Przychodzą do mnie osoby, które słyszały już: „Nie mogę pani/pana masować”. Bo rak. Bo padaczka. Bo nadpłytkowość. Bo „to może być przeciwwskazanie”. Czasem chodzi o strach. Czasem o niepewność. Często o niewiedzę. A za tymi wszystkimi ogólnymi zakazami jest zawsze człowiek: obolały, niepewny, często już wielokrotnie odrzucony przez innych masażystów i terapeutów pracy z ciałem. Nastraszony, że dotyk zaszkodzi, że lepiej nie ruszać, że „tak będzie bezpieczniej”, tylko dla kogo? Dla pacjenta, czy dla masażysty, który woli odmówić niż się zastanowić? Bo prawda jest taka, że wiele odmów ma niewiele wspólnego z realnym bezpieczeństwem pacjenta. To często decyzja podyktowana brakiem wiedzy, brakiem doświadczenia, lękiem i chęcią ucieczki od indywidualnego podejścia do człowieka oraz jego dolegliwości. Łatwiej rzucić ogólne hasło „przeciwwskazanie” niż powiedzieć uczciwie: „Nie wiem, ale się dowiem” albo „Nie mam w tym doświadczenia, ale odsyłam do kogoś, kto ma”.

Zbyt często „masaż” to jedno słowo na wszystkie inne: siłowy, głęboki, drenujący, bolesny. Jakby masaż był tylko siłą. A przecież bywa też miękkością, czułością, ukojeniem. Nie trzeba masować mocno, żeby było skutecznie. To jeden z mitów, który ma się świetnie: że musi boleć, żeby działało. A przecież ciało nie potrzebuje więcej bólu. Potrzebuje bezpieczeństwa. Potrzebuje zauważenia. Potrzebuje odpoczynku. Jesteśmy przebodźcowani. Dźwiękiem, światłem, tempem życia, technologią. Często dopiero na stole do masażu uświadamiamy sobie, że nie pamiętamy, jak to jest naprawdę się rozluźnić. Jak to jest czuć się bezpiecznie. W ciszy. W spokojnym dotyku, który niczego nie chce wymusić, niczego „rozbić, przepchnąć, udrożnić, nastawić”.

Delikatny masaż, podobnie jak mocny masaż, nie ma wytrwałych adwokatów. Często wpada w szufladki, które nic nie mówią o jego rzeczywistej wartości. Uogólnienia i skróty myślowe nie przynoszą niczego dobrego pacjentowi. Mówimy: „relaks”, „klasyczny”, „głęboki, a nie wyjaśniamy, czym naprawdę jest dotyk, który może pomóc. Gdybyśmy to robili, więcej osób mogłoby być kierowanych na masaż relaksacyjny, który w rzeczywistości bywa nieocenioną terapią dla zmęczonego i obolałego ciała.

Delikatny masaż to nie ślizganie się po skórze ani nie głaskanie. Delikatność ma wiele odcieni i może być niezwykle precyzyjna, uważna i głęboka. Niestety, wciąż pokutuje przekonanie, że delikatny masaż nie może być skuteczny. A to nieprawda. Używamy zbyt wielu uproszczeń, mówiąc o masażach. Albo ma boleć, albo – jeśli nie boli – to znaczy, że nie działa. Tymczasem skuteczność to coś więcej niż siła nacisku. To jakość obecności, czyli sposób, w jaki naprawdę jesteśmy z drugą osobą. To nie termin z duchowego słownika. To praktyka bycia. Bez pośpiechu. Bez potrzeby bycia „skutecznym” czy ekspresowego „naprawienia” człowieka. Technika wykonanego masażu jest ważna, to nasza baza, punkt wyjścia. Ale czasem trzeba odpuścić matematykę: ile ruchów, w którą stronę, ile razy. Bo mniej, znaczy czasem dużo więcej. Ciało nie potrzebuje pokazów precyzji. Potrzebuje uważności i skupienia masażysty.

Od lat słyszę te same historie: „Od diagnozy nikt mnie nie dotknął. Każdy się boi.” I ja się wcale nie dziwię, że nawet pacjenci zaczynają bać się siebie samych. Ciało, które choruje, staje się jakby niewidzialne. Istnieją tylko procedury, ostrożność. Niewiele bliskości.

Podczas konferencji bioetycznej, w której brałam udział w zeszłym roku, postawiłam pytanie: czy naprawdę etyczne jest powstrzymywanie się od dotyku, który może być dla kogoś leczniczy? Czy strach przed wykonaniem masażu – skoro wiemy, że może przynieść ulgę – nie jest w takim przypadku nieetyczny? Dużo uczciwiej jest powiedzieć: „Nie mam jeszcze takiego doświadczenia, ale mogę polecić kogoś, kto się w tym specjalizuje”. To więcej niż w porządku. Gorzej, gdy zamiast tego zasłaniamy się ogólnymi „przeciwwskazaniami” i własnym lękiem, blokując dostęp do pomocy osobom, które jej realnie potrzebują. Nie mamy kodeksu etycznego masażysty. Ale mamy sytuacje, które się go domagają. I uważam, że powinniśmy o tym mówić, nie tylko między sobą jako terapeuci, ale również z lekarzami, opiekunami, pacjentami. Bo im więcej zrozumienia wokół dotyku, tym mniej lęku i niepotrzebnych barier.

W moim badaniu ankietowym o dotyku w chorobie, aż 92% osób chorujących uznało, że delikatny masaż czy empatyczny dotyk byłyby dla nich realnym wsparciem. 59% zaznało dotyku od personelu tylko przy zabiegach medycznych. Blisko 80% – nie umie wskazać żadnego dobrego wspomnienia związanego z dotykiem w szpitalu. To ogromna luka. Dotyk to nie dodatek. Bywa jedynym komunikatem, jaki mamy. W świecie, w którym łatwiej o receptę niż o obecność, dotyk staje się narzędziem przywracania człowieczeństwa.

Pięknie ujęli to autorzy artykułu The Nurses’ Touch: An Irreplaceable Component of Caring: „Dotyk terapeutyczny nie jest luksusem w opiece – to konieczność. Wykonywany z intencją i obecnością, komunikuje empatię, redukuje lęk i przywraca godność pacjentom, którzy często czują się odczłowieczeni przez środowisko kliniczne.”

Warto też docenić tych, którzy na świecie w ogóle podejmują temat etyki dotyku – bo wbrew pozorom nie jest ich wielu, a temat nadal bywa pomijany lub traktowany pobieżnie. Ofer Zur i Nola Nordmarken napisali jasno: „Avoiding touch purely out of fear is unethical” (Unikanie dotyku wyłącznie z powodu lęku jest nieetyczne).

Mary Kathleen Rose w artykule „Fear of Touch” przypomina: „Don’t be afraid to touch. You might just make all the difference in someone’s day.” (Nie bój się dotknąć. Możesz w ten sposób całkowicie odmienić czyjś dzień).

Agnieszka Raniszewska-Wyrwa w polskim kontekście dodaje: „Powstrzymywanie się przed dotykiem, który może być leczniczy dla pacjenta, wyłącznie ze strachu przed możliwymi konsekwencjami, jest zachowaniem nieetycznym.”

Dotyk to nie tylko ruch. To decyzja, o tym, w jaki sposób chcemy być z drugim człowiekiem. To świadomy wybór: jak dotykam, po co dotykam, co chcę przez ten dotyk przekazać. Dotykajmy mądrze i świadomie, bo to ma znaczenie. Dla ciała. Dla emocji. Dla całego doświadczenia, jakie człowiek zabiera ze sobą po sesji.

Zachęcam: uczmy się nie tylko technik, ale i odwagi. Odwagi do delikatności. Odwagi do odpowiedzialności. Odwagi do tego, by być przy drugim człowieku, nie chowając się za zasłoną mitów i schematów. Dotykanie chorego to przywilej i odpowiedzialność. I jeśli mamy mówić o etyce dotyku, to mówmy też o jej odwrotności: o nieetycznym zaniechaniu. Zaniechaniu dotyku, który może przywrócić ulgę. Zaniechaniu obecności, która mogłaby coś zmienić. Zaniechaniu odwagi.

Nie bójmy się dotykać. Bójmy się, że ktoś przez ten strach zostanie pozostawiony sam.

Źródła:

  • Zur, O. & Nordmarken, N. (2006). To Touch or Not to Touch: Exploring the Myth of Prohibition On Touch In Psychotherapy and Counseling, Zur Institute.
  • Rose, M. K. (2025). Fear of Touch, Massage & Bodywork Magazine.
  • Raniszewska-Wyrwa, A. (2014). Etyka dotyku. Aspekty etyczne wykorzystywania dotyku w praktykach terapeutycznych, Studia Philosophiae Christianae 50(2), 85–104.
  • Lavoie, P., Pepin, J., Cossette, S. (2023). The Nurses’ Touch: An Irreplaceable Component of Caring, International Journal of Nursing Studies, PMC10416036.

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!