„Empatyczny dotyk – ludzka strona medycyny”, to temat wystąpienia jaki w czerwcu wysłałam na wrześniową konferencję onkologiczną online. Tuż przed urlopem dostałam wiadomość, że mnie przyjęli. Ponieważ trudno mi się pozbierać po wydarzeniach i przykrościach jakich doświadczyłam ostatnio, nie mam dużo siły do działania. Trudno mi się cieszyć z sukcesu, trudno mi się odbić od nieczułości, sama korzystam z pomocy fachowców. Od trzech dni chodzę z decyzją, że nie wezmę udziału w konferencji, na którą chciałam się odważyć. Nie mam siły, nie mam czasu na przygotowanie, żeby za dwa tygodnie wygłosić prelekcję.

Siła przyszła nieoczekiwanie, ze strony dwóch przewodniczących komisji etycznych badań naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego i Warszawskiego. Miesiąc temu wysyłam do nich maile, pytałam o etykę moich badań naukowych i prosiłam o wskazówki. Otrzymałam wczoraj odpowiedzi, a w nich tyle przychylnych zdań, tyle zachęty i podziwu wobec moich działań też tej natury naukowej, że moje podcięte gałęzie jeszcze nie odpadły.

A rano przeczytałam komentarz jednej z kobiet pod moim wpisem. Jest pacjentką onkologiczną i odmówiono jej zabiegu kosmetycznego. I wiecie co? Dziś opłacę udział w konferencji i wieczorami przygotuję się do wystąpienia. Bo mam dość niewiedzy wśród ludzi i powielania szkodliwych przekonań. Mam dość strachu przed dotykiem, który nie może zaszkodzić, jeśli obie strony mają na niego ochotę. Mam dość omijania szerokim łukiem pacjentów, którzy chcą być masowani, dotykani, odprężeni, przytuleni w najtrudniejszym dla siebie czasie choroby. Strach zabija serce i czułość. Tak nie musi być, wystarczy się edukować i poszerzać swoją wiedzę, a nie zamykać w przestarzałych danych.

Czy w opiece nad pacjentem onkologicznym jest miejsce na masaż i empatyczny dotyk? Z tym pytaniem wyszłam z jednego z hospicjów, kiedy ponad rok temu zaproponowałam swój pierwszy wolontariat właśnie dotykowo-masażowy. Usłyszałam dużo zastrzeżeń, obaw. Zostałam z pytaniami, lękami i mitami dotyczącymi wspierania masażem osoby chorujące na raka.

Postanowiłam jednak poszukać odpowiedzi na postawione pytanie. Przeprowadziłam dwa badania, założyłam wolontariat i zgromadziłam dużo danych.

Mam doświadczenie w pracy z osobami chorującymi onkologicznie, umierającymi i to one pokazały mi, jak bardzo delikatny masaż (dopasowany do indywidualnych możliwości i potrzeb) jest im potrzebny. W Polsce bardzo często pacjenci chorujący na raka, są wykluczani i nie mogą skorzystać ze wsparcia masażem. Ciągle panuje błędne przekonanie o „rozprzestrzenianiu się” komórek rakowych pod wpływem masażu.

Choroby niosą z sobą tyle trudnego, a empatyczny dotyk i delikatny masaż dobrany do potrzeb pacjenta, może nie tylko to pomieścić, ale też przynieść ukojenie, miękkość, łagodność, spokój, a nawet zmniejszyć ból. Mam na to dowody, bo takie zbieram osobiście oraz bazuję na wiedzy mądrzejszych ode mnie.

Coraz bardziej zautomatyzowane, technicznie zaawansowane procedury medyczne pomijają dotyk. A to on jest ludzką stroną medycyny. I o tym chciałabym opowiadać nie tylko podczas konferencji 😊 Po to, żeby osoby, które chorują lub są po leczeniu onkologicznym, a chciały skorzystać z zabiegów czy to kosmetycznych czy masaży relaksacyjnych, nie musiały zmagać się z tym samym, wykluczającym NIE.

Słuchaj podcastu na ulubionej platformie

Kawula masaż Lomi Lomi

Nazywam się Kawula.
Agnieszka Kawula...

Wierzę, że empatyczny dotyk i masaż, budzi do życia oraz zbliża ludzi.

Poruszyło Cię?

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!