Zaznacz stronę

– Jak długo dochodzisz do siebie po jednym masażu? – często pytają mnie moi klienci. Odpowiadam, że przecież odpoczywam w trakcie pracy! No ale jak to, przecież to tyle wysiłku, ciężka robota, ciągle jesteś w ruchu, naciskach, przewracasz te ręce, nogi, tańczysz od góry do dołu, jak to się nie męczysz?! Ano się nie męczę. Bo oddycham głęboko, bo przez to, że jestem w ruchu właśnie odpoczywam, dbam o odpowiednią pozycję przy stole, uważam na samą siebie. Zamykam oczy i… mknę od napięcia do napięcia. Liczy się tylko oddech, tyni fragment ciała na jakim aktualnie się skupiam, pustka w głowie i niezwykła przyjemność z masowania. Po prostu.

Mnie to regeneruje. Uwalnia od myśli. Uelastycznia też moje ciało.

Jasne, że po sesji czuję, że się intensywnie ruszałam, w końcu to praca, ale za każdym razem towarzyszy mi uczucie ulgi, swobody, większej przestrzeni we mnie samej i choćbym przed masażem nie czuła się najlepiej, po, zawsze mam więcej energii, a często i moje bóle mijają.

Najtrudniej masuje mi się późnym wieczorem, dlatego staram się nie umawiać masażu po 19stej, tylko w wyjątkowych sytuacjach, najczęściej dopasowuję się do „podróżników”. Dlaczego nie wieczorem? Bo potem nie mogę zasnąć! Czuję się jak balon napełniony helem, mam w sobie tyle życia, że idę spać zdecydowanie za późno, a rano czuję się jak po niezłej imprezie ;-).

No i taka to praca…

Shares
Share This