Zapraszam do drugiego wywiadu z Alicją Rospond. Tym razem o… kamieniach i ich tajemniczych mocach 🙂
 Alicja Rospond, z wykształcenia architekt jest jednym z najlepszych radiestetów i propagatorów medycyny naturalnej w Polsce. Jest znana z wielu inicjatyw w dziedzinie radiestezji. Stworzyła neutralizator szkodliwych zadrażnień geopatycznych wykorzystując promieniowanie kamieni naturalnych oraz jej osiągnięciem są wahadła z kamieni półszlachetnych. Autorka książek „Jak pomóc sobie i swoim bliskim. Radiestezja terapeutyczna-podręcznik”, „Uzdrawiająca moc wahadeł z kamieni”. Założyła w 1996 roku w Gdańsku Ośrodek Radiestezji Terapeutycznej – „ALMARO”.
Agnieszka Kawula: Pamięta pani swoje pierwsze zebrane kamienie?
Alicja Rospond: – Moje zainteresowanie kamieniami sięga wczesnego dzieciństwa. Kiedy byłam małą dziewczynką, przyjechałam do Gdyni z rodzicami, poszliśmy oglądać morze do Redłowa. Właśnie wtedy na plaży po raz pierwszy zaczęłam zbierać kamienie. Przyniosłam je do domu po kryjomu ponieważ moja mama wierzyła, że kamienie przynoszą nieszczęście. Dziś wiem, że każdy kamień może promieniować inną długością fali. Te promieniujące długą falą są przyjazne, wnoszą szczęście i pogodę ducha, a kamienie promieniujące krótką falą, np… czarną lub zielenią ujemną, przynoszą nieszczęścia i choroby.
Skarby znalezione na plaży potajemnie chowałam pod poduszką. Od tej pory kamienie traktowałam jak przyjaciół, rozmawiałam z nimi, czułam się z nimi fantastycznie, one mnie nawet grzały. Wtedy nie wiedziałam, że wybrałam sobie na towarzyszy krzemienie. I tak zaczęła się przygoda. Dzisiaj korzystam z dobrodziejstw minerałów, by się zrelaksować, doenergetyzować i leczyć różne dolegliwości.

Ma pani za sobą wieloletni pobyt w Afryce, przygodę z polskim różdżkarzem, którego sprowadziła pani na czarny ląd by wskazał miejsce gdzie jest życiodajna woda. To był też pierwszy pani kontakt z radiestezją. Jak rozwijała się pani pasja do kamieni?
– Kiedy byłam na kontrakcie jako młody architekt w Ghanie, na plaży zbierałam kamienie nawet te półszlachetne z moimi małymi dziećmi. Potem byłam w Peru i znowu plaża wysłana płaskimi czarnymi kamieniami. Wszędzie było tyle skarbów!
Kiedy zachorowałam na malarię, mój steward Dongo przyniósł mi jajo malachitowe i powiedział, żebym trzymała ten kamień w ręce, a spadnie mi gorączka. I faktycznie, po kilkunastu minutach poczułam się dużo lepiej, choć wcześniej byłam nieprzytomna i miałam 41stopni gorączki. Dziś wiem, że wahadła z malachitu obniżają gorączkę, leczą serce, a wibracje tego kamienia dążą do zharmonizowania i zrównoważenia wszystkich procesów biologiczno-chemicznych jakie zachodzą w naszym ciele.
Czyli przede wszystkim sama pani doświadczała magii kamieni.
– Tak. Na każdym kroku odkrywałam ich niezwykłą moc! Kiedy wróciliśmy z mężem, który też był architektem, po 12 latach z Afryki do Polski kupiliśmy działkę na Kaszubach, zaczęliśmy budowę domu. Zapragnęłam posadzić ziemniaki, ziemia była niezbyt dobra, ale postanowiłam spróbować. Dużo czasu poświęciłam na wyciągnięcie z ziemi perzy, ostów i innych roślinek, które doskonale czuły się na takim ugorze. Wyciągałam też kamienie. I w pewnym momencie podchodzi do mnie tamtejszy Kaszub i mówi: – Pani, nie wybieraj tych kamieni z ziemi, bo kartofle lubią rosnąć między tymi kamieniami. Wtedy już zajmowałam się radiestezją i umiałam oznaczyć długość fali kamienia specjalnym wahadłem, posprawdzałam sobie, że te kamienie emitują długą falą, czyli bielą. Po pewnym czasie okazało się, że pomiędzy tymi kamieniami rośliny przepięknie mi rosły, pomidory, które chorowały odżyły, róże kwitły, nawet telewizja gdańska przyjechała i nagrała program o moim ogrodzie. Pozbierałam też kamienie i przyniosłam je do domu, poukładałam między kwiatami, efekt ten sam, wszystkie genialnie rosły. Miałam wtedy w domu dwa psy, które były bardzo zainteresowane kamykami i ciągle łapkami je przesuwały. A to ważne jak leży kamień do roślinki, ciepłą czy zimną stroną. Postanowiłam zabezpieczyć kamienie przed psami i poprzyklejałam bryłki do płytek ceramicznych.
Ciekawy patent.
– Sprawdziło się z psami i roślinki były też szczęśliwe. Potem eksperymentowałam z płytką i okazało się, że kiedy położyłam ją przed telewizorem, który mi promieniował negatywnie na 4 metry, to promieniowanie zmniejszyło się do półtora metra. Dalej postanowiłam obdarować rodzinę i znajomych takimi płytkami. Patrzyli na mnie trochę dziwnie, pomyśleli, że te lata spędzone w Afryce mi namieszały w głowie. Po pewnym czasie zaczęłam dostawać informacje o efektach działania płytki. Jedna koleżanka powiedziała, że jej żółw ciągle siedzi przy płytce, a jej męża przestał boleć kręgosłup i tak powstał neutralizator z naturalnych kamieni z jeziora Białego. Potem doszły inne kamienie jak krzemienie, agaty mszyste, onyksy, kwarce czy kryształy górskie. Odpowiednio ułożone na płytce terakotowej spolaryzowane kamienie tworzą bateryjkę, która na zasadzie interferencji fal wycisza szkodliwe promieniowanie. Taki neutralizator potrafi zapewnić zdrowy sen i wypoczynek.
Opracowała pani sporo różności z wykorzystaniem właśnie kamieni.
– Pomysły same mi się podsuwają pod ręce we śnie, więc tak naprawdę nie mam wyjścia jak tylko sen przenieść do rzeczywistości. Okazuje się, że to, co wymyślam, służy innym, co mnie najbardziej cieszy. Bardzo lubię mój energetyzator z kryształów górskich. To urządzenie, dzięki któremu można naenergetyzować siebie, wodę, jedzenie. Przywraca utraconą energię oraz ożywia i energetyzuje w kilka minut wodę, żywność czy nawet biżuterię.
I to zasługa kryształów?
– Tak, oraz specjalnego ułożenia na płytce. Energia kryształów była znana już w starożytności. W Egipcie wykorzystywano ją do leczenie. Kryształy górskie mają wyjątkową energię uzdrowicielską. Naenergetyzowana żywność czy woda wywołuje pozytywne efekty zdrowotne wynikające z uaktywnienia naturalnych sił leczniczych organizmu. Kocham kryształy, one są jak żywe istoty, rosną, żądzą się tymi samymi prawami co świat organiczny.
Jak jeszcze wykorzystuje pani kamienie w swojej pracy?
– Często do doenergetyzowania osoby, która do mnie przychodziła, stosowałam kamienie. Najpierw je przykładałam na ciele pacjenta, ale początkowo nie wiedziałam jak długo mają te kamienie na nim leżeć. Wtedy pomyślałam sobie, że jeśli zrobię kamienie w formie wahadła to ja wibracjami wahadła w ciele eterycznym szybciej to zrobię, bo mi wahadło w pewnym momencie stanie. I tak zaczęłam robić wahadła z kamieni, a na efekty nie musiałam długo czekać, ludzie się zaczęli szybko dobrze czuć.
Na jednych z targów ezoterycznych podeszła do mnie matka z siedmioletnim synkiem. Widać było, że chłopak jest trochę zagubiony. Zaprosiłam ich do siebie do gabinetu. Matka stwierdziła, że nie dają sobie rady z synem, że grozi u nawet wydalenie ze szkoły, w domu jest grzeczny, ale w szkole okropny. Najpierw chciałam mu odblokować czakry, poprosiłam, żeby się położył na łóżku, ale on się zbuntował, tupnął nogą i odmówił. Poprosiłam matkę żeby przyszła za tydzień, a do chłopaka powiedziałam tak: – Jak przyjdziesz za tydzień dostaniesz ode mnie zaczarowany kamyczek. Po tygodniu wrócili, chłopak nie mógł się doczekać, dostał kamyk labradoryt i szczęśliwy położył się. Zaczęłam kręcić różnymi wahadełkami nad nim, żeby dodać dziecku energii, bo miał jej naprawdę mało. Opowiadałam mu w tym czasie o kamieniach, że one żyją, że mają energię, że mogą pomóc ludziom w różnych dolegliwościach. Słuchał mnie zafascynowany. Jak przyszedł do mnie trzeci raz, pojawił się też ojciec i powiedział: – Pani Alicjo, pani zmieniła nasze życie. Przemek jest innym dzieckiem. Dotychczas były tylko bitwy w komputerze, a teraz on szuka wiadomości na temat kamieni, czyta na ich temat książki. Syn zmienił się totalnie. Ciągle powtarza, że pani Alicja mu powiedziała, że będzie wielki jak tylko będzie się uczył. I się chłopak zawziął. Naprawdę mamy nowe dziecko. Skończył klasę z wyróżnieniem, a mieli go wyrzucić… Po piątym spotkaniu dostałam od Przemka obrazek z podpisem: „Dla pani Alicji, która pomaga ludziom, wierzy w dzieci i dużo wie o życiu kamieni…” Dla mnie to wzruszające chwile.
Proszę opowiedzieć trochę więcej o wahadłach z kamieni.
Wahadła z kamieni szlachetnych są wyjątkowo skuteczne, gdyż przywracają równowagę energetyczną i wspomagają leczenie. Odpowiednio dobrane do danej czakry wahadło praktycznie doprowadza do równowagi całe ciało. Pracując z wahadłami z kamieni szlachetnych, mamy do czynienia z bardzo subtelnymi energiami i wibracjami. Praca z wahadłami dotyczy kilku ciał energetycznych człowieka: fizycznego, eterycznego, astralnego i mentalnego. Transformacja w jednym ciele energetycznym wywiera wpływ na wszystkie inne ciała. Pracując wahadłem w ciele eterycznym, wprowadzamy dodatkowe wibracje leczące ciało fizyczne. Dlatego stosując wahadła z kamieni szlachetnych możemy działać na subtelnych płaszczyznach, aby wpłynąć na ciało fizyczne. Takie wahadła w sposób nieagresywny niwelują blokady energii nawet, jeśli nie zdążyły się one jeszcze objawić w płaszczyźnie fizycznej. Jeśli potrafimy skierować siłą woli energię uniwersalną, boską, by przeszła przez odpowiedni kryształ w formie wahadła, to ulega ona znacznemu wzmocnieniu. Stanie się tak na skutek zetknięcia się jej ze strukturą odpowiedniego kamienia. Przyczyni się to do powrotu prawdziwych częstotliwości drgań komórek w organizmie.
Co jest najważniejsze w wyborze odpowiedniego wahadła z kamieni dla siebie?
– Wybierając odpowiednie wahadło tak naprawdę trzeba kierować się tylko intuicją. Powstaje zjawisko rezonansu między wahadłem z kamienia a naszym organizmem. Kryształ rezonuje i gdy napotyka częstotliwość podobną w innej strukturze, to energie obu tych materii nakładają się. Tak wybrane kamienie doprowadzą do poprawy naszego zdrowia i samopoczucia. Bardzo ważne, żeby nasze czakry pracowały bez zarzutu i były odblokowane. Kamiennymi wahadłami możemy doprowadzić do równowagi czakr i przepływu energii.
Pani pracę z wahadłami zaczynała u księdza z Tych, który skierował panią do Józefa Baja…
Tak. To było naprawdę wiele lat temu, ale pamiętam to spotkanie. Zadziwił mnie swoją mądrością i umiejętnościami radiestezyjnymi, a przy tym był skromnym człowiekiem. Opowiedział mi historię: – Pani Alicjo, mój syn był w szpitalu. Miał kamień w nerce. Był przygotowany do operacji, ale udało mi się kamień rozbić na odległość wahadłami.
– Jak pan do zrobił? – pytałam zdziwiona.
– Pracowałem w domu na świadku!
– Na zdjęciu?
– Nie, na pantoflach domowych syna!
Byłam kompletnie oszołomiona, ale zapytałam:
– Jakimi wahadłami pan pracował?
– Z kamieni szlachetnych i wahadłem z Czu.
– A jakich kamieni pan użył?
– Karneol, cytryn i jaspis – skromnie odpowiedział o dodał – lekarze byli zdziwieni, gdy syn rozkruszony kamień wysiusiał.
Czyli działa pani także na odległość przy pomocy wahadła?
– Próbuję tego i często udaje mi się przywrócić równowagę energetyczną i poprawić stan fizyczny klienta. Jednak trzeba pamiętać, że nie da się uzdrawiać jeżeli nie będzie się czuło miłości do świata. Poza tym, terapia wahadłami z różnych kryształów przyspiesza proces zdrowienia, becz nie zastąpi wizyty u lekarza.

*Żaden z zamieszczanych wywiadów nie jest tekstem opłaconym ani pisanym na zamówienie. Materiał jest sponsorowany przez samo życie i autorka tekstu czerpie z niego korzyści jedyne duchowo-towarzyskie.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino. Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Gienia zajmuje kolejkę Beni, Grażyna jest dyspozycyjna, ale „w poniedziałki co trzy tygodnie mam paznokcie i fryzjera, więc wtedy nie”, Maria boi się schodzić po schodach, ale do mnie przyjedzie, Danka też chce koniecznie „bo...
– Ale mnie przeczołgałaś – powiedziała Ania po zakończeniu pierwszego dnia kursu nauczycielskiego. To był dla mnie wyjątkowy czas. Pierwszy raz przekazałam wiedzę, jak uczyć masażu lomi lomi, mojej „oryginalnej” uczennicy! Ania przyjechała na kurs...
Znacie to uczucie, kiedy w grupie osób, mówicie otwarcie, że coś Wam nie pasuje i potem szybko okazuje się, że to z Wami coś jest nie tak? Często słyszałam, że mam coś zamknięte, zablokowane, niedrożne,...
Przewiń do góry