu podziały przestają istnieć kiedy działa się w sprawie większej niż własny kawałek nosa. Może to i naiwny ten serial, ale mnie dobrze robi na serce i duszę. To tak jakbym sama go nagrała! Tu są wszystkie dziwne naiwno-dziecięco-sentymentalne sprawy, że aż niemożliwe i mdło słodkie, a jednak przynależę do tego świata. Tu bohaterowie sięgają po siebie, przechodzą metamorfozy, wychodzą poza własne schematy, kreują przeznaczenie.
Przez wszystkie lata mojego życia różnie było z tym moim dzieciakiem. Ale był zawsze, nawet w najciemniejszych zakamarkach mnie samej, zawsze przypominający: hej, Kawula, popatrz w górę, jaka piękna tęcza. Kawula patrzy i zamiast jednej widzi dwie i znowu wszystko się robi jasne, choć przecież „problemy” wcale magicznie nie znikają.
Doświadczam. Może dlatego, że wierzę? Moje życie jest naprawdę magiczne. Obserwuję jak tysiące puzzli układa się w jeden wielki obraz. Niedawno dołączył do mozaiki jeden puzzelek. Wspaniały. Wymarzony. Idealny. Cudowny. Szalony. Nie mogę przez niego spać z ekscytacji. Rozsadza mnie dobra energia z radości. Śmieję się praktycznie cały czas. I zachwycam się jeszcze bardziej, jak to wszystko miało SENS. Że musiałam czekać tak długo żeby wszystkie elementy się poukładały właśnie tak a nie inaczej. Żeby rzeźba zaczęła przypominać figurę, którą noszę w sercu od tylu lat. Jeszcze nie będę zdradzała szczegółów, ale mogę powiedzieć tyle: Wyobraźcie sobie Kawulę podróżującą po świecie, w Aloha samochodzie wypełnionym po sam dach rozmedytowanymi misiami, obklejonym kolorowymi hibiskusami, z psem obok, z muzyką w uszach i dzieciakiem w sercu, które cieszy się, że żyje swoim własnym marzeniem…
O ileż lżej się żyje mając za kumpli dzieci, machające ogonami psy, jednorożce podpowiadające kolejne bajki do snucia i wiarą, że wystarczy dotknąć czegoś swoją świadomością i to się przemieni…
Niedawno ktoś napisał mi, że ja to mam klawe życie. I miał rację. Ale prawdziwe szaleństwo dopiero nadchodzi! Nie wiem czy wtedy nie zamienię się w kolorowy balonik i nie odlecę hen hen hen wysoko, gdzie spełnione marzenia siedzą na chmurach i machają nóżkami beztrosko.
Nie przestawaj wierzyć, zachwycać, wzruszać się, doświadczać.
Bądź swoim własnym marzeniem 😉

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Chyba nie będę już tyle masować – powiedziałam jeszcze w zeszłym roku. Będę więcej uczyła i prowadziła szkolenia online. Może całkiem przestanę masować? Pół roku później…Uczę w cholerę dużo, nagrywam webinary, masuję jeszcze więcej bo...
Wiecie jaka część ciała ludzkiego zużywa się najszybciej? Raz, dwa, trzy, zwycięzcą są nasze stawy! Tyrają okrutnie, a człowiek pięknie potrafi się zajechać. Na ilość stawów w ciele, nie ma co narzekać. Wyginamy śmiało ciało...
– A Ty znowu jakieś głupoty czytasz? – Gaś to światło, a nie znowu oczy sobie psujesz. – Wstałabyś już, coś pożytecznego zrobiła, a nie tylko nos w książce. Więc się ukrywałam. Z Tomkiem Sawyerem,...
Przewiń do góry