Zaznacz stronę
Życie i tak zrobi swoje

Życie i tak zrobi swoje

DSCN3954To zacznę cytatem… Bo sierpniowy numer Urody Życia i felieton Arkadiusza Recława przyniósł mi ukojenie, kiedy pełna nadąsanych myśli siedziałam w ciepłej kąpieli i usiłowałam je tam wszystkie utopić 😉

Wystawianie się na pewną dawkę niepewności, niedomykanie planów, kreślenie zarysów i czekanie, aż wypełnią się same, to esencja życia. Gdy próbujemy za dużo dźwigać, za dużo mieć, za dużo planować, to pozbawiamy się wielu radości.

Proste. Oczywiste nawet słowa. Ale tego dnia zrobiły ogromną różnicę. Oto próbowałam po raz kolejny coś wycisnąć z mojej głowy. Rozwiązać supełek, który misternie zapętliłam. I nie pomagały mi moje własne słowa, które tyle razy pisałam. I dupa po prostu. No bo jak jest supełek to weźcie mi w cholerę te wszystkie mądrości. Nie chcę ich i fuj. Będę się tu cichutko użalać nad sobą. Po raz kolejny uwierzyłam myślom, że mam ograniczoną wolność, że nie mam tego oraz tamtego, że potrzebuję wiedzieć, umieć, zrobić. Po raz kolejny dałam się nabrać, a kiedy sobie to uzmysłowiłam zaśmiałam się i zatańczyłam  i zaśpiewałam Free (wielokrotnie i skoro sąsiadka może mnie katować codzienną grą na pianinie ja sobie tu mogę śpiewać), a jak już skończyłam się wydzierać o wolności to potem o pięknie tegoż świata i w ogóle Beauty in the World. (więcej…)

Remont osobowości

Remont osobowości

DSCN3611

Jak się zostawia przeszłość za sobą? No mogłabym w kilku punktach wypisać co i jak (ostatnio modne są tytuły typu: 5 rzeczy, które musisz wiedzieć o…, 7 znaków, że jesteś na dobrej drodze, 9 wskazówek dobrego życia. Mogłabym, ale po pierwsze primo, nie interesuje mnie moda, a po drugie primo, życia nie da się zamknąć w punktach. Na kogoś to podziała, na kogoś nie. Na mnie nie działało nic. Żyłam z kimś przez 13 lat. Dobrych lat. I… Świadomie zrezygnowałam z kolejnych. I choć decyzja była moja, to należała do jednej z trudniejszych. I choć miała doprowadzić mnie do happy ever after to przeryczałam kilka dobrych miesięcy. (więcej…)

Pasja… ale że o co chodzi?

Pasja… ale że o co chodzi?

 

notesJak to jest z tą pasją? Z tym czymś co napędza, co rozpala oczy, co czas rozpuszcza, co pozwala sięgać do duszy. No jak to z nią jest? Miałam to szczęście, że się z nią urodziłam. Bo pisałam naprawdę od zawsze i również od zawsze nauczycielki polskiego dawały mi za treść pięć za błędy dwa ;-). Więc zapisywałam namiętnie zeszyty, pisałam tonę wierszy i opowiadań, zaczęłam też powieść, ale jak widać drugim Paolinim (to ten od powieści fantasy Eragon) nie zostałam bo w wieku piętnastu lat miałam na koncie jedynie kilka tysięcy nieopublikowanych (choć nagrodzonych) wierszy, a nie poczytne powieści na podstawie których filmy powstały… (więcej…)

A wcale że bo nie…

A wcale że bo nie…

DSCN3143

Nie jestem silna. Nie radzę sobie. Nie mam energii. Nie chce mi się. Złoszczę się. Unoszę. Opadam. Nisko. Na sofę. W kocyk. Różowy. Miękki. Zachęcający. Do robienia nic. Zmiana pozycji jest zbyt dużym wysiłkiem więc zostaję jako zaległam. Nie, nie muszę. Nie potrzebuję. Żadnych zrywów. Sals. Zumb. Trekkingów. Brak snu. Brak słońca. Brak ciepła. Po prostu nie mam siły. I… to jest OK. Kawula energiczna, na ciągłym power on jest sobie teraz taka jaka jest. W dresie, albo w piżamie na porannym spacerze z psem. Coraz bardziej siwiejące włosy poddają się wiatrowi i wszystko im jedno w którą stronę falują. Nie jest ważne co do czego pasuje i że ta piżama wystaje. Że fioletowe kaloszki na poranne rosy to nie jest szczyt mody. Że oko podpuchnięte niewyspaniem. Nie. Nie jestem silna ostatnio i nie jest mi jakoś wybitnie źle z tego powodu. No może nie jest też najlepiej. Ale… No nie muszę być żadna inna i nie zmuszam się do niczego innego. Bo mi się nie chce od dawna już. Grać. Skakać. Udawać. Zmieniać masek. Nie. Jeśli dziś przyjdziesz do mojego domu, może zrobię Ci herbaty i poproszę żebyś posiedział cicho i po prostu był. Bo czasem nie trzeba robić nic. Bo czasem można robić nic. Bo bycie nie silną jest też okej. (więcej…)

Utknąłeś? Świetnie!

Utknąłeś? Świetnie!

 
Utknęłam. Pod każdym względem. Przestało mi się chcieć. Przestało mi zależeć. Przestało się wszystko i utknęło. To nie jest miły stan. Mało wygodnie kiedy nie można się ruszyć, nie dlatego, że ciało nie pozwala. Nie. Umysł zasnął. Chrapał tak głośno, że nie docierał do mnie żaden inny dźwięk. Miarowe chrapanie. Odrętwienie. Totalna niechęć. Nie i koniec. Negowanie wszystkiego co może nakłonić do ruchu. Reagowanie złością. Prychanie kąśliwe. Powarkiwanie ostrzegawcze. Tabliczka wywieszona: Nie podchodzić, tu Kawula utknęła.


I zaczęłam szukać na zewnątrz. Inspiracji. Motywacji. Chęci. Nadziei. Czegoś co wyciągnie z utkniętego punktu. Im bardziej szukałam, tym bardziej pogłębiał się mój stan. Nie i koniec. Dość. Chcę tu sobie być utknięta i tak cierpieć w samotności. Trochę spanikowałam, bo naprawdę nic nie pomagało. Żadna technika, żaden ruch ani jego brak, żadne słowa, żaden człowiek, żadna idea. Nic. Zaczęłam się wkurzać, zaczęłam krzyczeć, zaczęłam płakać, zaczęłam kląć, zaczęłam wyrzekać się, zaczęłam negować. Karmiłam negatywizmem całą siebie. Wielka oświecona nauka poszła w las. Pozwoliłam jej odejść, a nawet ją przegoniłam w cholerę bo żaden z niej pożytek w takim utknięciu.

Przestałam w końcu szukać. Zmęczyłam się. Chciałam tylko spać. Chciałam, ale nie mogłam. Ciało umęczone. Umysł umęczony. Dusza nie wiem, bo przestałam ją słyszeć. Ostatnich kilka miesięcy mogę powiedzieć, że są jednymi z najszczęśliwszych w moim życiu, ale za razem trudnych. Co poukładam swoje klocki, przychodzi codzienność i robi rozpierduchę. Układam i znowu to samo. Zmiana planów, reorganizacja, remonty. I czuję się w tym obserwowana, co zrobi teraz Kawula? Jak sobie tym razem poradzi? No nie poradzi sobie wcale bo jest utknięta i nie wie co robić i jej się nie chce robić i jej nie zależy na niczym i foch na cały świat jest jej największym przyjacielem. Czuję się obserwowana przez samą siebie. Stoję w centrum utknięcia i życiowych zmian i patrzę na siebie. Widzę swoje niechcenie, konsternację, pogubienie, rozżalenie i haczyki negatywnych myśli. I nagle trach! Zaczynam się śmiać… Dałam się nabrać, po raz kolejny wpadłam by utknąć. Na własne życzenie. A skoro na własne, to również na własne życzenie mogę się odetkać i ruszyć dalej! Co za ulga!

Zakładam nowe kolorowe buty i idę na spacer w poszukiwaniu kamieni, na których niedługo zacznę malować kawulowe tajne znaki. Inspiracja wpadła na kawę i dałam się przekonać, że nowa sztuka będzie dla mnie fajną odskocznią od utknięcia. Sięgam po długopis i wypisuję kartkę do nieznajomej mi osoby, z którą mam kontakt jedynie pocztówkowy. Opisuję mój mały cud. Czekam na cud zwrotny (cudów do opisania 101, dotychczas zaliczone 3). Spaceruję i słucham wywiadu z pisarzem podróżnikiem. Wzruszam się bo mam wrażenie, że dziś mówi specjalnie do mnie. I znowu mi głupio, że tak się użalałam nad sobą. Zapisuję się na bardzo intensywny kurs niemieckiego (szykuje się przednia zabawa…). Kupuję dla mojego szczeniaka nowe zabawki. Gotuję obiad. Układam nową playlistę z muzyką do masażu. Kończę książkę, którą już dawno temu powinnam skończyć, ale ponieważ byłam utknięta dość długo miałam to gdzieś. Zjadam jabłko i gruszkę. Dostaję centa na szczęście w polskim sklepie. Kupuję marcowe Zwierciadło tamże i musztardę sarepską. Piszę maile odwołujące mój przyjazd do Polski. Otwieram szeroko okna i wpuszczam słońce do pokoju. Rozwieszam pranie na linkach. Jem cukierki i popijam cappuccino. Kupuję kilka par majtek i skarpetki sportowe. Składam mojego pierwszego ebooka całkiem sama, no z pomocą angielskiej instrukcji miłej pani na youtube. Zapisuję nowe pomysły, które spływają w czasie spaceru, kiedy rzeczonych kamieni poszłam szukać…

I nagle w jednej sekundzie już nie jestem utknięta, a każda jedna myśl, która była przeszkodą staje się nową możliwością, światełkiem w tunelu do którego idę w moich nowych tęczowych butach sportowych. I śmieję się, z tego mojego utknięcia i że tak sobie w nim negatywnie tkwić życzyłam.

Czasem po prostu tak jest. Nie ma światła. Nie ma radości. Nie ma jasnej strony mocy. (to znaczy jest, ale jakoś nagle tego nie widać…). Jest tylko dziura w której się po prostu chce być i użalać trochę nad sobą. Tak miałam. Trwało to dość długo, wystarczająco by odkryć, że skoro już w dziurze jestem to się położę i odpocznę. I nie będę robić nic. I bez wyrzutów pomarudzę, zaprzestanę moich ulubionych aktywności fizycznych, zjem masę słodkości, zapiję coca colą i będę miała w tym przyjemność a nie wyrzut. I kiedy tak się rozsiadłam w tym nicnierobieniu ono się nagle skończyło, ucięło, zniknęło. Coś wypchnęło mnie z ogromną siłą i prędkością w górę. Jakby strzelił we mnie piorun, który nie zabija a przynosi nowe informacje i zabiera mnie do nowego miejsca, które znowu tęczami i jednorożcami usłane. W tej jednej chwili zerknęłam na drzewa pokrywające się różowo-białymi kwiatami. Tydzień temu drzewa były utknięte. Gołe. Zero ruchu. Nic. Dziś wybuch. Czy drzewo wrzeszczało jak ja, że stoi w miejscu i kwiatów nie puszcza i że już by chciało? No nie. Drzewo sobie niemo stoi, jest i czeka. Na swój czas. Zabawne, że tylko człowiek chce przyspieszyć nieprzyspieszalne… Sama mam wielką słabość, nie umiem czekać, jestem niecierpliwa i frustruje mnie stagnacja. Z wiekiem oswajam swoją niecierpliwość. Różnie mi to wychodzi. Ale dziś na nowo zrozumiałam, że nie na wszystko mam wpływ i czasem po prostu trzeba poczekać i rozgościć się w czekaniu i czerpać z tego czasu siłę, a nie ją tracić. Ze swojej strony zrobiłam wszystko co było możliwe, reszta nie należy do mnie. Do mnie należy teraz zwykłe czekanie i zareagowanie (lub nie) na to, co się pojawi.

Pytanie czy w zatrzymaniu znajdę nowe możliwości czy same przeszkody? Czy rozciągnę mięśnie umysłu mimo ryzyka zakwasów, czy może pozwolę haczykom negatywizmu robić większe rany?

Śmieję się bo dostałam od samej siebie w prezencie czas… Trochę go poświęciłam na zadręczanie się, aż w końcu zobaczyłam te wszystkie ścieżki, które nagle zajaśniały przede mną i zdecydowałam, że daję im szansę…
 
Gdzie stoi Twoja drabina?

Gdzie stoi Twoja drabina?



Zaprosiłam do współpracy kolejną kreatywną duszę. Uwielbiam jej bloga, jej wrażliwość, spojrzenie na świat i jej drabinę :-). Zapraszam poniedziałkowo, z okazji i bez okazji, bo pada deszcz a ja sobie na moich szczebelkach siedzę i podoba mi się to, co z nich widzę :-).

Aleksandra Aniksson pisarka i poszukiwaczka, bada słowa i sprawdza ich praktyczne zastosowanie w swoim życiu. Zebranym doświadczeniem dzieli się na blogu Bluebird tales Pisanie traktuje, jako sposób na odkrywanie siebie i pogłębianie własnej duchowości. Mieszka w hiszpańskich Pirenejach. Miłośniczka otwartych przestrzeni i słońca.
Słyszeliście o ludziach, którzy przez 20 lat pną się po szczeblach kariery, żeby na końcu stwierdzić, że drabina była ustawiona nie przy tej ścianie? Zanim tak się stanie, może warto ubrać wygodne buty, przypomnieć sobie, gdzie jest najbliższy las i pójść na długi spacer, żeby się nad sobą zastanowić.

Współczesny sposób robienia kariery nazywa się często wyścigiem szczurów, bo jest szybko i niezbyt mądrze. Niby to wiemy, narzekamy, że nie chcemy, ale kiedy przychodzi co do czego, bierzemy w nim udział.

Czemu?

Z lęku, że coś stracimy, że okazja przejdzie nam koło nosa, awans dostanie Kowalski a nie ja; w moim przypadku, jako że mieszkam w Hiszpanii, będzie to tutejszy Lopez. No i się zaczyna: bezwzględnie rywalizujemy w miejscu pracy, przepychamy się, żeby zając lepsze miejsce, za wszelką cenę chcemy wygodniej ułożyć się w życiu. Bo życie to boks jak twierdził Gombrowicz.

Ale czy na pewno?

Mam duszę rewolucjonistki. Kiedy słyszę, że coś jest tak i kropka, to się buntuję, to podważam tę kropkę i wracam do początku zdania, kolejno przez każdą literę.

Więc kto powiedział, że życie musi być walką, a nie może być harmonijnym współpracowaniem?

Myślę, że mówi to ktoś, kto w sobie nosi walkę. To co wewnątrz przekłada się na zewnątrz. Więc załóżmy, że wpadłeś, że biegniesz w tym wyścigu szczurów, rozpychasz się łokciami, a pod koniec dnia jesteś tak zmęczony, że rzucasz się na łóżko, żeby spać. W tych warunkach na myślenie nie ma czasu.

Robienie bez myślenia jest bez sensu.

Gdzieś przeczytałam, że Polacy są jednym z bardziej pracowitych narodów na świecie. Całkowicie się z tym zgadzam, w ostatniej firmie wykonywałam pracę dwóch pracowników i właściwie to nawet nie uważałam, żeby było aż tak ciężko.

Dalej, we wspomnianym artykule, była mowa o tym, że brakuje nam ukierunkowania, pracujemy ciężko, ale bez klarownej długofalowej wizji, przez co osiągamy słabsze efekty. To też się w moim przypadku zgadzało. Pracowałam raczej po to, żeby się utrzymać, coś zaoszczędzić i wyjechać na wakacje. Na pytanie, gdzie chcę być za 10 lat, odpowiadałam, nie wiem.

Trudno utrafić w cel, którego się nie ma.

Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Jeśli chcemy być przydatni społeczeństwu i doceniani w pracy, to musimy zrozumieć do czego zmierzamy i czemu właśnie tam. Co nas motywuje? Co stanowi tę wewnętrzną jakość w nas samych, która sprawia, że akurat w tym zawodzie sprawdzimy się jak nikt inny? Co nas odróżnia i czyni unikatowymi? Jak wykorzystać to w życiu zawodowym? Musimy zdefiniować cel naszych działań, bez tego nie sposób w niego utrafić.

Jak określić swój cel?

Swojego marzenia nie znajdziesz rozmawiając z kolegą na kawie, ani biorąc nadgodziny. Małe szanse że przyjdzie do Ciebie, kiedy jesteś zestresowany i przemęczony. Żeby określić swój cel, trzeba pójść za radą wyroczni Delfickiej i poznać samego siebie. I pewnie jak u Edypa będzie to się wiązało z odkrywaniem trudnych prawd o sobie, z bólem i traceniem iluzji na własny temat.
Tyle że długofalowo jest to bardziej opłacalne niż wyścig szczurów, ten ostatni skończy się w pewnym momencie dużo większym bólem i rozczarowaniem, tyle że później.

*Dla tych, których ciekawi temat rozpoznania własnych mocnych stron i rozwinięcia ich na polu zawodowym polecam poradnik Jurgena Salenbachera „Creative Personal Branding”. Autor poradnika w klarowny sposób przedstawia kolejne kroki prowadzące do przeformułowania własnego życia zawodowego na takie, które daje satysfakcję i poczucie spełnienia. Książka jest dostępna tutaj lub na Amazonie w języku angielskim, napisana jest w sposób przystępny, więc nie powinno być problemów ze zrozumieniem.

A jakie są Wasz plany i marzenia? W jaki sposób odkryliście swoje pasje? A może nadal ich poszukujecie? Zachęcam do dzielenia się w komentarzach.

*** Photo Credit: <a href=”https://www.flickr.com/photos/28945715@N04/5135082401/”>Justine King</a> via <a href=”http://compfight.com”>Compfight</a> <a href=”https://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/2.0/”>cc</a>