Choć minęło już kilka dni od konferencji „Dotyk w chorobie”, emocje wciąż są w nas – intensywne, poruszające, żywe.
To miała być konferencja. A stała się kręgiem wymiany, wzruszeń, inspiracji i przypomnienia o tym, co najważniejsze. Usłyszeliśmy historie, które burzą mury i przywracają człowieczeństwo. Były łzy, śmiech, przytulenia, poczucie bycia we wspólnocie, w której każdy głos był ważny.
Czułam (i wciąż czuję), że ten dzień był jak balsam dla wielu z nas – tych, którzy na co dzień opiekują się pacjentami, są blisko cierpienia i czasem potrzebują wiatru w żagle. To wydarzenie nie tylko utwierdziło nas w sensie naszej pracy, ale też odżywiło nasze serca.
Wciąż dostaję wiadomości. Od uczestników i uczestniczek. Ale też od samych prelegentek.
„To było takie potrzebne wydarzenie dla nas wszystkich.” – to zdanie powtarza się najczęściej.
Dzielą się tym, jak terapeutyczne było dla nich to spotkanie. Jak prelekcje – pełne autentyczności i odwagi – już wpłynęły na ich codzienną praktykę i na relacje z pacjentami. Piszą:
„Zrozumiałam, jak bardzo moja praca ma znaczenie.”
„Znowu czuję sens tego, co robię.”
„To naprawdę nie trzeba wiele, żeby pomóc drugiemu człowiekowi, nawet w ogromnym cierpieniu.”
„Tak niewiele trzeba – dotknięcie ramienia, pogłaskanie po policzku, pomilczenie, bycie w bliskości – to tak wiele zmienia.”
Dla mnie to największe potwierdzenie, że ten dzień był czymś znacznie więcej niż wydarzeniem edukacyjnym.
Empatia dzieje się w praktyce.
I ta grupa, która spędziła razem pierwszą środę kwietnia, już zmienia swoje najbliższe otoczenie – w szpitalach, gabinetach, domach opieki, hospicjach i najbliższym otoczeniu.
Wciąż sami nie dowierzamy, jak niewiele potrzeba, żeby drugi człowiek poczuł coś, czego często nie doświadcza: bliskości, bezpieczeństwa, czułej obecności kogoś, kto nam dobrze życzy. Bo cała magia tkwi w prostocie. W mikrochwilach czułości. W milczeniu, które dotykiem ramienia mówi: „Jestem.” W dotyku, który staje się zasobem w trudnych chwilach – zarówno dla dającego, jak i dla biorącego.
2 kwietnia 2025 roku, w Pucka Klinika Terapeutyczna, spotkało się prawie 80 osób – masażystów, fizjoterapeutek, lekarek, pielęgniarek, opiekunek, psycholożek. Ludzi, którzy są blisko pacjentów, blisko granic wytrzymałości, blisko niewyobrażalnego bólu. A tego dnia – blisko siebie nawzajem. To był dzień, który odżywia, wzmacnia, przywraca sens.
Dla mnie – dzień, który potwierdził, że wrażliwość naprawdę jest siłą.
Dziękuję wszystkim, którzy byli częścią tego spotkania.
Dziękuję za obecność, za łzy, za śmiech, za czułość.
Dziękuję, że przypominacie mi i sobie nawzajem:
Nie jesteśmy sami. Jesteśmy potrzebni. Jesteśmy razem, choć w różnych częściach Polski.
Kilka zdjęć uchwyconych okiem wrażliwej Monika Galewska![]()
