KIEDYŚ zamienić na DZIŚ

Do napisania tego tekstu przyczyniły się odwiedziny kogoś wyjątkowego. Ależ ucieszyło mnie to spotkanie! Nie widzieliśmy się zbyt wiele lat. Najpierw zobaczyłam jego oczy…
Wstyd przyznać, ale zaczynałam zapominać jak wygląda osoba, która zajmuje w moim sercu bardzo ważne miejsce. W mojej wyobraźni drobne zmarszczki wokół oczu wygładził czas zostawiając tylko te wyraźne na czole, wąsy równo przystrzyżone wcale nie były oprószone białymi nitkami tego, co nieuniknione, dłonie nie były takie zmęczone od pracy jak mi się wydawało, a oczy… wiem, że zawsze patrzyły na mnie z miłością, ale jakiego są koloru? Szukam w obrazach z przeszłości, na zdjęciach, w sercu… Nie pamiętam. Teraz on stoi przede mną, taki realny. Jego brązowe roześmiane oczy przyglądają mi się z rozbawieniem. Widzę je wyraźnie, jak mogłam zapomnieć! Wyciąga do mnie dłonie. W pierwszej chwili nie dostrzegam tego, co mi przyniósł, patrzę na niego i chłonę każdą sekundę. Tyle lat, tyle pytań i słów niewypowiedzianych, wszystko ciśnie się na usta, ale z jakiegoś powodu musi pozostać w niemej przestrzeni. Zwracam uwagę na to, co mi przyniósł, pieniądze, dużo pieniędzy. Wręczał mi banknot po banknocie, każdy o nominale 200zł, a kiedy uzbierało się tego wystarczająco dużo powiedział: „Teraz możesz spełnić swoje marzenia i już o nic nie musisz się martwić”. Patrzył na mnie jeszcze tylko przez chwilę, jakby chciał mi przekazać całą swoją wiedzę, wlać w moje serce otuchę, pogłaskać po głowie i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
Mój dziadek nie żyje od szesnastu lat. Jeden z wrześniowych snów zwrócił mi go na mgnienie nocy i przypomniał jak dziadek wyglądał naprawdę, jak pachniał, jak się poruszał, jaką miał skórę, jak brzmiał jego głos. Tyle chciałabym mu opowiedzieć, o wiele zapytać… Nie zdążyłam.
Tak szybko zapominamy, a po jakimś czasie już nam się tylko wydaje, że pamiętamy, żywimy się strzępkami całości bo nic innego nam nie pozostało. Przywołujemy słowa, które kiedyś miały paść, ale zatrzymały się na końcu języka, głaszczemy prezenty te nigdy nie przekazane, odtwarzamy spotkania do których nigdy nie doszło, karmimy się wymówkami i tylko pozornie nam z tym dobrze, bo po jakimś czasie pojawia się męcząca niestrawność, że jednak trzeba było coś zrobić w danym momencie, zanim wpadliśmy w sidła wymówek.
Swoją fabrykę pretekstów zamknęłam już jakiś czas temu, bo jaki jest sens utrzymywać coś, co zatruwa wewnętrzne środowisko? Kiedyś myślałam, przecież nie będę dzwoniła do mamy tylko dlatego, żeby powiedzieć, że ją kocham. Po co zadręczać przyjaciółkę sms’ami o tym, że za nią tęsknię i jest mi bliska, choć mieszkamy dwadzieścia kilometrów od siebie? Co sobie pomyśli koleżanka jeśli podziękuję jej za co, że jest? Jak zareaguje dawna przyjaciółka kiedy powiem jej, że nie żywię już urazy, że to dziecinne i że nadal jest mi bliska?
Kiedyś myślałam, że to, co czuję jest dla wszystkich oczywiste i nie trzeba niczego mówić dużymi literami. Faktycznie, czasami wystarczy popatrzeć sobie w oczy i wiadomo, jednak jak często słyszymy od kogoś: kocham cię, jesteś fantastyczna, cudnie się śmiejesz, uwielbiam spędzać z tobą czas, jesteś dla mnie ważna, dziękuję ci za to, co wnosisz do mojego życia, cieszę się, że cię widzę. A jak często potrafimy po prostu przyjąć podobne słowa bez skrępowania?
Dziś wiem, że jestem wyleczona z niestrawności wymówek: nie teraz, że po co, że innym razem. Dziś wiem, że „kiedyś” może zamienić się w „nigdy” i mogę nie mieć już okazji powiedzieć tego, co spoczywa na dnie mojego serca.
Dlatego chwytam za telefon, ślę znajomym życzenia z okazji dnia nieurodzin lub nieimienin, ciepłe słowa kieruję do przyjaciółki, która jest w Nepalu już od miesiąca i nie mogę się doczekać kiedy wróci i będziemy mogły razem posiedzieć nad brzegiem morza i cieszyć ze swojego towarzystwa. Mówię kocham, tym, którym chcę to powiedzieć, właśnie DZIŚ, nie: jutro, pojutrze, później, innym razem, nie teraz, w wolnej chwili, jak ugotuję obiad, skończę pracę, umyję okna, zrobię zakupy.
DZIŚ pielęgnuję wszystkie drobiazgi i pamiętam, wybaczam i kocham, cieszę się i jestem.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się z innymi!

Jeśli treści, którymi się dzielę, są dla Ciebie ważne lub inspirujące, możesz zabrać mnie na wirtualne cappuccino. Z przyjemnością dam się zaprosić.

Nazywam się Kawula.

Agnieszka Kawula

Jestem jak Bond, James Bond. Moje super moce to hawajski masaż Lomi Fizjo oraz automasaż. Jestem dziewczyną z YouTube’a. Ciągną do mnie jednorożce i kocham cappuccino. Mam najfajniejszego psa terapeutę!

Nie przegap kolejnych wpisów!

Zapisz się na mój newsletter i bądź na bieżąco!

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie Polityka prywatności oraz Regulamin serwisu Google.
Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłki Ci newslettera, a ich administratorem będzie Agnieszka Kawula. Szczegóły: polityka prywatności.

Poruszyło Cię?

Napisz do mnie.

Może Cię również zainteresować

Gienia zajmuje kolejkę Beni, Grażyna jest dyspozycyjna, ale „w poniedziałki co trzy tygodnie mam paznokcie i fryzjera, więc wtedy nie”, Maria boi się schodzić po schodach, ale do mnie przyjedzie, Danka też chce koniecznie „bo...
– Ale mnie przeczołgałaś – powiedziała Ania po zakończeniu pierwszego dnia kursu nauczycielskiego. To był dla mnie wyjątkowy czas. Pierwszy raz przekazałam wiedzę, jak uczyć masażu lomi lomi, mojej „oryginalnej” uczennicy! Ania przyjechała na kurs...
Znacie to uczucie, kiedy w grupie osób, mówicie otwarcie, że coś Wam nie pasuje i potem szybko okazuje się, że to z Wami coś jest nie tak? Często słyszałam, że mam coś zamknięte, zablokowane, niedrożne,...
Przewiń do góry