Historia żółtej kaczuszki

Dobry dotyk

Mama dotyka nosem mojego policzka. Rysuje na nim trzy kręgi, a potem zatrzymuje się na środku i jakby naciska niewidzialny guzik mówi: „pip, pip, pip”, za każdym razem odrywa nos i delikatnie przyciska. Jedno dotknięcie, jedno „pip”.

Nie wiem dlaczego tę zabawę przed snem nazywałam „kaczuszką” i dlaczego trącanie „kaczym dzióbkiem” uznawałam za pieszczotę, ale wtedy dziecięca gorączka szybciej opadała, a w nocy ból ciała tak bardzo nie dokuczał.

Dużo chorowałam. Dobrze pamiętam samotność i moje małe pośladki, na których kończyło się miejsce na kolejne zastrzyki. Całymi dniami sama. Czasem dzieciaki z klasy, krzyczały pod moimi oknami na przerwach, nie pamiętam co, ale dawały poczucie realności, którą zaczynałam gubić w czytanych baśniach i tych wszystkich wysłuchanych bajkach, jakie mieszkały w metrach taśm szpulowych.

A wieczorami pojawiała się mama i była kaczą mamą, która czule trącała dziobem swoje pisklę.

Mogłabym pamiętać te wszystkie lata nie-dotyku. I pamiętam. Ale z jakiegoś powodu, kiedy mi smutno, kiedy chcę być tylko małą Agnieszką, zamykam oczy i słyszę „pip, pip, pip”.

Zaklęcie kaczego dzioba koi.

Trudno te mamine muśnięcia nosem po policzku nazwać dotykiem, a jednak… Miałam wtedy z siedem lat i to moje pierwsze wspomnienie dobrego dotyku. Możliwe nawet, że jedyne, jakie jestem sobie w stanie przypomnieć z „wtedy” do „względnej dorosłości”.

To poczucie bycia jedyną, specjalną, żółtą kaczuszką w ptasim świecie, towarzyszy mi podczas każdej sesji masażu, w każdym ruchu, który wykonują moje ręce. To uczucie przekazuję moim uczniom.

Tak niewiele, mieści w sobie największe zmiany. Tak niewiele, potrafi zakopać nawet głębokie dziury nie-miłości. Wystarczy kogoś dotknąć…

Martwe strefy na ciele

– To ja mam tu napięcia?

– Ojej, nie wiedziałam/łem, że tu można masować!

Między żebrami, w zakamarkach mostka, głęboko w stawach, na szyi, mamy takie miejsca, których się nie dotyka. Zapomniane kawałki ciała, które pomasowane, dostrzeżone, uwalniają ogrom przytkanej energii życiowej.

Podczas masażu hawajskiego lomi lomi nui docieram właśnie do tych rejonów mało oczywistych, tych zapomnianych przez nas samych i uznawanych, że przecież tam to nie ma nic „ciekawego”.

A jest, i to ile!

Opowiadam też o tym, jak bardzo wystawa „Human body exhibition” wpłynęła na mnie i moje postrzeganie ciała, a także na mój masaż.

Masaż zaczyna się po masażu

Ile osób, tyle efektów „after” lomi lomi nui.

Niektórzy po masażu fruwają i mogę iść kopać ogródek, albo przenosić meble przez pół nocy, a rano od nowa. Niektórzy najchętniej zostaliby na stole do masażu i spali. Niektórzy mają chwilowe zawroty głowy. A większość idzie od razu po masażu siku ;-). Prawda jest taka, że masaż zaczyna się po masażu.

Ciało oddaje tyle napięć ile zdoła, robi się miejsce dla limfy, krwi, nerwów, tlenu. No i się zaczyna praca ciała. Wtedy można się czuć różnie. Nie zawsze przyjemnie i super ach i och. Czasem dwa, trzy dni jest etap „zostaw mnie w mojej jaskini, teraz nie ma mnie dla świata”, a potem następuje turbodoładowanie energetyczne.

A czasem jest odwrotnie, nagły wystrzał energii i „nic mnie nie zatrzyma”, a po dwóch dniach spadek formy i zawirowania. Bywa różnie. A czasem nic się nie dzieje poza „zwykłym odpoczynkiem”.

I o tym opowiadam dziś na filmiku.

——

Zapraszam na indywidualny i intensywny kurs Lomi Lomi Nui dla każdego: https://agnieszkakawula.pl/about/

Zapraszam też do mojego podcastu. Raz w tygodniu wieści z mojego świata: https://radiokawula.pl/

Co to znaczy, że ciało ma pamięć?

„Coś” Ci wlazło w plecy. Tyle stresów w pracy i kark boli. Ktoś Cię wkurzył i zaczyna boleć brzuch, łopatka albo głowa. Stres zawsze znajdzie sobie kawałek ciała, w którym może się schować. Bo takie jest nasze ciało, ono chłonie. Ono pamięta. Jest jak wielki album ze zdjęciami. Od Ciebie zależy do jakich wspomnień powrócisz i co one z Tobą zrobią.

Bo pamięć potrafi i boleć, ale też przynosić ukojenie. Ty wybierasz co oglądasz na ekranie swojego ciała. Ale bywa też tak, że te najtrudniejsze historie chowają się bardzo głęboko. I same nie wyjdą. Wtedy warto im pomóc na przykład dobrym masażem albo automasażem.

To moje super moce, które są ze mną od 13 lat i one naprawdę potrafią wyciągnąć niezłe śmieci 😉

——-

Więcej o automasażu na https://rozmasujto.pl/ czyli zrób to sam 😉

A o przygodach ciała i emocji wszelkich gadam raz w tygodniu: https://radiokawula.pl/

Tęsknota

Z brzucha

Jak się odchodzi od siebie? Szybko. I na nic mądre książki, wykłady hinduskich mistrzów czy całe ściany cytatów inspiracyjnych na Instagramie. Kiedy odchodzi się od siebie, tych kroków nie słychać. Czasem gdzieś zamruga lampka ostrzegawcza, ale rzucasz jedynie: „Potem się tym zajmę”. I pół roku później jesteś już o kilkadziesiąt przekroczonych granic za daleko.


W ten Nowy Rok pozdrawiam Cię zza granicy. Nie, nie tej egzotycznej, ciepłej i takiej beztroskiej, jakiej sobie życzyłam i jaką planowałam. Tam, gdzie byłam raził mnie neon z napisem: „Jak ja się tu do cholery znowu znalazłam?”. I gapiłam się na niego leżąc pod kroplówką. I głodu nie mogłam zapchać żadnym jedzeniem, bo ciało bolało. Leżałam pod kocem wstydu i nie wierzyłam: „Serio? Ty?! Tęczowa, kolorowa, radosna, a jakby z węgla kamiennego?!” Tak. Ja też odchodzę daleko.


Kiedy odejdzie się zbyt daleko od siebie, w końcu w brzuchu zagra tęsknota. Rozejdzie się echem po pustych komnatach wewnętrznego skarbca. „Ktoś mnie obrabował? Kiedy?! Jak?! Dlaczego nie zadziałał alarm?!”. A to nie kradzież, tylko na własne życzenie przecieki. Podstępne. Ciche.


Myślałam, że dbam, że ładuję, że pielęgnuję. I to była prawda. Tylko nie wzięłam pod uwagę zmienionej rzeczywistości. Ilości podjętych nowych wyzwań. Setki nowych bodźców. Operowałam starą ładowarką w nowym systemie. Myślałam, że dając sobie tyle, ile dawałam, będzie okej. Nie było. I choć nie wiem czy starczy mi odwagi do takiego dbania o siebie, jakiego potrzebuję, podejmę odpowiednie działania. Bo jak się za sobą tęskni to najgorzej. Więc wracam. Bo fajnie się śmiać z pełnego brzucha bliskości.

A Ty? Gdzie jesteś? Co słyszysz?

Jak odnaleźć współrzędne GPS do samego siebie?

Jak odnaleźć współrzędne GPS do samego siebie?

Ciało. Dane nam od urodzenia. Bez żadnej instrukcji obsługi. Wrzucone na głębokie wody życia. Idź człowieku, żyj. Ale człowiek nie wie jak. Po drodze gubi. Siebie, łączność z ciałem, intuicją, radością.

Tak trudno znaleźć drogę powrotną, taką harmonijną, spokojną i lekką. Tak trudno rozwikłać zagadkę emocji i dobrej komunikacji z samym sobą.

Nie lubię. Nie chcę. Nie mogę na nie patrzeć. Boli. Wstydzę się go. Ukryć. Zmienić. Marzyć o innym. Nie czuć. Zapomnieć.

Jak to możliwe, że ciało wybacza nam dość szybko, ale my sobie już nie bardzo? 

Ciało jest jak drzewo z gigantycznymi słojami, można z niego wyczytać wszystko. Dlaczego tak trudno porozmawiać z samym sobą? Dlaczego tak szybko gubią się współrzędne GPS do własnego wnętrza?

Nie zliczę jak często chciałam mieć inne ciało, inne talenty, inne życie… Jeździłam po wertepach samej siebie. Dziwiłam się, że żyję, ale zupełnie nic o sobie nie wiem i tak bardzo chciałam żeby inni mi coś na ten temat poopowiadali. I mówili. Jaka być powinnam, co mogę, a czego nie. Upychałam ich słowa w ciele, aż zamieniłam się w dmuchany ponton dryfujący po obcych wodach.

Odpływałam. Tak daleko od siebie. Nie byłam w stanie usłyszeć niczego.

Dopiero dobry dotyk hawajskiego masażu sprawił, że poczułam coś innego niż ból. Jeszcze nie umiałam tego nazwać. Mało wiedziałam o emocjach. Znałam tylko smutek i czerń. Dopiero kiedy pół roku później pojechałam na kurs Lomi, zaczęłam odkrywać kolejne kawałki siebie, wyglądały nieśmiało zza ścian oblepionych smołą. Trzy lata później zaczęłam uczyć innych jak dotykać siebie, czuć swoje ciało, widzieć je głębiej, słyszeć szum pamięci i odławiać z niej zgniłe rany.

Tam, gdzie kiedyś rwąca rzeka krwi, dziś rosną rośliny, które nie żywią urazy. Dziś cieszę się, że mam właśnie to, a nie inne ciało. Dziś obejmuję się ramionami, czuję ile się uwolniło i przestało straszyć koszmarami nocy. Nie jestem już zgubą.

Dłońmi można tyle usłyszeć. Nie tylko w innych, ale przede wszystkim w sobie. I o tym lubię mówić, tego uczę na indywidualnych kursach masażu. I cieszę się, kiedy ktoś po sesji masażu przypomina sobie ważne sprawy i znajduje współrzędne GPS do samego siebie.