Jestem bogata. Mój majątek jest przeogromny i nie jestem w stanie zmierzyć go niczym. Nie jestem w stanie wycenić, ani do niczego przyrównać. Kiedyś to, co dziś jest moim majątkiem, uważałam za coś męczącego, trudnego do zdobycia, czymś, o co trzeba zabiegać i walczyć w jego imieniu. Kiedyś wcale to a wcale nie chciałam być bogata i wolałam swoje puste cztery ściany, dosłownie… Przecież nikt mnie nie rozumiał! Był czas w moim życiu, kiedy cały mój majątek to były ściany mieszkania i ja sama po środku, zakleszczona we wnyki depresji, użalająca się, płacząca, cierpiąca.

Dar miłości

Jedyna osoba, która była dla mnie ważna, ta, którą uważałam za przyjaciółkę, odeszła zostawiając mnie z informacją: Aga, kocham Cię, ale dłużej nie mogę patrzeć na Twoje cierpienie. Dałam Ci wszystkie kontakty do najlepszych terapeutów, resztę musisz zrobić sama. Odchodzę z miłości do Ciebie.
Wtedy tego nie rozumiałam i jeszcze bardziej pogrążyłam się w depresji. Aż spadałam tak głęboko, że nie sposób było zobaczyć dna by się od niego odbić… Pół roku później byłam już w intensywnej psychoterapii i przez dłuższy czas otrzymywałam pomoc jakiej potrzebowałam. A potem? Potem byłam gotowa, żeby zacząć się bogacić.
Odnowiłam kontakt z Jolą. Podziękowałam jej za tę pomoc wtedy. Za niezwykły akt odwagi i miłości. Niedawno wspominałyśmy ten czas przy mrożonej kawie, śmiejąc się z mewy tańczącej na dachu samochodu: Aga, nawet nie wiesz jak bałam się Ci to wtedy powiedzieć, byłaś w takiej dupie… naprawdę się bałam, ale jednocześnie nie było innej rady, bo nie byłam w stanie Ci dłużej pomóc i mocno mnie obciążało.
A dla mnie to jedno z przełomowych wydarzeń, choć wtedy na takie w cale to a wcale nie wyglądało…

Przestań wierzyć w kłamstwa jakie sobie opowiadasz

Kiedyś nie przepadałam za spotkaniami rodzinnymi, nie lubiłam wielkich imprez, nie mogłam się odnaleźć w hałasie, wzajemnym przekrzykiwaniu. Męczyłam się bardzo. Osłabiało mnie to i pozbawiało energii. Mówiłam sobie, przecież jestem introwertykiem, my introwertycy tak mamy i najlepiej to samotność, cisza leśna i nasz wewnętrzny świat. Większą część życia właśnie w to wierzyłam… I to było jedno z większych kłamstw w jakie wierzyłam! Nie, ciągle nie jestem kobietą, która pierwsza pójdzie na imprezę i będzie duszą towarzystwa. Nadal uwielbiam szum fal, swoją samotność i wewnętrzną wrażliwość. Co się zmieniło? Znalazłam w tym swoją siłę. Uszczelniłam się. Nie wycieka mi energia, wręcz przeciwnie, w kontakcie z innymi ludźmi utrzymuję ją na wysokim poziomie, a nawet jestem w stanie zarażać inspiracjami ;-). To co było moją słabością, teraz daje mi siłę.
Kiedyś myślałam, że relacje to ciężki temat. Że trzeba się o nie starać, zabiegać, że dawać i dawać. Że ciągle ktoś od Ciebie czegoś wymaga i chce pełnej uważności. Jeśli miałam zaplanowanych kilka spotkań w tygodniu, na samą myśl było mi słabo i szukałam wymówek, żeby tylko nigdzie nie iść, albo coś odwołać. Wspaniale prawda? Zwłaszcza dla osoby, która prowadzi swój własny biznes i jest dziennikarzem i pracuje z ludźmi ;-). Świetnie! Ale tak miałam.
Rodzina chciała żebym kontaktowała się z nimi częściej, mówili, że mi nie zależy, że powinnam to i tamto. I faktycznie coś w tym było. I choć dookoła mnie zaczęły przybywać nowe osoby i  już nie miałam depresji i nie czułam tego ciężaru, mimo wszystko traciłam energię. Nie umiałam inaczej.
Zaczęłam więc szukać co jest „nie tak”, co mogę zrobić lepiej, o co w tym wszystkim chodzi? Chcę się czuć inaczej! I znalazłam… Osłabiało mnie żebranie. Podświadomie jęczałam o uwagę. O opiekę. O pochwałę. O docenienie. I choć można powiedzieć, że byłam „dobrym człowiekiem” i zawsze pomagałam innym i gotowa byłam zrobić coś dla kogoś ot tak sobie, to podświadomie chciałam tego samego, a kiedy nie dostawałam tak szybko jak oczekiwałam, balonik pusty… Trochę czasu mi zajęło uświadomienie sobie tej podwójnej i podstępnej gry podświadomości. Z chwilą kiedy przestałam w nią grać, zmieniła się jakoś moich relacji.

Daj sobie to, czego pragniesz od innych

I zaczęłam dawać sobie sama… Zaczęłam być tą osobą jaką chciałam żeby inni byli dla mnie. Karmiłam się zdrowo, piekłam ciasteczka, zabierałam na randki, na spontaniczne wyjazdy. Odpoczywałam tak jak zawsze chciałam odpoczywać. Mówiłam sobie wszystko to, co chciałam usłyszeć (a powiem szczerze, że momentami łzy się lały, zwłaszcza kiedy doszłam do punktu: Kawula, wybaczam Ci za… i tu litania spraw do oczyszczenia, wybaczenia, uwolnienia, codziennie od nowa, tak długo aż nie zostało już nic…). I lubiłam siebie  najpierw, zanim pomyślałam że lubię kogokolwiek innego… A jeśli sama nie mogłam sobie czegoś dać prosiłam innych, sama z siebie, nie oczekując aż ktoś się domyśli i przyjdzie mnie „uratować”. I zanim od kogokolwiek innego usłyszałam, że jest ze mnie dumny, najpierw uwierzyłam samej sobie i poczułam tę wewnętrzną dumę i radość i docenienie. Ale tak w samym centrum brzucha! Mocno! Prawdziwie! Bez ściemy! Nie że afirmacje i klepanie coś co w co nie chce ci się wierzyć.
Byłam cholernie zdeterminowana by przywrócić sobie SIEBIE. Dziś podtrzymuję złożoną obietnicę by być blisko siebie, by żyć swoją prawdę, by nigdy więcej nie zapomnieć. Teraz dawanie i służenie innym jest nieporównywalną przyjemnością do tej, którą czułam kiedyś.

Więcej niż pieniądze!

Towarzyszy mi wspaniałe uczucie obfitości z każdej strony! Jak bardzo byłam zamknięta na jej odczuwanie! Tyle o niej czytałam i zupełnie nie kumałam o co w tym wszystkim chodzi! Obfitość kojarzyła mi się ze sprawami materialnymi i nie potrafiłam zrozumieć nic więcej! Po drodze straciłam kilka relacji, , zawaliłam, oddaliłam się, powiedziałam wiele mało fajnych słów. Dziś większość z nich jaśnieje w moim życiu, co więcej są przetransformowane. Ale największa zamiana zaszła we mnie. Bo owszem, wszyscy wzrastamy, dojrzewamy, ale pewne zachowania ludzkie się nie zmieniają. Ot, kiedyś wkurzało mnie to, że moja mama mówi i mówi i mówi i nigdy nie zapyta co u  mnie. Czy coś się zmieniło? Tak, moje podejście do tego! Dziś uwielbiam opowieści mojej mamy! Bo ona dzieli się ze mną swoim światem, a co więcej jest szczerze zainteresowana moim! Ona jest taka sama, ale ja podchodzę do tematu zupełnie inaczej i mam szczerą chęć z nią rozmawiać. Ba! Nawet tęsknię za nią, a to było obce mi uczucie ;-). Niczego od niej nie wymuszam i nie narzucam i nie narzekam. I dostaję tak dużo zupełnie bez proszenia!
Miałam lata kiedy nie rozmawiałam z moim tatą, kiedy byłam pokłócona z mamą. Wszystko stało na ostrzu noża i wzajemnego niezrozumienia. Kiedyś rodzina była dla mnie niewygodnym tematem i uciekałam najdalej jak się da. Popełniłam sporo błędów.
Dziś… Siedziałam na balkonie w promieniach słońca i przez godzinę rozmawiałam z tatą przez telefon. Zazwyczaj praca, praca, praca i już mi się nie chciało ekstra czasu wygospodarować na rozmowy z kimkolwiek. Dziś siadam z kawą i rozmawiam. Albo odpoczywam w wannie i rozmawiam. Nadrabiam, pielęgnuję, podtrzymuję, daję. Wymówka, że nie mam czasu przestała działać. Zmieniłam priorytety, zrozumiałam. Inwestuję w największe oszczędności mojego życia, relacje.
W chwili próby takiej, jakiej obecnie jestem poddawana, widzę swoje bogastwo! Dookoła mam wspaniałe osoby! Odzywają się do mnie znajomości nawet ze studiów i chcą pomóc! Od obcych ludzi dostaję prezenty, albo ktoś robi dla mnie specjalnie tęczowe skarpety i wysyła paczką… Albo koleżanka która sama ma mnóstwo spraw na głowie, prezentuje mi swój czas i w moim imieniu ogląda mieszkania, w których mogłabym potencjalnie zamieszkać. Nawet były chłopak wysyła mi linki z mieszkaniami ;-). Dzięki moim dwóm klientkom, mogłam przez chwilę pomieszkać kątem w ich mieszkaniu, które było mi schronieniem. Przyjaciel mówi, że pożyczy samochód i przyjedzie po mnie przeszło tysiąc kilometrów i pomoże mi w przeprowadzce. Koleżanka daje mi kontakty do osób, z którymi mogłabym nawiązać współpracę. Kuzynka niedawno urodziła dziecko i mimo poważnej zadymy domowej ma czas żeby podesłać mi zdjęcie swojego synka, napisać kilka ciepłych słów i wyrazić chęć odnowienia relacji. Obcy ludzie znajdują chwilę, żeby wysłać do mnie list, pocztówkę, informację na FB, maila. Czasem jest to kilka zdań, czasem dużo, dużo więcej… Albo dostaję wspaniałe prezenty od przyjaciółek poznanych przez ostatnie lata mieszkania w Niemczech. Jedna kupuje mi tańczącą Hawajkę, a druga… zupełnie niezależnie Hawajczyka! A trzecia piecze specjalnie dla mnie kokosanki bo wie jak uwielbiam te w jej wydaniu i wpada na 5 minut żeby mi je tylko przynieść…
To bogactwo, do którego doszłam zaczynając naprawdę od zera.

Mądre inwestycje procentują

Dziś nie prosząc otrzymuję. Dziś daję nie prosząc.
Warto było. Ach jak bardzo było warto! Niektórzy budują imperium finansowe wiele lat. Ja zainwestowałam siebie w budowanie relacji. Zaczęłam od siebie, potem świadomie pracowałam nad tymi najbliższymi, z moimi rodzicami. No ładnych 15 lat z różnymi fazami i to dość nieprzyjemnymi. Dziś wypełnia mnie jedynie ciepłe, miękkie i puchate uczucie, kiedy myślę o rodzicach. Jakże drastycznie inne od tego jakie towarzyszyło mi przez te wszystkie lata. Co za ulga, jaki dar!
I może dlatego jestem gotowa zająć się teraz pozostałymi sprawami w moim życiu… Choć mam wrażenie, że reszta sama się już sobą zajęła i  nie ma powodu do zmartwień ;-).
Ja chcę tylko dalej robić swoje. Najważniejsze już mam. I nikt nie jest w stanie mi tego odebrać, i nie mogę tego przegrać, i nie mogę tego utracić…

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Chyba nie będę już tyle masować – powiedziałam jeszcze w zeszłym roku. Będę więcej uczyła i prowadziła szkolenia online. Może całkiem przestanę masować? Pół roku później…Uczę w cholerę dużo, nagrywam webinary, masuję jeszcze więcej bo...
Wiecie jaka część ciała ludzkiego zużywa się najszybciej? Raz, dwa, trzy, zwycięzcą są nasze stawy! Tyrają okrutnie, a człowiek pięknie potrafi się zajechać. Na ilość stawów w ciele, nie ma co narzekać. Wyginamy śmiało ciało...
– A Ty znowu jakieś głupoty czytasz? – Gaś to światło, a nie znowu oczy sobie psujesz. – Wstałabyś już, coś pożytecznego zrobiła, a nie tylko nos w książce. Więc się ukrywałam. Z Tomkiem Sawyerem,...
Przewiń do góry