Z pamiętnika innowatorki
Dwa tygodnie temu spędzam czas na rozmowach w hospicjum w Nowej Wsi Rzecznej pod Starogardem Gdańskim. Im dłużej badam temat dotyku w chorobie, tym wyraźniej widzę jedną rzecz: w opiece najwięcej znaczy to, czego nie da się wyczytać z procedur.
Kiedy pytam seniorki, kobiety po osiemdziesiątce, które przeszły przez operacje, chemioterapie, utratę sprawności i zmianę całego życia, jakiego dotyku potrzebują, mówią o prostych gestach, które dla wielu z nas są oczywiste, a w chorobie stają się wszystkim.
Słuchałam o czesaniu włosów, które uspokaja. O myciu głowy, po którym „człowiek czuje się świeży i trochę jak dawniej”. O plecach, które swędzą, bolą, a jednak dają się ukołysać delikatnym podrapaniem po przebudzeniu. O balsamowaniu ciała po kąpieli, które dla jednej z pań jest jedynym masażem, jaki w życiu dostała. O trzymaniu za rękę, które potrafi wyciszyć bardziej niż słowa nawet najbliższych.
Jednocześnie usłyszałam co chorych rani w tej codziennej opiece: szarpanie, pośpiech, nerwowe ruchy, podniesiony ton głosu, nagłe, mocniejsze chwyty. To, co dla zmęczonego pracownika jest rutyną, dla chorego bywa wstrząsem. Zwłaszcza tak zmęczonego chorobą, zwłaszcza w podeszłym wieku.
Drugą częścią mojej pracy nad projektowaniem innowacji są rozmowy z personelem medycznym. W hospicjum swoimi przemyśleniami podzieliły się ze mną dwie niezwykłe opiekunki. Powiedziały coś, co powtarza się w wielu rozmowach: w szkole medycznej uczy się o złym dotyku, o ryzyku, o zagrożeniach. O dobrym, prawie nic. Całej reszty: czułości, spokoju, czytania sygnałów ciała, uczą się same, krok po kroku, „po omacku”.
Wszyscy opiekunowie z jakimi do tej pory rozmawiałam podkreślają, że ten projekt jest dla nich realnym wsparciem. Chcą wiedzieć więcej. Wielu czuje się wzmocnionych naszymi rozmowami, zachęconych do odważniejszego i świadomego wspierania dotykiem swoich podopiecznych. Bo empatyczny dotyk nie wymaga nowych procedur ani dodatkowych obowiązków, oni to wszystko robią już teraz. Różnica pojawia się dopiero wtedy, gdy opiekunowie zaczynają widzieć, jak ogromny sens ma każdy ich gest, każde spokojniejsze wzięcie za rękę, każde uprzedzenie „co będzie za chwilę”. Ta zmiana świadomości działa jak mały przełącznik: odciąża opiekuna, a pacjentom daje poczucie bezpieczeństwa, ulgi i bycia traktowanymi po ludzku.
Z rozmów z seniorkami wynika jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz: nawet jeśli ktoś nie mówi lub nie może się poruszyć, wszystko czuje. Ciało wychwytuje zmianę tonu głosu, pośpiech, nerwowość, ale też łagodność i troskę. To coś, o czym często zapominamy, a co powinno być uwzględniane w każdym podręczniku do opieki.
Dostaję kolejne wiadomości od miejsc, które chcą szkolić swoje zespoły. Chcą wiedzieć więcej jak lepiej wspierać dotykiem. Na ten moment nie mogę przyjechać, ale z mojego badania terenowego powstanie cały program edukacyjny, który będzie dostępny dla każdego za darmo. Od przyszłego tygodnia siadam do tworzenia.
Ostatnie dni są dla mnie bardzo trudne i wymagające, także ze względu na stan zdrowia mojego psa i ból, z jakim się mierzy. Byłam bezradna, bo leki nie działały. Tam, gdzie zawiodły, pomógł dotyk. Sama nie mogłam w to uwierzyć, jak udawało mi się wyprowadzić jego ciało z ataku bólu, do całkowitego wyciszenia.
Jeśli miałam jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, to po tych rozmowach i po tym, co dzieje się teraz u mnie w domu, wiem jedno, mogę ze spokojem usiąść do tworzenia materiałów edukacyjnych. Bo to nie jest teoria ani moja fanaberia. To jest praktyka, która koi w trudnych sytuacjach zarówno człowieka, jak i zwierzę.
* Projekt „Dotyk troski dla seniorów” jest realizowany w ramach programu GENERATOR INNOWACJI. SIECI WSPARCIA 3, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego+.
