Zaznacz stronę
Jak odnaleźć współrzędne GPS do samego siebie?

Jak odnaleźć współrzędne GPS do samego siebie?

Ciało. Dane nam od urodzenia. Bez żadnej instrukcji obsługi. Wrzucone na głębokie wody życia. Idź człowieku, żyj. Ale człowiek nie wie jak. Po drodze gubi. Siebie, łączność z ciałem, intuicją, radością.

Tak trudno znaleźć drogę powrotną, taką harmonijną, spokojną i lekką. Tak trudno rozwikłać zagadkę emocji i dobrej komunikacji z samym sobą.

Nie lubię. Nie chcę. Nie mogę na nie patrzeć. Boli. Wstydzę się go. Ukryć. Zmienić. Marzyć o innym. Nie czuć. Zapomnieć.

Jak to możliwe, że ciało wybacza nam dość szybko, ale my sobie już nie bardzo? 

Ciało jest jak drzewo z gigantycznymi słojami, można z niego wyczytać wszystko. Dlaczego tak trudno porozmawiać z samym sobą? Dlaczego tak szybko gubią się współrzędne GPS do własnego wnętrza?

Nie zliczę jak często chciałam mieć inne ciało, inne talenty, inne życie… Jeździłam po wertepach samej siebie. Dziwiłam się, że żyję, ale zupełnie nic o sobie nie wiem i tak bardzo chciałam żeby inni mi coś na ten temat poopowiadali. I mówili. Jaka być powinnam, co mogę, a czego nie. Upychałam ich słowa w ciele, aż zamieniłam się w dmuchany ponton dryfujący po obcych wodach.

Odpływałam. Tak daleko od siebie. Nie byłam w stanie usłyszeć niczego.

Dopiero dobry dotyk hawajskiego masażu sprawił, że poczułam coś innego niż ból. Jeszcze nie umiałam tego nazwać. Mało wiedziałam o emocjach. Znałam tylko smutek i czerń. Dopiero kiedy pół roku później pojechałam na kurs Lomi, zaczęłam odkrywać kolejne kawałki siebie, wyglądały nieśmiało zza ścian oblepionych smołą. Trzy lata później zaczęłam uczyć innych jak dotykać siebie, czuć swoje ciało, widzieć je głębiej, słyszeć szum pamięci i odławiać z niej zgniłe rany.

Tam, gdzie kiedyś rwąca rzeka krwi, dziś rosną rośliny, które nie żywią urazy. Dziś cieszę się, że mam właśnie to, a nie inne ciało. Dziś obejmuję się ramionami, czuję ile się uwolniło i przestało straszyć koszmarami nocy. Nie jestem już zgubą.

Dłońmi można tyle usłyszeć. Nie tylko w innych, ale przede wszystkim w sobie. I o tym lubię mówić, tego uczę na indywidualnych kursach masażu. I cieszę się, kiedy ktoś po sesji masażu przypomina sobie ważne sprawy i znajduje współrzędne GPS do samego siebie.

Jak masować by pomóc?

Bo dobry dotyk ma każdy. Pytanie do czego wykorzystujemy swoje dłonie codziennie: do stawiania murów i rzucania kamieniami czy do przytulenie, ukojenia, przyłożenia dłoni do bolesnych miejsc. Jak wywołać w sobie miękkie i dobre uczucia zanim się dotknie kogoś lub samego siebie? O tym opowiadam w filmie 😉 I sporo mają z tym wspólnego słodkie szczeniaczki! A więcej o masażu i jego terapeutycznych aspektach na życie moje i moich klientów, znajdziesz u mnie na blogu:

Dobry dotyk. Tęsknisz czy doświadczasz?

Dobry dotyk. Tęsknisz czy doświadczasz?

Wyobraź sobie, że ktoś Ci mówi: – Jesteś bezpieczny. Możesz spokojnie odetchnąć. Podziwiam Cię. Wzruszasz mnie. Fajnie, że jesteś.

A teraz wyobraź sobie, że człowiek milczy, ale dotyk mówi wszystko. Miękkie dłonie ułożone na Twoim ciele. Nawet nie muszą się poruszać. Ot, swobodnie leżą na Twoich ramionach.

Psychoterapeuta Patrick Casement powiedział: „Będę Cię trzymać tak długo, aż będziesz gotów utrzymać się sam”. Co to może znaczyć?

Piętnaście lat temu moja przyjaciółka masażystka i fizjoterapeutka zaprosiła mnie na sesję przytulania. Powiedziała: – Aga przyjdź, usiądziemy na kanapie i będę Cię przytulać przez minimum dziesięć minut.

Zgodziłam się, ale wiecie jaka była moja pierwsza myśl? To będzie jakiś koszmar!

I początkowo był, choć przytulała mnie przecież przyjaciółka. Jedyny człowiek w tamtych latach, którego dopuściłam do siebie.

W trakcie moja głowa pękała od myśli: – O Boże, kiedy to się skończy?! Co ona sobie o mnie myśli?! Spociłam się i pewnie śmierdzę! Zaraz się uduszę! Wszystko mnie swędzi. Zimno mi. Ale to jest dziwne. I co, mam siedzieć jak taki kołek? Puść mnie już!

Kiedy położyła jedną dłoń na mojej potylicy, a drugą na środku pleców, pierwszy raz w życiu poczułam brak dotyku w moim życiu. Tak, brak. I że to bardzo, bardzo smutne być go pozbawionym. I nawet nie wiedzieć, że można za nim tęsknić.

Tamta sesja przytulania, nauczyła moje komórki dotyku takiego, który wypełnia czarne dziury w duszy, a twarde, zimne blizny ciała, przykrywa ciepłem.

Dlatego nawet jeśli nie znasz dobrego dotyku, wystarczy, że znajdziesz kogoś, czyje ramiona i dłonie powiedzą: – Masz moje wsparcie. Ty i cała Twoja historia. A nawet wszystkie Twoje myśli. Daj się przytulić. Poproś kogoś zaufanego. Zniknij w bezpiecznym objęciu. I zobacz co Ci to zrobi, o czym przypomni, co przyniesie, a co zabierze.

Albo idź na masaż, jak mój ostatni klient, który na pytanie: – Co Pana do mnie sprowadza? Odpowiedział: – Przyszedłem po dobry dotyk.

PS A z czym Tobie się kojarzy dobry dotyk? Czym jest dla Ciebie?

Kawula pisze listy

Newsletter jak list do bliskiej osoby

Ja to jednak potrafię samą siebie zadziwić! I ogarnąć tematy, które nawet rok temu były dla mnie jak wizyka jądrowa!!! Serio! Ale się zawzięłam i naumiałam. I choć nikt mi za to nie płaci to mam satysfakcję, że jednak kurcze jestem wyuczalna, samozaparta i za to siebie podziwiam bardzo.

Dziś popełniłam swój pierwszy landing page! No wiecie, taką stronę na której możecie się na przykład zapisać na mój absolutnie fajny listo-newsletter. Żadne tam nury na pudy. Właśnie zasiadam do pisania porządnego listu. I pisać będę w nim o tym, o czym gadam na filmie ;-).

Bo newslettery choć kiedyś wywoływały u mnie nudności na samą myśl o ich otrzymywaniu, tak teraz pokochałam. A to za sprawą www.kobiecafotoszkola.pl, www.paniswojegoczasu.pl, www.moonlights.com.pl, www.latajacaszkola.pl, www.alohamagdalena.com (moje lomi dziecko z Islandii piszące po angielsku).

Polecam Wam dziewczyny (i może znajdę jakiegoś mężczyznę też ciekawie piszącego to polecę!)

I choć moja dzisiejsza praca nie ratuje w zasadzie niczyjego życia i nie przyczynia się w zasadzie do niczego specjalnego to może za rok będę mogła powiedzieć: Kawula, a pamiętasz jak 13 ego września płakałaś, że jednak Ci to wszystko nie wyjdzie i szkoda Twojego czasu na pracę, która Ci jeść nie daje? No to patrz jak bardzo się myliłaś…

A może w dzisiejszym świecie nikt już nie potrzebuje dobrych treści? Jak jest? Potrzebujecie? I co w ogóle znaczy dobra, wartościowa treść dla Ciebie?

Po moje listy możecie się zapisać tu: https://mailchi.mp/bdf79cea9d48/listodkawuli

albo po prostu na dole strony zapisując się na newsletter 😉

Jak się robi szczęście?

Jak się robi szczęście?

Uparłam się. Na szczęście, no, żeby szczęśliwą być. Tak więc moje podstawowe zasady brzmią:

– sram tęczami od godziny 6 rano, wcześniej wszyscy domownicy, którzy nastawiają budzik na 5.45, a powiedzieli, że na 5.55 są narażeni na atak metali ciężkich

– wykreślam z mojego słownika słowo „trudno, trudne, lub zajebiście trudno” – bo używam go zbyt często, a to się już robi naprawdę trudne, a przecież w tym trudnym jest też tyle lekkiego, tylko jakoś tak utarło się na pytanie: – Co słychać? Lepiej odpowiadać – No wiesz, fajnie, ale jednak… Jakby szczęście było na cenzuralnym.

– jem chipsy kiedy chcę i ile chcę i to nic, że przecież jestem fit

– nie tłumaczę się ze swojego życia, choć bardzo bardzo bym chciała, żeby wszyscy mnie lubili

– kilka razy dziennie słucham hitów muzycznych nastolatek i cholernie mi to wchodzi w mózg, a nawet się podoba (taka na przykład Natti Natasha – Instagram czy Shawn Mendes, Camila Cabello – Señorita)

– mam w pracy fajną szefową, no i w ogóle fajną pracę mam

– nawet jeśli szósty dzień umieram na ból głowy i jestem dość męcząca dla otoczenia, staram się zasnąć z poczuciem, że powiedziałam też dużo dobrych słów, bo mogę się jednak nie obudzić, a głupio znowu inkarnować tylko po to, żeby wszystkich przepraszać

– przejmuję się w zasadzie wszystkim i wszystkimi, którzy są dla mnie bliscy i to nic, że część z tych bliskich zostawia na mnie tysiące włosów każdego dnia (i jakoś paradoksalnie to daje mi szczęście na równi z siwymi włosami)

Ale przede wszystkim jestem uparta. Bo szczęście się robi, głównie w głowie. A żeby je zrobić trzeba wyrobić sobie w cholerę nowych guzików i dezaktywować te z bombami jądrowymi, które potrafią rozpieprzyć wszystko, co dobre w sekundę.

Czapka pełna szczęścia

A tak naprawdę to wystarczy ubrać taką zajebistą czapeczkę jaką mam ja, zakręcić czerwonym wiatraczkiem trzy razy, okręcić się dookoła własnej osi pięć razy, podskoczyć, zjeść chipsa, otrzepać sól i już. Oto jest, szczęście!

Miłość mieszka w dłoniach

Miłość mieszka w dłoniach

Jest upalne, czwartkowe popołudnie, a ja próbuję sobie przypomnieć kto i kiedy dotknął mnie po raz pierwszy tak, jakby w dłoniach mieszkała cała miłość tego świata. Zrobiłam sobie zimną kawę, ukroiłam kruche ciasto wiśniowe i zadowolona usiadłam na balkonie. „No, dalej – myślę –  przypomnij sobie”. Ale jedyne co pamiętam to trzask prawie rozdzieranych mięśni na moich nagich pośladkach i udach, kiedy dostawałam lanie skórzaną, psią smyczą i tego jak bolało noszenie spodni. Pamiętam dużą, męską dłoń, która spadała na moją głowę raz za razem, bo nie mogłam zapamiętać tabliczki mnożenia i to jak szybko przestaje się czuć. Cokolwiek. Pamiętam też duże, krawieckie nożyczki w swojej lewej dłoni i jak uderzałam nimi w prawy nadgarstek. Żeby jednak poczuć. Choćby ból.

Dwadzieścia lat później, w dość obskurnym gabinecie masażu w Warszawie do którego trafiłam „ z przypadku”, usłyszałam od mężczyzny, który mógłby być moim dziadkiem: – Pani nigdy nie uderzy dziecka. A potem dotykał moich lędźwi tak, jakby nakładał niewidzialny balsam na te poszarpane przed laty bólem mięśnie. Pracował w milczeniu, ja płakałam. I choć nie rozumiałam co się ze mną dzieje, czułam, że to jest dobre, a to co ołowiane i zimne, zamienia się w miękkie i ciepłe.

Dobry dotyk

Więc jeśli Twoje ciało nosi w sobie historie bólu, wiedz, że dotyk jest potężnym lekarstwem, a w dłoniach naprawdę może mieszkać cała miłość tego świata. I taki dotyk praktykuję, takiego dotyku uczę, bo takim mnie dotknięto.