Po śmierci taty zrobiło mi się zimno. To mnie zaskoczyło bardziej niż sam smutek. Na niego byłam jakoś przygotowana. Na to, co zrobiło moje ciało, wcale. Trzęsłam się przez ponad dwa miesiące. Nie pomagały wełniane skarpety zrobione przez moją mamę specjalnie dla mnie. Sweter, koc i termofor, ogrzewały na godzinę-dwie. W nocy zasypiałam owinięta w kołdrę, koc obciążeniowy i przyłożony do brzucha termofor. Zimno siedziało mi w nawet w kościach. Miałam problem nawet z gryzieniem, tak bolała mnie żuchwa.
W ciągu dwóch miesięcy byłam trzy razy chora. Mięśnie brzucha bolały, jakby wszystkie nerwy były wystawione na mróz, a potem przypalane czymś gorącym. Sztywniałam z dnia na dzień. Bóle, które miałam wcześniej, nagle się spotęgowały, jakby żałoba podkręciła głośność wszystkiemu, co do tej pory było szumem codzienności z którym nauczyłam się żyć. Skórę miałam tak wrażliwą, że zwykły dotyk drażnił. Czułam się, jakby ktoś w jedną noc dorzucił mi dwadzieścia lat. Ja, która od trzech lat morsowałam i na co dzień mówię ludziom, że dotyk leczy, zimna ani dotyku nie mogłam znieść.
Przez pierwsze dwa miesiące od śmierci taty, zrewidowałam wszystko, co myślałam o dotyku w żałobie. Byłam przekonana, że masaż pomoże. Czuły, delikatny, kojący, taki jaki może zaoferować masaż hawajski lomi lomi. Tak to sobie wyobrażałam. Kołdra obciążeniowa, sześć kilogramów. Własne ramiona. Miękki jednorożec z weluru, z którym zasypiam do dziś. Zero kontaktu skóra do skóry. Moje ciało bardziej niż dotyku potrzebowało ochrony.
Rozmawiałam kiedyś z Emilią Mandes o dotyku w żałobie (Emilia Mandes • Pogrzeb Humanistyczny – Celebrantka Ceremonii Pogrzebowych ). Myślałam wtedy, że rozumiem. Rozumiałam umysłem. Teraz rozumiem ciałem. Żałoba może wyglądać jak grypa, która nie przechodzi. Skóra jest wrażliwa na każdy bodziec. Ciało potrzebuje czasu i nie przyspieszy tego nawet masażystka z piętnastoletnim stażem, która myślała, że wie.
Dopiero po prawie trzech miesiącach poczułam, że zimno odpuściło. Bóle przeszły przeze mnie, bez znieczulenia, na własnych warunkach. Dwa tygodnie temu poszłam na masaż do mojej uczennicy i spokojnie mogłam przyjąć to, co wcześniej moje ciało odrzucało.
W grudniu umarł mój tata, a moje ciało zrobiło rzeczy, na które żadne wcześniejsze kryzysy mnie nie przygotowały.
Gdybym miała dodać uzupełnienie do tego, co dotychczas jest mi znane o dotyku i masażu oprócz tego, że są potężnym wsparciem w zdrowieniu, dodałabym: żałoba ma własny zegar i ciało samo decyduje, kiedy jest gotowe na ludzki dotyk, taki skóra do skóry. (I wtedy warto z niego skorzystać).
