Z pamiętnika innowatorki
Często wydaje nam się, że dotyk w profesjonalnej opiece to coś luksusowego, zarezerwowanego dla masażystów albo miły dodatek, na który „nie ma czasu”. Tymczasem bywa odwrotnie, dotyk potrafi zaoszczędzić czas, obniżyć stres i sprawić, że trudne procedury medyczne przebiegną gładziej niż zwykle.
Kilka dni temu długo rozmawiałam z Michałem, pielęgniarzem z DPS-u w Olsztynie.
Michał śledzi to, co piszę o dotyku i sam, jeszcze zanim odwiedziłam ich placówkę, zaczął testować elementy „dotyku troski”, w codziennej pracy. Przyznał, że na początku brzmiało to dla niego trochę jak teoria oderwana od rzeczywistości, ale postanowił spróbować. I to zmieniło bardzo dużo.
Opowiedział mi historię, seniorki w zaawansowanym stadium choroby Alzheimera. Kobiety reagującej lękiem i napięciem praktycznie na każdą czynność pielęgnacyjną. Od kilku lat musi mieć regularnie pobierany mocz do badania, co oznacza nieprzyjemne cewnikowanie. Procedura zawsze wyglądała tak samo: długie przygotowania, natychmiastowe spięcie ciała, opór, odruchy obronne, krzyk. Michał nie ukrywał, że to jedna z tych czynności, których personel zwyczajnie nie lubi. Bo pacjentka cierpi, bo oni cierpią razem z nią. Bo wszystko trwa dłużej niż powinno. A nikt nie robi tego „źle”, wszyscy po prostu działają w schemacie, który obowiązuje od lat.
Ten stary schemat jest dobrze znany: wejść do pokoju, odsłonić ciało, wykonać czynność sprawnie, najlepiej szybko, „bo przecież trzeba to zrobić”. Pacjentka nie rozumiała sytuacji, jej ciało natychmiast twardniało, oddech przyspieszał, ręce odpychały opiekunów. Zdarzało się, że trzeba było ją mocniej przytrzymać. Dla niej był to koszmar, dla zespołu – przykry obowiązek.
Aż któregoś dnia Michał postanowił zrobić inaczej. Razem z kolegą usiedli przy łóżku.
Złapali podopieczną za dłonie. Przedstawili się. Spokojnie powiedzieli, co będą robić. Dodali, że wiedzą, jakie to nieprzyjemne, ale postarają się, żeby było jak najłagodniej. Przez chwilę po prostu trzymali jej dłonie. Nie spieszyli się. Dali jej ciału sygnał: jesteśmy, nie zrobimy Ci krzywdy.
Efekt? Ogromny szok! Kobieta, która wcześniej broniła się i była przerażona, tym razem pozwoliła im działać. Bez krzyku, bez napinania mięśni, bez walki. Całość przebiegła sprawnie i szybciej niż kiedykolwiek. Michał podkreślał, jak wiele daje to także personelowi: mniej siłowej pracy, mniej napięcia, mniej poczucia, że coś robi się „przeciwko” komuś. Więcej spokoju. Więcej sensu. I zwyczajnie, daje więcej satysfakcji. „Dotyk troski nie zabiera czasu, on go oszczędza. Nie komplikuje pracy tylko ułatwia ją”.
I właśnie takie sytuacje utwierdzają mnie, że warto dalej pisać, pytać, dokumentować i budować ten nowy język opieki. Bo jeśli jedna seniorka z Alzheimerem mogła przeżyć trudny zabieg spokojniej, to ilu jeszcze osobom możemy w ten sposób ulżyć?
- Projekt „Dotyk troski dla seniorów” jest realizowany w ramach programu GENERATOR INNOWACJI. SIECI WSPARCIA 3, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego+.

