Zaznacz stronę
Ciekawość w zachwycie

Ciekawość w zachwycie

dscn6334

Czasem czuję się jak kosmitka, która z miłości do ludzi, ku niezrozumieniu pobratymców, postanowiła zamieszkać na Ziemi, by poznać, pobadać, zachwycić się jeszcze mocniej, zadziwić. I choć należę jednak do homo sapiens, nie przestają mnie fascynować moi znajomi i nieznajomi bracia.

Mamy tyle barw, odcieni, tonacji, akordów do wygrania. Każdy jest niczym osobny Wszechświat do odkrycia. Po jego orbicie krążą tylko jemu znane wizje, marzenia, smaki, przekonania. Co jakiś czas, gdzieś pomiędzy jego planety rzeczywistości, dociera sonda i zbiera nowe dane, jeszcze przez nikogo nie odkryte. A potem jeden człowiek się dziwuje jak ten drugi może to lubić, oglądać, czytać, nie jeść, pić, ubierać, czesać się… A ten drugi dziwuje się temu pierwszemu bo on ma przecież inaczej. To nie mamy wszyscy tak samo?

To niezwykłe jak każdy z nas jest zachwycający, idealnie stworzony, skonstruowany z takich, a nie innych atomów.

Wierzę, że każda jedna napotkana osoba mówi mi coś o mnie samej. Nawet jeśli jest to przypadkowo-nieprzypadkowe trącenie się łokciami w zatłoczonym autobusie, przekazujemy sobie jakieś informacje. Coś w sobie nawzajem uzupełniamy i nigdy nie dowiemy się co to było, po prostu pewnego dnia to odkryjemy i już z nami zostanie.

Kiedyś miałam taki pomysł, żeby każdy spotkał każdego, żeby ludzie z całego świata spotkali się, popatrzyli sobie w oczy, opowiedzieli swoje sny, opisali życia, wymienili tym, co w nich najlepszego. Nareszcie doszłoby do połączenia w jedną całość. W jeden twór, jeden umysł. I już nikt nigdy nie czułby się samotny ani oddzielony. Pulsujące źródło ludzkich wszechświatów pomieści w sobie miliardy maleńkich atomów.

Nie wiem skąd we mnie ten zachwyt. Jestem tak ciekawa tych, których mijam na ulicy, jak i tych, którym już w oczy patrzyłam. Tych, którzy już przeminęli i tych, którzy dopiero nadejdą. Każde spotkanie jest dla mnie nowe, pierwsze, świeże, pełne bogactw jakie niesie dana osoba. I choćby było to nasze setne wspólne picie kawy, dla mnie jest niewinne, świeżo urodzone, z nowymi smakami i wrażeniami. Jestem jak dziecko, które ukochało sobie jedną bajkę i może ją oglądać nieskończoną ilość razy. Zawsze coś je zaskoczy, poruszy, zaciekawi. Choć zna dialogi na pamięć, zakończenie jest zawsze zaskoczeniem, na które warto czekać.

W dniu, w którym przestanie mnie zachwycać ta kosmiczna mozaika misternie ułożona i kierująca się jedynie sobie znaną logiką, umrę (choć może tu wcale nie ma żadnej logiki tylko czyste jestestwo). A wtedy narodzę się od nowa by zacząć proces przypominania. A stąd już znowu „do zakochania jeden krok”…

Zabawy z czasem

Zabawy z czasem

 

DSCN5893

Oj nie mogłam się dziś zabrać za pisanie. Co chwilę coś mi przeszkadzało… STOP. Kłamstwo! Co chwilę sama się rozpraszałam. Szukałam drobnych wymówek, które wspomogłyby mnie i odciągnęły od posłuchania podcastu i napisania paru słów. Może to świadomość, że do końcówki akcji  „Słucham podcastów w ruchu”, a może to deszcz padający za oknem i tęsknota za latem, słońcem, kropelkami potu na skórze pachnącej olejem kokosowym. Nie wiem, w końcu przestałam się zastanawiać i zrobiłam co trzeba. Wybrałam z listy podcastów jeden z moich ulubionych „The Accidental Creative” i… dostałam pstryczka w nos od Todda bo akurat mówił coś o czasie… Hmm… Znowu Los wiedział lepiej co mi zaserwować na sobotnie popołudnie…

Lekcja ze szkoły kreatywnego Todda

Istnieją trzy podstawowe kłamstwa, jakie sobie mówimy na temat… CZASU.

I

Jak często mówisz, nie mam czasu? Kończy mi się czas? Co się wtedy dzieje? Generujesz fałszywy pośpiech. Próbujesz wcisnąć w grafiku wiele rzeczy na raz. Przypomina to trochę udział w wyścigu, pogoni. Jest tylko jedno ale… gdzieś po drodze między jednym zadaniem a drugim zapominasz co tak naprawdę gonisz i co chcesz osiągnąć. Jest jedynie przymus, presja nie przynosząca żadnych większych efektów. I każda jedna czynność tak samo ważna i każdą jedną trzeba zrobić już-zaraz-teraz.

Czy masz świadomość tego w co inwestujesz swój czas właśnie TERAZ i jakie efekty przyniesie Ci to w przyszłości?

II

Czy jeśli akurat zabierasz się za jakąś pracę nie towarzyszy Ci jednocześnie myśl, że powinieneś robić coś innego? Może umyć podłogę, albo zadzwonić do kogoś, albo sprawdzić profil na FB, albo odpisać na smsa, albo wrzucić zdjęcie na Instagram? Znasz to uczucie, że jest gdzieś, coś, co jest ważniejsze, niż to, co aktualnie robisz? Niby jesteś tu, ale nie do końca, bo część Ciebie znajduje się przy innej czynności i tak tańczysz pomiędzy kilkoma sprawami, żadnej nie poświęcając w pełni siebie.

Czy masz w swoim dniu choćby kilka chwil, kiedy NIKT nie ma z Tobą kontaktu i nie można Cię w żaden sposób złapać? Czy bywasz niedostępny? Czy wyłączasz WSZYSTKIE rozpraszacze i potrafisz się skupić tylko na JEDNYM zadaniu jednocześnie? Czy potrafisz zanurkować w pełni w to, co przed Tobą?

III

Oh! Mam mnóstwo czasu! Zdążę! Spokojnie! Nie ma pośpiechu! Znasz co? Nic Cię nie goni i choć sprawy piętrzą się i mnożą, Ty ze spokojem mówisz, za chwilę, później, luuuuz. Taaa… A w finale zaczynasz szaleńczy bieg. Na ostatnią minutę generujesz presję, która w ogóle nie musiała się narodzić, gdybyś trochę inaczej zarządzał czasem.

A może by tak sprawdzać kilka razy w ciągu dnia, czy naprawdę robisz to, co powinieneś robić i czy jesteś w pełni skupiony na zadaniu? Potraktuj to jako eksperyment, może nawet nastaw sobie budzik na co godzinę. I patrz gdzie jesteś, co robisz i czy właśnie tym powinieneś się teraz zajmować, albo o tym myśleć…

Czy jesteś w pełni obecny, czy może mentalnie podróżujesz? Czy robisz postępy w pracy, którą sobie wyznaczyłeś? Czy jeśli bawisz się ze swoim psem, dzieckiem, kotem, ukochanym, czy jesteś w pełni czy może jedynie ciało świadczy za Twoją obecność? Sprawdzaj siebie. Znajdź sobie jakiś własny przypominacz i sprowadzacz do TERAZ. Czy naprawdę chcesz być na FB czy może właśnie masz do dokończenia jakieś ważniejsze sprawy, ale nagle znajdujesz się na swoim profilu i udostępniasz czyjeś posty… Czy aby nie okradasz sam siebie z czasu?

The end

No lepszego przypominacza nie mogłam dostać! Ha! Co prawda wyrobiłam sobie całkiem fajną umiejętność zajmowania się tym, co ważne i nie mam w zwyczaju odkładania niczego na później, ale… Mogę dopracować samą siebie, mogę podszkolić się z efektywności, mogę jeszcze bardziej zdyscyplinować, bo czasem łapię się na tym, że gdzieś gubię energię i nie koniecznie mi z tym dobrze. Ten tekst mógłby powstać przynajmniej dwie godziny temu… Powstał dwie godziny później. Okradłam się z dwóch godzin pomiędzy… Naprawdę głupio! Dobrze sobie to uzmysłowić i mieć kilka zadań domowych do odrobienia ;-). Kończę ten wpis i obiecuję samej sobie kolejną czynność wykonać uważniej, nie gubiąc minut po drodze na głupoty ;-). Żeby nie było, one też są ważne i potrzebne, ale może nie koniecznie wtedy, kiedy pracuję nad fajnym projektem. Najczęściej wyłączam wszystkie techniczne rozpraszacze, nadprogramowe dźwięki, a kiedy piszę jedynie jedno okienko Worda mam otwarte, tylko czasem jakoś tak mnie podkusi zajrzeć w inne miejsce… No czasem 😉

Kreatywne możliwości

Kreatywne możliwości

DSCN5867

Od przeszło dwóch lat słucham podcastu The Trevelers (nazwa od niedawna, niegdyś Daily Travel). Przewędrowałam przeszło 3 tysiące kilometrów ścieżkami wszelkimi i często za towarzyszy miałam bohaterów właśnie tego podcastu. Dziś, w dniu czwartym akcji „Słucham podcastów w ruchu”, po dłuższej przerwie wróciłam i po raz kolejny oczy mi zwilgotniały od wzruszeń i rozbłysły świeżością.

Fantastycznie słuchać o możliwościach, nowych ścieżkach w samym sobie do odkrycia i o ludziach, którzy wychodzą daleko poza swoją strefę komfortu dając przykład, inspirując, motywując, poruszając lekko przykurzone struny…

Lekcja ze szkoły Rolfa Pottsa

I

Od przeszło dwóch lat mieszkam za granicą. W zasadzie ruszyłam w nieznane z dnia na dzień, pakując najpotrzebniejsze rzeczy, sprzedając i rozdając nadbagaż, nie znając języka. Myślałam, że będzie łatwiej. No było… Inaczej ;-). Ale wyruszyłam z czystej ciekawości tego co jest kawałek dalej poza strefą komfortu, a nawet jeszcze dalej, gdzie nie miałam możliwości narysowania mapy do tego fragmentu mojego życia… Trochę po omacku, nie raz miałam ochotę zawrócić do obwąchanych kątów. Ale wtedy bym się wiele nie nauczyła. I podpisuję się pod tym co mówi Rolf, że fakt podróżowania wpływa na ciekawość, na kreatywność, na patrzenie na życie codzienne w świeży sposób.

II

Podróżowanie popycha do zaczynania ciągle od nowa. To bezustanny akt kreacji. To metafora by z ciekawością eksplorować każdy dzień, niezależnie od tego, czy się przemieszczasz z miejsca na miejsce czy nie, zawsze mogą Cię spotkać niespodzianki, jeśli będziesz czujny, otwarty i gotowy spojrzeć na to co znane z innej perspektywy. Jeśli zechcesz, jeśli poczujesz, że warto coś zmienić, że to życie jakie wiedziesz teraz Cię gniecie, dowiedz się co wymaga renowacji i zacznij malować nowy krajobraz… To nie jest jedynie słuszna droga tylko jedna z wielu możliwości… Wybierz, tę, która będzie dla Ciebie odpowiednia.

III

Podróżowanie może przekształcić Cię w kogoś, kto widzi możliwości a nie przeszkody. Jednak warunkiem poszerzenia horyzontu jest wyruszenie kawałek dalej, tuż za granicę znanego. Tam pojawia się wręcz przerażająca ilość możliwości, bo możesz iść w dowolnym kierunku, gdziekolwiek zapragniesz. I to nic, że się nie wie co dalej, jak będzie wyglądał kolejny dzień. I to nic, że nie będzie coś szczegółowo zaplanowane. Tu pojawia się pole dla kreatywności, inspiracji i możliwości.

The end

Pytanie czy zechcesz je wykorzystać czy dasz się zamknąć w klatce swoich przekonań… Pytanie czy wyruszysz i pójdziesz dalej, czy zawrócisz? Nawet jeśli się potkniesz, idź dalej. Nie wracaj do miejsca upadku. Wyciągnij lekcję, podziękuj za doświadczenie i idź dalej!

Dziś mogę powiedzieć, że wykorzystałam maksymalnie czas jaki sobie podarowałam w obcym kraju. Wycisnęłam możliwości, pobrałam przyspieszony, intensywny kurs życia. I wracam do Polski. Ale nie do znanego i bezpiecznego. Wracam do nowego z przygotowanymi możliwościami skrojonymi specjalnie na moje potrzeby. Co przyniesie mi ten czas? Nie wiem, boję się trochę, ale mimo wszystko wchodzę w TO ;-). Do zobaczenia na szlaku!

A tymczasem jutro dzień piąty podcastowego wyzwania i jak zwykle, zupełnie nie mam pomysłu czego posłucham. Dam się mile zaskoczyć!

Od kłębka do nitki…

Od kłębka do nitki…

DSCN5863

Dziś dzień trzeci akcji „Słucham podcastów w ruchu”. Oj kręciłam się i kręciłam, nie miałam chwili dla spokojności. I w kawałkach i w cząstkach i minutach rozdartych między sprawy ważne i mniej ważne słuchałam dziś dla odmiany czegoś po polsku. Z zaciekawieniem i pewną dozą wstrzemięźliwości ;-). Ale znowu myślę sobie: Kawula, nie bądź ignorantką i zabierz się do tematu uczciwie. A że wpadła mi w oko pewna niewiasta i jej loki, to znowu myślę: lokowane istoty są fajne, trzeba się trzymać razem ;-). I tak oto przesłuchałam trzy pierwsze odcinki podcastu „Po nitce Ariadny”, a w trakcie natchnęło mnie do zrobienia kłębkowo zakręconego zdjęcia z czegom dumna wielce.

Odkurzenie znanego

Dobrze sobie czasem to, co znane ugruntować, odświeżyć usłyszeć trochę inaczej, posmakować z talerza tuż obok. Bo choć sprawy jakie porusza autorka podcastu mi bliskie to jednak podane w skondensowanej i konkretnej przynoszą powiew świeżości. Zatrzymałam się na odcinku o pokonywaniu oporu…

Wszystko… ale jutro!

Jak na złość nie mogłam podcastu posłuchać w całości i spokojności, bo co chwilę mi przerywano, a to potem już do obowiązków, a to gotowanie, a to znowu obowiązki, a to już z psa nakarmić. Noż ile można! A nie jestem osobą, która odkłada sprawy na potem… Doszło w końcu do tego, że zaczęłam sobie wmawiać, że faktycznie napiszę ten tekst jutro, przecież nic się nie stanie i nikt mi głowy za to nie urwie. Tylko, że bardzo tego nie lubię… No nie lubię sobie czegoś obiecać i potem słowa nie dotrzymać… Wyzwania są też po to żeby stawiać się na posterunku. W zasadzie dla samego siebie bo to naprawdę fajne uczycie być wiernym sobie ;-).

Lekcja ze szkoły Ariadny Wiczling

Ostatnio spotkałam się z dwiema koleżankami. I tak się złożyło, że rozmawiałyśmy o sprawach, które po prostu trzeba zrobić i już. Ale jakoś ich nie robimy. I Kawula zacierała ręce, bo miała okazję trochę pokopać towarzystwo motywacyjnie ;-). Bo kiedy skończyły się wymówki, nie zostało już nic innego jak zrobienie tego, co trzeba. To jest proste! Naprawdę… Tylko jak mówi Ariadna kiedy stoimy przed zrobieniem czegoś ważnego dla nas, pojawia się opór. A im większy opór, tym większa i ważniejsza zmiana może nas czekać… I naturalnym stanem jest lęk. Mózg zaczyna mobilizować się do obrony. Chce dla nas dobrze. Bo przecież poza znanym, może czyhać wilk groźny, albo kolce ostre. Po co pchać się na niepewny grunt, skoro można sobie posiedzieć spokojnie w znanym, bezpiecznym i puchatym?

Tu ważne jest „zidentyfikowanie wroga”: Czy to opór przed czymś dla Ciebie ważnym i co chcesz zrobić, ale no jakoś nie możesz się do tego zabrać… czy to strach taki zdrowy i ostrzegawczy, żeby się w jakieś kłopoty nie wpakować. Najczęściej ten opór obłożony mnóstwem wymówek ma nas rozwinąć. Nauczyć czegoś. Wzbogacić. To nie zawsze jest łatwe i przyjemne, ale w finale czeka na Ciebie nagroda. Ty mocniejszy. Ty pewniejszy siebie. Ty odważniejszy.

Kilka dni po naszym kobiecym spotkaniu, każda z nas może pochwalić się jakimś sukcesem. Dostałyśmy turbodoładowania i jedziemy na pozytywnej energii uwolnionej z tego, co było przyblokowane. A to obraz niepomalowany od dawna bo jakaś siła wręcz odpychająca kazała nie malować, a to podanie o pracę dumane i dumane i nie napisane bo tyle rzeczy innych do zrobienia. Dziewczyny zrobiły co miały do zrobienia, a Kawula zajada kokosanki i macha nogami i cieszy się bo właśnie to co sobie obiecała, zrobiła i również jedzie na turbodowładowaniu.

The end

Pokonanie tego, co wydawało się nie do pokonania, zrobienie czegoś co było przekładane potrafi wyzwolić niesamowite pokłady energii. Warto więc iść z tą siłą napędową ku kolejnym wyzwaniom. Zatem z wewnętrznym zadowoleniem kończę com miała zrobić dziś i gratuluję sobie, że nie odłożyłam tego na jutro. Jutro będę miała więcej czasu na zrobienie tego co mnie czeka ;-).

Porcja zdrowej inspiracji

Porcja zdrowej inspiracji

DSCN5853

Jak to dobrze nie zamykać się w głowie swoich własnych przekonań i być czujnym na nowe. Jak to dobrze nie tkwić w wygodnych koleinach i popchnąć się do znalezienia nowego szlaku. Jak to dobrze obiecać sobie coś i dotrzymać słowa. Dziś dzień drugi akcji „Słucham podcastów w ruchu”

Z planów wyszło nieplanowane

Myślę sobie, polecę Wam coś czego słucham od dawna bo to naprawdę dobre pożywienie dla ducha. Ale jak to w życiu bywa, jak się coś zaplanuje to tak jakby Los tylko czekał na okazję by podsunąć nam pod nos coś innego, ciekawszego, nowego. Czy pójdę tym co znane i nie dowiem się o sobie niczego  nowego, czy może z ciekawością zerknę co też za rogiem… Dziś idę po nitce utkanej przez Los. Mój Instagram mówi: patrz Kawula, ktoś fajny polubił twoje zdjęcie, może przyjrzysz się bliżej to zacz? No jasne! I tak trafiłam na energetyczne kobiety Andrea & Katie i ich podcast „Badass and bare”. Dość świeży projekt, więc zaczęłam po bożemu od początku. Coś czuję, że zostanę dłużej! Jest na wesoło, szalono, kobieco ale i poważniej, z dobrym kopem w tyłek.

Jest nas więcej

Wiele można powiedzieć negatywnego na temat technologii i naszych czasów, oj wiele, ale wolę się skupić na jasnej stronie mocy. Gdyby nie Internet nie trafiłabym na te wszystkie fantastyczne osoby, które dzielą się swoim doświadczeniem! Musiałabym sama dreptać kółka aż wydreptałabym jakieś nowe kręgi zbożowe… A tak, mogę podpatrzeć jak inni coś robią, jak sobie poradzili, jak doszli tam gdzie doszli i co po drodze pokonali. Mogę skorzystać z ich narzędzi, dać się zainspirować, pokonać coś w sobie. To poczucie, że nie jest się samemu nie raz przyniosło mi pocieszenie. Ktoś czuje podobnie. Ktoś ma podobne doświadczenia. Ktoś ma podobne marzenia. Ktoś ma podobną wrażliwość. Ktoś robi coś, po swojemu, w wyjątkowy i unikalny sposób, ale jednak podobnie. Mamy różne drogi, ale fantastycznie jest na chwilę spotkać się na jednej wielkiej autostradzie życia i nie mknąć z prędkością światła, a w spowolnionym tempie podzielić się sobą, zajrzeć sobie w dusze, wymienić tym co w nas najlepsze, zobaczyć w sobie nawzajem swój największy potencjał, docenić, pochwalić i iść dalej.

Kilka wniosków z dzisiejszej lekcji u Andrei

DSCN5855Dziś zasiadłam na kilkanaście minut przy kawie i między jednym łykiem puszystego cappuccino a drugim kiwałam potakująco głową. No tak, mam podobnie, acha, tak to się robi, o ciekawie, spróbuję…

I

Daj sobie pozwolenie by robić to, na co masz ochotę, to co chcesz. Nie ograniczaj się. Nie chowaj w cieniu innych ludzi. Rób swoje i ciesz się tym! Ale tak szczerze i na maksa. Pamiętaj jednak żeby nie okłamywać samego siebie. Bądź ze sobą szczery. Proste? O nie tak bardzo ;-). Ale da się! Skoro inni pyknęli… Andrea korzystała z pomocy coacha. Stopniowo zaczęła puszczać kontrolę. I już nie musiała mieć zaplanowanego menu na cały tydzień. I już nie musiała wiedzieć co się jutro wydarzy. I już nie czuła takiej silnej potrzeby, żeby mieć wszystko dobrze zaplanowane. Puściła. Zaczęła ufać. A kiedy znowu się zakręciła w tańcu z kontrolą na jej drodze stanęły odpowiednie osoby, albo książki. Jedna z nich zmieniła jej życie. Więc idąc za jej radą zakupiłam od razu  „The Surrender Experiment”. Ciekawa jestem co Michael Singer ma mi do przekazania. Nie często mam chęć kupienia książki w zasadzie po usłyszeniu zaledwie kilku zdań… Czekam więc niecierpliwie na dawkę porządnych witamin dla duszy. Na amazon zawsze można liczyć, więc za dwa dni rozsiądę się w świecie Singera ;-).

II

Pozwól sobie czuć to co czujesz, kiedy przechodzisz zmiany. Ha! Idealne dla mnie! Aktualnie u Kawuli poważne przemeblowanie życiowe i czasem się zastanawiam czy aby powinnam czuć to co czuję, bo pewne sprawy to nie przystoi… Więc proszę. Mam pozwolenie ;-). Nie ma co zjadać emocji bo to kalorie dużo cięższe niż czekolada, chipsy i gorgonzola razem wzięte :-). Szkoda zdrowia, ciało może pomieścić wiele stresu, ale nie muszę mu dokładać więcej. Dlatego teraz pochlipuję nosem i skaczę w rytmie „Larger than life”. W zasadzie nie da się długo tańczyć i płakać jednocześnie. Nie do tej piosenki! 😉

III

Kamienie na naszej drodze pojawiają się nie po to, żeby nas poranić. Potraktuj je jako zachęta do zmiany perspektywy. Podskakuj w rytmie nadanym przez ich kształt. Pozwól by cokolwiek miało przyjść, przyszło. Tak czy siak się wydarzy, więc nie stawiaj zbytnio oporu, a w finale i tak spotka Cię dużo więcej niż sam mógłbyś wymyślić. Wszystko naprawdę działa na Twoją korzyść i jest takie jakie być powinno. To brzmi banalnie, ale tak działa u Andrei, tak działa u Kawuli, a że jest nas na pewno więcej to może spróbujesz trochę mniej się napinać ;-). Szkoda energii na walkę ze sztormem. To nie jest proste, ale nic nie tracisz próbując innego sposobu myślenia i działania, a czasem może i nie działania…

The end

Kawa dopita, a mnie się załadował kolejny podcast. Idę z psem na spacer. Zobaczymy gdzie nas to doprowadzi. Może jutro raport akurat z tej wyprawy… Tymczasem zachęcam do zerknięcia na stronę FB gdzie wymiana podcastowych inspiracji wędruje od postu do postu. Odmeldowuję się do zadań w podgrupach, a o wszelkich szalonych efektach twórczej pracy nie omieszkam napisać stosownego raportu. Zjawię się na posterunku jutro!

Wielka magia dnia powszedniego

Wielka magia dnia powszedniego

DSCN5852

Nieprzypadkowym przypadkiem…

Lubię mówić, że coś mi się przydarza nieprzypadkowym przypadkiem. W zaplanowaniu niezaplanowanie się dzieje. Głowa chłonna, przestrzeni we mnie sporo, zmysły dostrojone do częstotliwości odbioru subtelnych inspiracji. Przyszły w postaci akcji „Słucham podcastów w ruchu”. Śmiesznie, bo początkowo pomyślałam, e po co mi to, przecież i tak słucham od przeszło dwóch lat regularnie podcastów anglojęzycznych, więc czemu mam się bawić w siedmiodniowe słuchanie? A potem puknęłam się w głowę i wyśmiałam własne ograniczenie umysłowe! Przecież to wspaniała okazja, żeby poznać nie tylko nowe podcasty, ale też potrenować własną kreatywność i wycisnąć z niej jakieś soczyste kąski! Więc siadam do drugiego dziś cappuccino…

Nastrojona na odbiór

I tak oto przeglądam moją listę podcastów w aplikacji Podkicker Pro i myślę: Hmmm gdzieś mi zaginęły ‚The Magic Lessons’ z Elizabeth Gilbert. Swego czasu słuchałam niesiona falą jej ostatniej książki „Big Magic”, którą schrupałam na poczekaniu w wersji angielskiej. A kto szuka, znajduje niespodziewanki! Ha! I chwała tym, co tę akcję podcastową wymyślili bo dziś nie dość, że przepadłam na przeszło godzinę to jeszcze mogę się podzielić i zaprosić innych by też przepadli i wpadli po garść solidnej dawki dobrej energii do The School od Greatness with Lewis Howes!’ Nowiuśki podcast znalazłam i już zacieram ręce, bo facet wie co robi, a robi to tak jak lubię najbardziej, inspirująco, motywująco, na luzie, z dużą dawką empatii, uważności i zaciekawienia drugą osobą. A że kocham Liz miłością wielką to i trafiłam od razu na epizod z nią w roli głównej. Ach cóż to była za uczta! Przyniosła mi uśmiech, wzruszenie i znajome ciarki ;-).

DSCN5848Kilka wniosków z dzisiejszej lekcji u Lewisa

Kawula gotowała i słuchała. Kawula siedziała na białej sofie i słuchała. Kawula patrzyła za okno i słuchała. A czasem podglądała na youtube jak sobie towarzystwo rozmawia ;-). I notatki robiła coby nie zapomnieć… Oczywiste oczywistości odświeżone, utwardzone zroszone nową jakością smakują zdecydowanie lepiej.

I

Wyobraź sobie, że właśnie się poznajemy. I wcale ale to wcale nie interesuje mnie czy masz rodzinę, ile zarabiasz i gdzie pracujesz. Nie. Mnie interesujesz Ty prawdziwy, więc zapytam: Co jest teraz najbardziej ekscytującego w Twoim życiu, albo: Co teraz Cię ekscytuje najbardziej? Masz to! To tam jest! Podziel się! Niech Twoje oczy rozbłysną! Tak często zadajemy pytania, które raczej skłaniają ku narzekaniu, ale jakże fajnie jest pogrzebać trochę głębiej, w tych warstwach pozytywizmu i dać się zainfekować radością.

II

Dlaczego myślisz ciągle o tym, czego nie masz. Dlaczego skupiasz się na ilości lajków, sprzedanych egzemplarzach, cyfrach które mogłyby wpłynąć na konto… A gdyby tak po prostu robić swoje, codziennie z dobrą energią, dla samego siebie, dla tych, którzy już są obok. Uszanuj to, co już jest. Nie patrz hen wysoko w górę wypatrując jednorożców. To, co ważne możesz mieć blisko, bliziuteńko, pod stopami. Jak mawia Liz „Keep showing up” a reszta się sama o siebie zatroszczy.

III

Pasja… A skąd mam wiedzieć, czy to już jest TO? A może coś innego jednak? Gdzie i jak jej szukać? Jak rozpoznać? Cóż… Jeśli się ją ma po prostu się to wie i czuje i nie kwestionuje. Jak znajdziesz, poczujesz całym swoim istnieniem. Tej pewności nie da się pomylić z niczym innym. I pozostań temu wierny. Jak? ”Keep showing up” ;-).

IV

Czekasz na ZNAK? Taki wielki, ogromny? Żeby morze się rozstąpiło i takie tam? No to powodzenia! Czekając na coś znaczącego możesz przegapić podmuch motylich skrzydeł… Czekając na głos samego Stwórcy, możesz przegapić go pod postacią pierwszego jesiennego liścia spadającego Ci na ramię. Czy zauważysz czy strzepniesz?

V

Przestań być ofiarą i ciągle tłumaczyć się, że ten typ tak ma, że nie umiesz inaczej, że rodzice Ci nie dali wzorca, że nie nauczyli i tego typu historie. To wygodne! A może by tak zapytać tych co mają te funkcje, których ty nie posiadasz? A może poczytać jak inni to robią? Pobierz nauki, zainspiruj się, pobadaj, bądź ciekawy, rozwijaj się. Są ludzie, książki, filmy. Przecież nikt nie mówi, że potrafi wszystko i emocjonalnie jest zdolny do wszystkiego. Na szczęście są nas miliardy ludzi na świecie i możemy się od siebie nawzajem uczyć! Jeśli uważasz, że czegokolwiek Ci brakuje, wiedz, że dookoła Ciebie są fachowcy! Oni mogą Ci pomóc. Dookoła Ciebie są nieskończone możliwości! Bądźmy więc wiecznymi uczniami.

The end

Jestem zainfekowana pozytywną energią po same końcówki loków i nie zawaham się jej użyć! ;-). Zachęcam naprawdę do poszukiwań podcastowych i dołączenia do grupy na FB i wymiany inspiracji. Wystarczy zainstalować sobie aplikację umożliwiającą pobieranie podcastów, ja używam Podkicker Pro. Lubię pływać w oparach motywacji i pozytywnych wibracji kiedy zdobywam zielone ścieżki z moimi wiernymi towarzyszami kijami doNordic Walking, albo podczas pitraszenia w kuchni. Ale każdego jednego podcastu można słuchać też online. Kto szuka znajdzie. Sami się przekonajcie jak bardzo warto ;-).

I… „Keep showing up” 😉