Oj nie mogłam się dziś zabrać za pisanie. Co chwilę coś mi przeszkadzało… STOP. Kłamstwo! Co chwilę sama się rozpraszałam. Szukałam drobnych wymówek, które wspomogłyby mnie i odciągnęły od posłuchania podcastu i napisania paru słów. Może to świadomość, że do końcówki akcji  „Słucham podcastów w ruchu”, a może to deszcz padający za oknem i tęsknota za latem, słońcem, kropelkami potu na skórze pachnącej olejem kokosowym. Nie wiem, w końcu przestałam się zastanawiać i zrobiłam co trzeba. Wybrałam z listy podcastów jeden z moich ulubionych „The Accidental Creative” i… dostałam pstryczka w nos od Todda bo akurat mówił coś o czasie… Hmm… Znowu Los wiedział lepiej co mi zaserwować na sobotnie popołudnie…

Lekcja ze szkoły kreatywnego Todda

Istnieją trzy podstawowe kłamstwa, jakie sobie mówimy na temat… CZASU.

I

Jak często mówisz, nie mam czasu? Kończy mi się czas? Co się wtedy dzieje? Generujesz fałszywy pośpiech. Próbujesz wcisnąć w grafiku wiele rzeczy na raz. Przypomina to trochę udział w wyścigu, pogoni. Jest tylko jedno ale… gdzieś po drodze między jednym zadaniem a drugim zapominasz co tak naprawdę gonisz i co chcesz osiągnąć. Jest jedynie przymus, presja nie przynosząca żadnych większych efektów. I każda jedna czynność tak samo ważna i każdą jedną trzeba zrobić już-zaraz-teraz.
Czy masz świadomość tego w co inwestujesz swój czas właśnie TERAZ i jakie efekty przyniesie Ci to w przyszłości?

II

Czy jeśli akurat zabierasz się za jakąś pracę nie towarzyszy Ci jednocześnie myśl, że powinieneś robić coś innego? Może umyć podłogę, albo zadzwonić do kogoś, albo sprawdzić profil na FB, albo odpisać na smsa, albo wrzucić zdjęcie na Instagram? Znasz to uczucie, że jest gdzieś, coś, co jest ważniejsze, niż to, co aktualnie robisz? Niby jesteś tu, ale nie do końca, bo część Ciebie znajduje się przy innej czynności i tak tańczysz pomiędzy kilkoma sprawami, żadnej nie poświęcając w pełni siebie.
Czy masz w swoim dniu choćby kilka chwil, kiedy NIKT nie ma z Tobą kontaktu i nie można Cię w żaden sposób złapać? Czy bywasz niedostępny? Czy wyłączasz WSZYSTKIE rozpraszacze i potrafisz się skupić tylko na JEDNYM zadaniu jednocześnie? Czy potrafisz zanurkować w pełni w to, co przed Tobą?

III

Oh! Mam mnóstwo czasu! Zdążę! Spokojnie! Nie ma pośpiechu! Znasz co? Nic Cię nie goni i choć sprawy piętrzą się i mnożą, Ty ze spokojem mówisz, za chwilę, później, luuuuz. Taaa… A w finale zaczynasz szaleńczy bieg. Na ostatnią minutę generujesz presję, która w ogóle nie musiała się narodzić, gdybyś trochę inaczej zarządzał czasem.
A może by tak sprawdzać kilka razy w ciągu dnia, czy naprawdę robisz to, co powinieneś robić i czy jesteś w pełni skupiony na zadaniu? Potraktuj to jako eksperyment, może nawet nastaw sobie budzik na co godzinę. I patrz gdzie jesteś, co robisz i czy właśnie tym powinieneś się teraz zajmować, albo o tym myśleć…
Czy jesteś w pełni obecny, czy może mentalnie podróżujesz? Czy robisz postępy w pracy, którą sobie wyznaczyłeś? Czy jeśli bawisz się ze swoim psem, dzieckiem, kotem, ukochanym, czy jesteś w pełni czy może jedynie ciało świadczy za Twoją obecność? Sprawdzaj siebie. Znajdź sobie jakiś własny przypominacz i sprowadzacz do TERAZ. Czy naprawdę chcesz być na FB czy może właśnie masz do dokończenia jakieś ważniejsze sprawy, ale nagle znajdujesz się na swoim profilu i udostępniasz czyjeś posty… Czy aby nie okradasz sam siebie z czasu?

The end

No lepszego przypominacza nie mogłam dostać! Ha! Co prawda wyrobiłam sobie całkiem fajną umiejętność zajmowania się tym, co ważne i nie mam w zwyczaju odkładania niczego na później, ale… Mogę dopracować samą siebie, mogę podszkolić się z efektywności, mogę jeszcze bardziej zdyscyplinować, bo czasem łapię się na tym, że gdzieś gubię energię i nie koniecznie mi z tym dobrze. Ten tekst mógłby powstać przynajmniej dwie godziny temu… Powstał dwie godziny później. Okradłam się z dwóch godzin pomiędzy… Naprawdę głupio! Dobrze sobie to uzmysłowić i mieć kilka zadań domowych do odrobienia ;-). Kończę ten wpis i obiecuję samej sobie kolejną czynność wykonać uważniej, nie gubiąc minut po drodze na głupoty ;-). Żeby nie było, one też są ważne i potrzebne, ale może nie koniecznie wtedy, kiedy pracuję nad fajnym projektem. Najczęściej wyłączam wszystkie techniczne rozpraszacze, nadprogramowe dźwięki, a kiedy piszę jedynie jedno okienko Worda mam otwarte, tylko czasem jakoś tak mnie podkusi zajrzeć w inne miejsce… No czasem 😉

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Chyba nie będę już tyle masować – powiedziałam jeszcze w zeszłym roku. Będę więcej uczyła i prowadziła szkolenia online. Może całkiem przestanę masować? Pół roku później…Uczę w cholerę dużo, nagrywam webinary, masuję jeszcze więcej bo...
Wiecie jaka część ciała ludzkiego zużywa się najszybciej? Raz, dwa, trzy, zwycięzcą są nasze stawy! Tyrają okrutnie, a człowiek pięknie potrafi się zajechać. Na ilość stawów w ciele, nie ma co narzekać. Wyginamy śmiało ciało...
– A Ty znowu jakieś głupoty czytasz? – Gaś to światło, a nie znowu oczy sobie psujesz. – Wstałabyś już, coś pożytecznego zrobiła, a nie tylko nos w książce. Więc się ukrywałam. Z Tomkiem Sawyerem,...
Przewiń do góry