Zaznacz stronę
PL/ANG (scroll down to see English version)

Poznaliśmy się kilka lat temu na szkoleniu Lomi Lomi Nui z naszą hawajską nauczycielką. Coś w nim było. No na tyle ciekawego, że co jakiś czas gdzieś na siebie wpadamy, to tu to tam, różne słuchy o nim chodzą. Pozytywne. Dobre. Optymistyczne. W końcu postanowiłam przysiąść ciut i siłą aloha przyciągnąć go tu. Dla Was ;-).
Człowiek wielu talentów o wielkim sercu. Jest założycielem i dyrektorem Europejskiego Instytutu Sztuk Uzdrawiania (www.healing-institute.com). I na prośbę Nisargi wywiad dostępny także po angielsku :-).
Oto człowiek: Nisarga (Eryk Dobosz)

Tyle różnych dróg musiało się spleść, żebyśmy zawitali w Nieznanicach na kursie Lomi Lomi Nui z Suan Pa’iniu Floyd… Jaka była Twoja wędrówka?
Moja przygoda z masażem zaczęła się w 2002 roku. Poznałem wtedy masażystę lomi. Pamiętam, że wziąłem u niego coś około dziesięciu sesji. To było ogromnie transformujące. Dla mojego ciała i ducha. Dodam tylko, że to był mój pierwszy masaż w ogóle… W tym czasie ćwiczyłem już jogę, ale to było takie suche, mechaniczne. Lomi otworzyło mnie na odczuwanie siebie, swoich emocji, ciała. I wpadłem! Mój masażysta szybko stał się moim pierwszym nauczycielem. Wprowadzał mnie w tajniki kochającego dotyku, pełnego szacunku do drugiej istoty, świadomości i uważności. Niestety, nie mogłem wtedy jeszcze zacząć własnej praktyki…
Co stało na drodze?
No wiesz, skończyłem Politechnikę Warszawską, Wydział Inżynierii Produkcji. Po studiach pracowałem w dużej międzynarodowej korporacji kosmetycznej. Najpierw w Polsce, potem w Anglii. Więc masaż na początku był dla mnie przede wszystkim terapią. Sam bardzo potrzebowałem i otrzymywałem wiele kochającego lomi dotyku. Dopiero po kilku latach, kiedy zdecydowałem się na wyjazd do Indii, porzucenie pracy i rozwiązanie umowy w 2008 roku, wtedy masaż stał się moją życiową pasją. Mogłem cały mój czas i zasoby finansowe poświęcić na naukę. Spotykałem wspaniałych nauczycieli w Indiach, Holandii, Niemczech, Polsce. I tak lata 2008-2011 to czas mojej intensywnej nauki, pracy z sobą, różnego rodzaju terapie i warsztaty rozwoju osobistego doświadczane na sobie by zejść głębiej i głębiej w siebie. Pamiętam taki moment po paru miesiącach pobytu już w Indiach. Akurat medytowałem w Himalajach i pytałem się wyższego ja, jaka jest moja życiowa misja, cel, pasja. Odpowiedź, że to jest praca z ciałem, z ludźmi, z masażem była bardzo klarowna. Od tego czasu ta informacja zawsze pokazywała mi światło w tunelu pomimo różnego rodzaju zwątpień, braku aprobaty ze strony społeczeństwa i znajomych, zawsze podążałem za tym światełkiem i to dawało mi dużo siły przetrwania i podążania za tym co jest rzeczywiście moim  powołaniem.
A co sprowokowało Cię do wyjazdu akurat do Indii?
Hmmm… Wiesz, mój pierwszy nauczyciel lomi chyba mnie tak zainspirował. Pokazywał mi swoje zdjęcia z pobytu tam i poczułem głębokie zainteresowanie tym krajem, poczułem, że to miejsce gdzie naprawdę mogę się rozwijać duchowo i zgłębić siebie. A że od wielu lat miałem w sobie pytanie: co ja tu robię, po co jestem, jaka jest moja droga i co chcę robić w przyszłości to wybrałem właśnie ten kraj. Indie to był skok milowy do samego siebie. Po powrocie do kraju wspomnienie tamtego czasu dawało mi siłę i dużo pozytywnej energii.
Dlaczego zacząłeś szukać masażu?
To był czas kiedy skończyłem studia i dostałem pracę. Początkowo szukałem czegoś co pomoże mi zredukować i uwolnić stres. Miałem naprawdę ogromne napięcia w ciele. Szukałem też pomocy terapeutycznej by uwolnić traumy z okresu dzieciństwa i dorastania. Zanim pojawił się masaż, najpierw trafiłem na jogę. To były moje pierwsze kroki do spokoju, połączenia się z oddechem. Potem znalazłem Lomi Lomi, ale pierwsza była psychoterapia, dopiero po pewnym czasie dołączyła praca z ciałem. Przeszedłem wtedy wielką transformację, wiele w życiu zmieniłem. Jestem wdzięczny wszystkim spotkanym na mojej drodze nauczycielom. Gdybym ich nie poznał, prawdopodobnie byłbym w innym miejscu, może nie tak dobrym jak teraz ;-).
Mówisz, że dużo zmieniłeś, jak wyglądała Twoja rzeczywistość…
W moim życiu pojawił się spokój, świadomość ciała, nauczyłem się relaksować, zacząłem odczuwać dobrobyt. Miałem też okresy niesamowitego szczęścia. Dla mnie to było cudowne siedzieć sobie w lesie i odczuwać błogość zwykłego bycia. Miałem w sobie poczucie wolności, niezależności, wiary w siebie i to, że tworzę własne życie. Szybko kiełkowała we mnie odwaga do tego by podążać za głosem mojego serca.
A co z relacjami? Najczęściej takie życiowe „czystki” obejmują też tych którzy dookoła nas…
Wielu z moich znajomych albo się ode mnie odwróciło, albo sam przestałem być zainteresowany podtrzymywaniem kontaktu. Ogólnie był brak akceptacji mojej osoby. Zarzucano mi sekciarstwo, że jestem przez kogoś manipulowany i kierowany. Miałem też czas kiedy byłem w Anglii i postanowiłem przestać pić alkohol nawet w najmniejszych ilościach. To też było zaskoczeniem wielu moich znajomych. Przestałem się z nimi spotykać. Zabrakło między nami wspólnego punktu komunikacji. Nawet moja bliska rodzina nie akceptowała moich wyborów. Decyzja wyjazdu do Indii, porzucenia korporacji i drogi karierowicza a wkroczenia na ścieżkę masażu i samorozwoju była obserwowana z boku, raczej z negatywnymi komentarzami.
Co dawało Ci w tym czasie siłę? Przecież zdarzały się momenty zwątpienia, zwłaszcza kiedy otoczenie nie akceptowało Ciebie nowego…
To była dla mnie medytacja. Nauczyłem się w Indiach wielu technik od vipassany po oshowskie medytacje w ruchu. Dzięki temu nauczyłem się obserwować siebie i fakt, że to, co mnie męczy nie ma nic wspólnego z byciem tu i teraz, że to dręczące myśli niespokojnego ego i programów związanych z przeszłością lub przyszłością. Kiedy wyjechałem do Indii poznałem niezwykłą kobietę. Po dwóch latach się z nią ożeniłem. I to była osoba, która mnie mocno wspierała. Jesteśmy razem już od 6 lat, podróżujemy razem, często się też razem uczymy. To moja przystań, która w momentach takiego kryzysu zawsze jest mi wsparciem. Moim mocnym zasobem były też podróże i odwiedzane kraje, często blisko morza, słońca. Przez kilka lat moim celem było podążanie za słońcem, więc przez cztery lata zapomniałem czym jest zima ;-). To też dawało mi dużo energii i radości. No i oczywiście nade mną zawsze czuwają dobre anioły, które dbają i wspierają by wszystko dobrze się układało.
A z czego żyłeś? Przecież coś jeść trzeba…
W tym pomogła mi moja była praca. Przez cztery lata w korporacji mogłem sobie zaoszczędzić wystarczająco dużo środków by podróżować i opłacać wszystkie moje kursy. Więc bardzo dziękuję mojej firmie, że mogłem w niej pracować. Jestem za ten czas też wdzięczny, pomimo że nie odnajdywałem tam satysfakcji i radości życia to była cennym narzędziem i pomostem do mojego obecnego życia. Poza tym w Azji naprawdę nie trzeba mieć dużo pieniędzy by przeżyć… Wiele osób mówi mi, że też chcieliby żyć tak jak ja, ale nie mają odpowiednich funduszy. Przyglądam się ich życiu, nie oceniam, tylko zauważam, że to często kwestia wyboru. Dom, samochód, nowy telewizor czy wyjazd gdzieś. Ja wybrałem to drugie. Jeśli się chce to można naprawdę tak żyć. Wystarczy się odważyć i podjąć taką decyzję o wyjeździe. To bezcenny czas. Do starego życia można zawsze wrócić, a jeśli stajemy przed możliwością zmiany, warto… To kwestia priorytetów.
Nie miałeś wątpliwości by zostawić swoje stare życie i iść w to nowe?
Jasne, że miałem. Cały proces zmiany trwał około dwóch lat. Podświadomie wiedziałem, że to nie praca dla mnie, ale potrzebowałem czasu. Potem sama decyzja to było około tygodnia. Mocno biłem się z myślami. W tym czasie nie miałem rodziny, zobowiązań finansowych, za to na koncie była pokaźna suma, a mimo to się bałem! Było we mnie dużo lęku związanego z przyszłością, z tym co powie rodzina, jak zareagują znajomi i tak dalej. Wydaje mi się, że cały system jest tak zorganizowany, że nie jest łatwo go porzucić. Jest w nim pewnego rodzaju uzależnienie, symbioza, bezpieczeństwo. To co ja wybrałem było przez kilka lat życiem na krawędzi, bez ubezpieczenia, bez stałej pracy i wynagrodzenia. Zauważyłem właśnie wtedy, że życie wymaga mojej odpowiedzialności za moje czyny. Już nie mogłem nikogo obwiniać za to, co się dzieje. Podejmowałem decyzje i brałem za nie odpowiedzialność. Dlatego życie w korporacji, ze stałą posadą w pewnym sensie zwalnia trochę z tej odpowiedzialności. Przychodzi się na parę godzin do pracy, robi się swoje, dostaje za to wynagrodzenie i tak mijają lata. Porzucenie tego schematu wywoływało wiele strachu. Więc nie jest to łatwa decyzja, ale też nie jest to decyzja dla każdego. Tryb życia który wybrałem nie musi odpowiadać innym. Wymaga wiele wyrzeczeń, tworzy sporo wyzwań na swojej drodze…
Ale też dzięki temu masz możliwość sprawdzić się w wielu różnych sytuacjach, poznać siebie poza swoją strefą komfortu, iść dalej, rozwinąć się, wyjść poza schemat…
Tak, taki styl życia otwiera wiele więcej drzwi to prawda. Ale przede wszystkim to życie w którym bierze się przede wszystkim pełną odpowiedzialność za siebie. Nie ma dróg na skróty i ściemy. To wymaga więcej samo wglądów i zadawania sobie pytań, jakie są moje cele, jaka jest moja pasja i co chcę ze swoim życiem zrobić. Ale tak naprawdę nie ma znaczenia gdzie jesteśmy i co robimy, zawsze mamy tylko własny wybór i świadomość tego, co chcemy od życia, jak chcemy na nasze życie spojrzeć…
Zaufałeś już swojej drodze?
Tak, ufam życiu, temu co się wydarza, szczególnie ostatni rok przyniósł wiele zmian w moim życiu i widzę, że zaczyna kiełkować to, czego się uczyłem na polu duchowym i zawodowym. Zaczynam się tym dzielić z innymi. W tej chwili widzę, że ludzie ciepło odbierają to, co robię, często chcą więcej. To czym się zajmuję nie przynosi tylko gratyfikacji finansowych, ale przede wszystkim niesie coś dobrego innym, pomaga ludziom otworzyć serca, uwalniać zablokowane emocje, przynosi ulgę w bólu i tym fizycznym i tym psychicznym.
Jak wygląda Twój dzień?
U mnie nie ma czegoś takiego jak przeciętny dzień ;-). Jeśli miałbym powiedzieć, że mam typowy dzień to musiałbym je podzielić na dwa rodzaje, to moment w którym pracuję i prowadzę warsztat, albo dzień kiedy nie mam żadnych obowiązków. Kiedy rozmawiamy jestem akurat parę dni u mojej mamy. Wstaję rano. Z reguły pomedytuję, poćwiczę jogę, idę na spacer, ruszam swoje ciało. Na śniadanie często jem owoce z tak zwanym super foods czyli np. chlorella, maca, kakao, jagody goji, nasiona chia. Robię sobie taką mieszankę, która odżywia ciało i daje dużo energii. Po śniadaniu trochę pracuję, odpowiadam na maile, ogarniam sprawy organizacyjne z moimi wyjazdami i warsztatami. Na obiad jem rzeczy lekkie, gotowane na parze, warzywne. Mam też czas dla znajomych, czy tak jak teraz jestem u mamy, może pooglądamy razem jakiś film. A wieczorem to sobie oglądam fajny serial Breaking Bad ;-).
Natomiast drugi typ mojego dnia to czas warsztatów. Od rana zaczynamy medytacją, potem śniadanie i cały dzień intensywnej pracy (z przerwami na posiłki). Kończę późnym wieczorem. To czas skupienia i byciu tu i teraz by jak najwięcej dać z siebie grupie.
Co było tym wyzwalaczem by przejść z roli ucznia do nauczyciela? Kiedy zacząłeś się dzielić tym, co jest w Tobie?
To był moment kiedy ludzie zaczęli mnie pytać czy mogę ich nauczyć tego, co robię. Po wyjeździe do Indii, gdzie uczyłem się masażu i zdobywałem doświadczenie w różnych ośrodkach ajurwedyjskich, ludzie zaczęli mnie pytać… Na początku nie byłem zainteresowany uczeniem. Uważałem, że nie ma we mnie wystarczającej wiedzy ani umiejętności. Ale w końcu odważyłem się na taki pierwszy warsztat prawie trzy lata temu, właśnie w Indiach. Zebrało się pięć osób i przez pięć dni uczyłem. Podobało się. Nabrałem pewności siebie i przekonania, że mogę i dam radę ;-). Poczułem się też dobrze i pewnie w roli nauczyciela. Nikogo nie grałem. Byłem sobą. Poczułem, że pierwszy raz w życiu robię coś czego się nie boję! Dla mnie też wyznacznikiem tego, że jestem na odpowiednim miejscu było powiedzenie moim studentom, że czegoś nie wiem. I tak kursów zaczęło przybywać. Uczę masażu mięśniowo powięziowego, tantry, prowadzę warsztaty związane z terapiami medytacyjnymi Osho, trening biodynamicznego oddechu i uwalniania traumy.
Czym jest dla Ciebie praca z ciałem?
Dla mnie to było ważne narzędzie dotarcia do samego siebie. Jednym z ważniejszych momentów dla mnie był czas kiedy uczyłem otwierać się na smutek, płacz, radość, złość, ogólne wyrażanie emocji, a także odczuwanie mojego ciała. Często poprzez ciało i pracę z nim nawiązywałem połączenie z moją duszą. Kiedy pracuję z klientem to jest dla mnie moment głębokiej medytacji. Obserwuję siebie, swoje serce, umysł. I jest jeszcze coś w tym wszystkim, coś czego nie potrafię wytłumaczyć. To siła samouzdrowienia wypływająca z mądrości ciała. Praca z ciałem to też dla mnie uwalnianie bólu, stresu, napięć. To zauważanie połączeń na poziomie ciało-umysł-duch. Często w trakcje sesji nie pracuję tylko z ciałem, ale też z emocjami. Prowadzę dialog z osobą, która leży na stole. Razem udajemy się w taką podróż, często uwalniającą od bardzo starych spraw.
Co było dla Ciebie ważnym momentem w rozwoju osobistym?
Hmmm… Wiesz co, pojawiają mi się takie obrazy z dzieciństwa, mojego obcowania z naturą. Mieszkałem w Kielcach, a mój dom był położony blisko rezerwatu. Wiele czasu spędzałem w lesie. To był mój ogromny zasób, który pozwalał mi radzić sobie z moim dzieciństwem. Ważnym był też dla mnie wyjazd na studia do Warszawy. Dzięki temu stałem się bardziej odpowiedzialny. Potem to już wiesz, ścieżka jogi i masażu… Ale przychodzą mi też do głowy momenty, które nie są wcale pozytywne. Pamiętam kiedy miałem pięć lat i trafiłem do szpitala na zapalenie opon mózgowych. Odkryłem ostatnio, że to był też jeden z moich przełomowych momentów w życiu, który bardzo uwarunkował moją osobowość. Byłem dwa tygodnie w odizolowaniu. Robiono mi różnego rodzaju punkcje. Często miałem paraliż całego ciała po tych zabiegach. To zostawiło we mnie ślad. Więc ciągle był we mnie taki głód by lepiej poznać siebie, by odkryć czym jest szczęście i radość życia. Ale zawsze miałem poczucie, że jest coś więcej i tego szukałem ;-).
Posługujesz się też imieniem Nisarga co ono oznacza i skąd taki wybór?
Nisarga znaczy Natura. Po wyjeździe do Indii w 2008 roku poczułem, że zaczynam nowe życie. Chciałem je rozpocząć z nowym imieniem. Przez pewien czas żyłem w ośrodku medytacyjnym „OSHO Nisarga” w Himalajach. Ta nazwa mocno we mnie wibrowała, a kiedy dowiedziałem się, że dodatkowo oznacza boską naturę poczułem, że to będzie moje nowe imię. Zwłaszcza, że przyroda od zawsze była mi tak bliska. Więc to moje imię duchowe, które jest tak samo ważne jak to otrzymane od rodziców, choć teraz przedstawiając się używam raczej imienia Nisarga ;-).
Jesteś szczęśliwy?
Tak! Każdego dnia kiedy się budzę, czuję ogromną wdzięczność.
A jak się ma Twoja intuicja?
 
Oj, jest dla mnie ważna dość mocno rozbudowana. Dużo rzeczy które się dzieją w moim życiu dzieją się dzięki intuicji. Często podejmując jakąś decyzję pytam się swojego serca i ciała co one o tym myślą. I staram się, żeby umysł nie przysłaniał zbyt mocno intuicji.
Czyli dobrze Ci się idzie swoją drogą?
Tak. Czuję się spełniony na wielu poziomach i na tym duchowym, i na tym miłosnym, i na tym materialnym. Pewnie, że miewam okresy kiedy brak mi harmonii i mam chwile zwątpienia, ale to naturalna kolej rzeczy. Przecież w naturze też panuje różnorodność ;-). Staram się nie unikać tych chwil trudniejszych, bo to momenty które mnie wiele uczą. Zwłaszcza wtedy, kiedy pojawiają się zmęczenie, strach, złość czy konflikty. Wiesz, te szczęśliwe chwile usypiają dość mocno świadomość i serce.
A udaje Ci się obserwować te mniej przyjemne chwile czy jeszcze włazisz w stare mechanizmy?

Włażę ;-). Ale jest dzięki temu zabawa! Ścieżka samorozwoju to nie droga na kilka miesięcy. Jest to w pewnym sensie zobowiązanie życiowe. Odkrywam w tej drodze ostatnio coraz więcej zabawy, poczucia humoru i dystansu. Pierwsze lata to była dla mnie głownie powaga i presja, że muszę zrobić taki to a taki kurs by być bardziej zaawansowany duchowo ;-). Teraz staram się jak najczęściej zabierać na lody moje wewnętrzne dziecko i mieć fun.

*Żaden z zamieszczanych wywiadów nie jest tekstem opłaconym ani pisanym na zamówienie. Materiał jest sponsorowany przez samo życie i autorka tekstu czerpie z niego korzyści jedyne duchowo-towarzyskie.

ENGLISH

So many roads had to come together so that we could meet in Nieznanice at the Lomi Lomi Nui training with Suan Pa’iniu Floyd… What was your journey?
My adventure with massage began in 2002. I met a lomi lomi masseur. I remember that I took about 10 sessions with him. It was incredibly transforming. For my body and spirit. I will only add that this was my first massage ever … At that time I practiced yoga, but it was dry and mechanic. Lomi opened me into sensing myself, my emotions and my body. I was in! My masseur quickly became my teacher. He introduced me into the secrets of the loving touch, the touch full of respect for the other human being, full of awareness and mindfulness. Unfortunately, I couldn’t start my own practice then …
What was in the way?
Well, I was then graduating from Warsaw Polytechnics, Department of Production Engineering. After the studies I worked in the large international cosmetic corporation. First in Poland, then in England. So massage at first was a therapy for me. I really needed loving touch and I received a lot of lomi touch. After several years when I decided to go to India, to terminate my contract and leave my job in 2008, massage became the passion of my life. I could spend all my time and all my financial resources to learn. I met great teachers in India, Holland, Germany and in Poland. And so years 2008-2011 were the time of my intense learning, working on myself, going through various types of therapies and self-development workshops and experiencing on myself how to go deeper and deeper into myself. I remember a moment after several months in India. I was meditating in the Himalayas and I asked my higher self, what is my mission, goal and the passion of my life. The reply was clear that it was bodywork and working with people, with the massage. From then on this information has always showed my a light in the tunnel despite different types of doubts, lack of approval form the society and acquaintances, I have always followed this light and it gave me strength to survive and follow what is in fact my calling.
What made you go to India? Why India?
Hmmm… You know, my first lomi teacher inspired me in this way. He showed me his photos from there and I felt a deep interest in this country and I felt that it would be a place where I can really develop myself in a spiritual way and really deepen into myself. And since I had had this question in myself: what am I doing here, why am I here, what is my way and what do I want to do in the future, this is the country I chose. India was a huge leap for myself. After coming back the memory of this time gave me strength and a lot of positive energy.
Why did you start to look for the massage?
This was the time when I graduated and I got a job. At first I looked for something that would help me reduce and release stress. I had great tensions in the body. I looked for therapeutic help to release traumas from childhood and adolescence. Before massage appeared, I encountered yoga. Those were my first steps to peace and connecting with the breath. Later I found Lomi Lomi Nui, but psychotherapy was first, only after that the bodywork joined. I experienced a great transformation and I changed a lot in my life. I am grateful to all the teacher I met on my way. If I had not met them, I would probably be in  a different place, perhaps not so good as the one now ;-).
You say that you changed a lot. What was your reality like …
What appeared in my life was peace, body awareness and I learned how to relax and I started feel abundance. I had times of incredible happiness. For me it was wonderful to sit in the forest and feel the bliss of simple being. I had a sense of freedom, independence, faith in myself and a sense that I create my own life. My courage to follow my heart’s voice quickly sprouted in me.
What about relationships? Most often such life “purges” also touch those who are around us …
Many of my friends have either turned away from my, or I ceased to be interested in keeping in touch. There was a general lack of acceptance for me as I was. I was accused of being sectarian, that I am manipulated and directed by someone. I also had time when I was in England when I decided to stop drinking alcohol even in the smallest quantities. This was a surprise for many of my acquaintances. I stopped meeting with them. We lost a common point of communication. Even my close family did not accept my choices. My decision to go to India, leave the corporation, the way of an upstart and entering into the path of the massage and self-development was looked on from the side, and commented on rather negatively.
What gave you strength at that time? There must have been moments of faith, especially when your surroundings did not accept the new You…
It was the meditation. In India I learnt many techniques from vipassana through Osho meditations in movement. Thanks to them I learned to observe myself and the fact that what is bothering me had nothing to do with being here and now and that those are the thoughts of the anxious ego and the programs related to the past or the future. When I felt for India, I met an incredible woman. I married her after two years. And this was a person who supported me a lot. We have been together for 6 years now. We travel together, we often learn together. It is my bay, which is my support in the times of crisis. My other resources have also been travels, the countries I visited, close to the sea and the sun. For several years my goal had been to follow the sun, so for 4 years I forgot what winter is;-). It gave me a lot of energy and joy. And then also there are good angels who watch over me supporting me that everything is going well.
How did you make a living? You have to eat something …

This is where my work helped me. For 4 years in the corporate world I saved enough to travel and pay for all my courses. So I am very grateful to my company that I could work there. I am grateful for this time, even if I couldn’t find satisfaction and joy of life there it was a valuable tool and bridge to my present life. Besides, in Asia, you don’t really need a lot of money to survive … A lot of people says that they would like to live like me, but they don’t have the appropriate means. And I look at their lives, and I don’t evaluate them, I only notice that this is often a matter of choice. A house, a car, a new TV set or a trip somewhere. I chose the other option. If you really want it, you can live like that. All it takes it to make a decision about going away. This is priceless time. You can always come back to the old life, and if we are faced with the possibility of change, it is worthwhile … This is a matter of priorities.

Did you have doubts about leaving your old life and go into the new?
Sure, I had. The whole process of change lasted about 2 years. Subconsciously I knew this was not work for me, but I needed time. Later the decision took about a week. I struggled a lot with my thoughts. I didn’t have a family at that time, any financial obligations and I had a hefty sum in my bank account, and despite that I was afraid! There was a lot of fear in me, fear connected to the past, with what would my family say, how my friends and acquaintances would react and so on. It seems that the whole system is organised in such a way that it is not easy to give it up. There is a certain dependency in it, symbiosis and safety. What I chose was for several years living on the edge, with no insurance, no stable job and not remuneration. This is when I noticed that life requires responsibility for my own deeds. I couldn’t blame anybody else for what was happening. I took decisions and I took responsibility for them. This is why the life in corporation with the fixed job is in a way freeing us from this responsibility. You come to work for some time, do your own thing, get money for this and this is how time flows. Leaving this pattern behind evokes a lot of fear. So this is not an easy decision, but this is not a decision for everybody. The lifestyle I chose does not have to be suitable for everybody. It requires a lot of self-sacrifice, it creates a lot of challenged on my way …
But thanks to that you can also prove yourself in many other situations, get to know yourself and leave your comfort zone, go further, develop, and go beyond the scheme …
Yes, this lifestyle opens many more doors, this is true. But first of all this is life in which you take full responsibility for yourself. There are no shortcuts and not short con. It requires many more insights and asking yourself questions, what are my goals in my life, what is my passion and what do I want to do with my life. But this really does not matter where we are and what we do, we always have our own choice and the awareness of what we want from life, how we want to look at our lives …
Have you already gained trust in your path?
Yes, I trust life that what comes, especially last year brought a lot of changes and I can see, how it is beginning to grow what I learned in the spiritual and professional fields. I begin to share it with others. At the moment I can see how warmly people received what I do and they want more of that. What I do and what brings me not only financial gratification, but first and foremost it brings people something good, helps the to open their hearts, release blocked places and it beings relief in pain both physical and psychic pain.
What is your day like?
There is nothing like an ordinary day for me ;-). If I were to say that I have a typical day, then I would need to divide them into two kinds, those are the moments when I work and I run the workshop, or the day when there are no duties. Now when we are talking I ma spending several days at my mum’s. I wake up early. As a rule I meditate and practice some yoga, I go for a walk and I move my body. I often eat fruit for breakfast with the so-called super foods e.g. chlorella, maca, cocoa, goji berries, chia seeds. I prepare myself some mixture which stimulates my body and gives me a lot of energy. After breakfast I do some work, I respond to emails, I deal with the organisational issues before my trips and workshops. I eat light things for lunch, some steamed vegetables. I also have time for my friends, or like right now when I visit my mum, maybe we watch a movie together. In the evening I watch a good series Breaking Bad ;-).
Another type of my day, is the time of workshops. I start the day with mediation, then breakfast and the whole day of the intense work (with breaks for meals).  I finish the day late in the evening. This is the time of focus and being here and now to give the group the most that I can.

What was this trigger for you to go from the role of the student to the role of the teacher? When did you start sharing what was in you?

This was the moment when people started asking me to teach them what I was doing. After leaving to India where I learnt massage and I gained the experience in different ayurvedic centres, people started asking me … At first I was not interested in teaching. I thought that I didn’t have enough knowledge or skills. But finally I ventured to make the first workshop in India, nearly 3 years ago. There were 5 people and I taught for 5 days. I liked it. I gained some more confidence and the sense that I can do that and I’ll cope ;-). I also felt well and safe in the role of a teacher. I didn’t play anyone. I was myself. I felt that for the first time in my life I was doing something that I am not afraid of! For me the indication that I am in the right spot was telling my students that I didn’t know something. And this is how a number of courses started to grow. I teach myofascial massage, tantra, I run workshops to Osho meditative therapies, training of the biodynamic breathing and trauma release.
What is bodywork for you?
It was an important tool for me to reach to myself. One of the most important moments for me was the time when I learned to open to sadness, crying, joy, anger and generally the expression of emotions and also sensing my body. Through working with the body and bodywork I got in touch with my soul. When I work with the client for me this is a moment of seep meditation. I observe myself, my heart, my mind. And there is something more in it, something I cannot quite explain. This is a self-healing force that flows from the wisdom of the body. Bodywork is also about freeing the body from pain, from stress and tension. This is noticing the combinations on the level of body-mind-spirit. Very often during the session I don’t just work with the body, but also with the emotions. I conduct a dialogue with the person lying on the table. Together we get on a journey, often liberating from very old issues.
What was an important moment for you in your personal development?
Hmmm… Well. There are images now coming from my childhood, of my being with nature. I lived in Kielce, and my house is close to the natural reserve. I spent a lot of time in the forest. This was my great resource which helped me to deal with my childhood. Going to study to Warsaw was an important moment for me. I became more responsible thanks to it. You know what followed then, the path of yoga and massage … But what comes to me are also the moments which are not so positive at all. I remember when I was 5 years old and I was taken to hospital with meningitis. Recently I discovered that it was also one of my breakthrough moments, which conditioned my personality. I spent two weeks in isolation. I had all sort of punctures done to me. I often experienced the paralysis of the whole body after those treatments. It left a trace in me. So I have always been hungry to get to know myself, to discover what happiness and joy of life are. But I have always had a sense that there is something more and this is what I looked for;-).
You use the name of Nisarga. What does it mean and why did you choose it?
Nisarga means Nature. After leaving for India in 2008 I felt that I begin a new life. I wanted to start it with a new name. I lived in the „OSHO Nisarga” mediation centre in the Himalayas. This name vibrated with me a lot and when I learnt that it also meant a godly nature I felt that it would be my new name. Especially that nature has always been so close to me. So this is my spiritual name, which is as important as the name I received from my parents, although now when I introduce myself I tend to use Nisarga ;-).
Are you happy?
Yes! Everyday when I wake up, I feel great gratitude.

And how is your intuition doing?

Oh, for me this is an important part and it is quite developed. A lot of things that happen in my life happen thanks to intuition. Very often when I make a decision I ask my heart and my body what they think about it. I try to prevent the mind from overshadowing the intuition too much.
So does it feel good to walk your path?
Yes, I feel fulfilled on many levels, on the spiritual, on the love level and on the material one. Of course I have periods of lack of harmony and I have my moments of doubts, but this is a natural sequence of things. There is diversity in nature as well;-). I try not to avoid those difficult moments, because they teach me a lot. Especially when tiredness, fear, anger or conflicts come. You know, those happy moments quite powerfully put to sleep the consciousness and the heart.
Do you manage to observe those less pleasant moments or do you still get into the old mechanisms?

I do get it ;-). But the fun continues thanks to that! Self-development is not a path for several months. This is in a way a commitment for life. Recently I’ve been discovering more and more fun, sense of humour and distance. First years were marked mainly by seriousness and pressure that I have to do this and that course to be more advanced spiritually ;-). Now I try to take my inner child to ice-cream more and more often and have fun.

Shares
Share This