Zaznacz stronę
Wszystko, co wiem o ciele…

Wszystko, co wiem o ciele…

Wszystko czego dowiedziałam się o masażu Lomi Lomi Nui, powiedziało mi moje ciało.

Znam strach przed dotykiem. Nawet tym najbliższym. Dyskomfort przytulenia i wewnętrzne drapanie, kiedy ktoś stał za blisko mnie. Długo uczyłam się, że dłoniom i ramionom można zaufać, że nie wszystkie krzywdzą i zostawiają siniaki.

Dwanaście lat temu trafiłam do pana Andrzeja, masażysty i zielarza z Warszawy. To co zapamiętałam to ogromny strach przed dotykiem. Ale wystarczyło, że spojrzał na moje ciało i wiedział… Dotykał mnie tak, jakbym była jego najdroższą wnuczką, która odnalazła się po latach. Zaufałam. W drodze powrotnej płakałam. To były czasy, kiedy pociąg do Gdyni jechał 7h. Było mi wstyd tak długo i publicznie płakać, ale nie umiałam tego powstrzymać. Nie do końca wiedziałam co się ze mną działo, ale czy jeśli łzy nie płyną latami, można spodziewać się czegoś innego?

Nie wiedziałam, że ciało jest ważne, że może być mu przyjemnie, że potrzebuje być szanowane i kochane. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby szanować siebie. Ciało służyło do bólu. Jedynie poprzez ciało i zadawanie mu bólu, możliwa była minimalna ulga emocjonalna.
Dlatego wiem, że ciało potrzebuje czasu by zaufać. Przede wszystkim Tobie samemu. Że nie wystawisz go na pierwszą linię frontu jako mięso armatnie, nie będziesz zmuszał do pracy, która zabiera Ci sen, spokój i skręca żołądek w setki supełków. Że nie będziesz mówił TAK, kiedy wszystko w Tobie krzyczy NIE, że zaczniesz odkrywać przyjemność, że łzy są chciane, nawet jeśli smutek ciągnie się kilka dni, a nawet tygodni. Że popatrzysz na siebie i swoje osiągnięcia życzliwiej, docenisz, a jeśli trzeba, przed samym sobą rozwiniesz czerwony dywan.

Czuję strach Twojego ciała, kiedy masuję Cię po raz pierwszy. To tak jakby ciało mówiło do Ciebie: hej, boję się, nie wiem co to znowu jest, taki masaż, czy aby na pewno chcesz dla mnie dobrze? Trudno się dziwić, w końcu tyle razy się na Tobie zawiodło… Daję więc czas, Twoim plecom, by otwierały się przede mną stopniowo i wpuszczały w te napięcia, które mam uwolnić jako pierwsze. Twoje stawy trzeszczą z obawy, że co to będzie jak ja je tak powyginam i co tam znajdę. Więc poruszam Twoimi nogami i rękoma powoli, przytulam, dotykam ciepłem, a kiedy trzeba przytrzymuję na granicy cofnięcia i odpuszczenia. Razem łatwiej dotrzeć do relaksu. Ale to relacja oparta na zaufaniu.

Pamiętam ile razy ktoś, zrobił coś z moim ciałem za szybko, a ja nie umiałam powiedzieć: dzięki, ale to nie dla mnie. Byłam na tylu bolesnych masażach, bo mówili, że to ma boleć i tylko wtedy puści. Zaciskałam tyłek, oddech i na bezdechu wychodziłam z gabinetu. A ból wcale nie mijał. Dlatego podczas Lomi daję Twojemu ciału dotyk łagodny, ale stanowczy. Bywa, że razem idziemy do tej cienkiej granicy, za którą przychodzi uwolnienie często bardzo głębokiego napięcia. Towarzyszy nam oddech, skupienie i ciepło.

Często po masażu słyszę: długo czekałam, żeby ktoś właśnie tak mnie pomasował, czułam się bezpiecznie, tęskniłam za takim dotykiem, skąd wiedziałaś, że tego potrzebowałam?

A ja po prostu masuję tak, jakbym sama chciała być masowana…

Lomi konkrety

Lomi konkrety

O hawajskim masażu Lomi Lomi Nui jest tyle historii, ilu masażystów i klientów, którzy go doświadczyli. Opowiadanie o nim to jak mówienie komuś kto nigdy nie jadł mango, jak smakuje mango. Dookoła tej formy pracy z ciałem jest dużo zwykłych i niezwykłych słów do powiedzenia i mogę o nim pisać i opowiadać długo. Dziś wybieram opcję bez poezji i prosto .

Czym dla mnie jest Lomi?

To narzędzie, które zwraca uwagę w kierunku ciała i poprzez nie udrażnia to, co zatkane w mięśniach, nerwach, emocjach i życiu.

Jest mnóstwo metod leczenia z jednej strony bardzo inwazyjnych i bolesnych dla ciała, a z drugiej w ogóle go nie dotykających. Lomi jest masażem, który oddaje ciału szacunek, uwagę. Który niczego nie wymusza, niczego nie chce uzdrawiać, niczego nie obiecuje. Gdyby Lomi mogło mówić powiedziałoby: hej, Kawula Cię tu pomasuje, odetka co trzeba, odepnie kilka napięć, a Ty, ciało fajne, masz teraz energię by działać dalej i samodzielnie możesz wracać do równowagi, spoko, dasz radę. (A jednak trochę poezji musiałam )

Lomi służy relaksowi, przyjemności, odpoczynkowi, wyciszeniu, regeneracji i zawsze to podkreślam, zanim przejdziemy do czegokolwiek dalej: hej, po prostu połóż się i odpocznij, nic nie musisz.

To, co się dalej dzieje to masaż. Po prostu masaż. Na reszcie się naprawdę nie znam. Niczego nie czaruję, nie pracuję z energią, nie uzdrawiam, nie przenikam niczyjej duszy, nie czytam ciała, aury czy nie jestem szamanką. Jestem Kawulą, która kocha ten masaż i oddała mu ponad 10 lat życia, i odda tyle ile będzie trzeba bez doszukiwania się dna w dnie.

Niektórzy przychodzą do mnie z bólami pleców, długo ciągnącymi się kontuzjami, supełkami emocjonalnymi, trudnościami z podjęciem decyzji, zmęczeniem dniem codziennym, a niektórzy po prostu uwielbiają ten masaż, robią sobie oraz bliskim prezenty, przychodzą dla przyjemności i super odpoczynku.

Lomi jest bardzo elastycznym masażem, zaskakuje nowymi odkryciami, zdejmuje z ciała ból, regeneruje na bardzo wielu płaszczyznach i wydobywa zapomniane siły witalne.

Po masażu po prostu chce się lepiej żyć. To nie magiczny trik zabierający wszystkie zmartwienia, ale bardzo ułatwiający funkcjonowanie w codzienności. Lomi porządkuje ciało, przypomina mu jak to fajnie jest swobodnie działać bez większych zakłóceń, jak to dobrze słyszeć wyraźnie samego siebie i jak to miło dać sobie czas na odpoczynek. Po prostu.

Piersi w potrzebie

Piersi w potrzebie

Są takie dni w życiu kobiety, które nie należą do najbardziej komfortowych i zdarzają się co miesiąc. No znasz to, napady głodu, najlepiej żeby była w niej tylko czekolada no i może gdzieś obok chipsy. Chce Ci się płakać i przytulać, choć w zasadzie to nie do końca, bo dajcie mi wszyscy spokój, donoście tylko czekoladę i nie ruszajcie mojego miękkiego kocyka bo ja tu jestem zwiniętą kulką i tak sobie będę… Albo czujesz się jak wulkan przed reaktywacją, coś głęboko w trzewiach bulgocze, gniecie oraz sukcesywnie unosi się ku górze, aż w pewnym momencie wystrzeliwuje gwałtownie złością. I boli. Skóra i pod nią, piersi nabrzmiewają i nie wiesz jak się ułożyć w łóżku, myśli zamieszkują chmury, które dźwigają ogromne zasoby łez, ciało zamienia się w niedotykalską planetę…

Znam to. Choć odkąd zajmuję się automasażem i Lomi Lomi Nui mam przerwy od tego stanu. Bo wierzcie mi, tak nie musi być! Kiedy masuję kobiety, bardzo lubię moment masowania klatki piersiowej, pachwin, okolic piersi. Są w nich skamieniałe troski, zahibernowane żale, kłujące rozczarowania. Wiem, bo miałam ich bardzo dużo. Dopóki ktoś nie dotknął mojego ciała, nie wiedziałam nawet, że tam może też boleć. Ot nosiłam na piersiach wulkany, które raz w miesiącu zamieniały całą mnie w reaktor jądrowy, nad którym często nie udawało mi się zapanować. Wybuchałam z byle powodu: że nie tak ręcznik leży, że pies oddycha w drugim pokoju, że liście szumią, że muszę wstać i zamknąć okno i dlaczego mnie nikt nie rozumie.

Kiedy przychodziła miesiączka, oczywiście ciśnienie schodziło i potem dziwiłam się o co ta cała afera.

Byłam kulką boleści i żałości, a moje centrum usadowiło się w piersiach. Bolałby. Puchły. Wraz z przytykającą się limfą zatykałam się cała i byłam daleka od lubienia tej wersji siebie. W tym miesiącu znowu tego doświadczam. Bo… zapomniałam o tym, żeby zadbać o swoje piersi. Robiłam automasaż, trochę odpoczywałam, ale to było za mało. Wiedziałam, że piersi łatwo kumulują emocje i co z tego, skoro zapomniałam, żeby je rozmasować i uwolnić nagromadzone stresy, rozczarowania, małe smuteczki? Kiedy się zreflektowałam, że zaniedbałam, było już za późno. Wybuchałam jak purchawki na łące. Zdążyłam resztki godności uratować gorącą kąpielą i spokojnym masażem. Poczułam ulgę. To się mogło skończyć większą aferą…

Trzy dni temu masowałam kobietę, która nie wiedziała jak ma leżeć na brzuchu, tak ją bolały piersi. Kiedy dotknęłam klatki piersiowej i rozmasowywałam pachy, wcale nie zdziwił mnie stan mięśni. Kamienie dodatkowo zgniecione ciasnym stanikiem. Popłynęły łzy, a ja dzięki jej smutkowi, przypomniałam sobie o stanie moich piersi i że trzeba wrócić do regularnego dbania. Bo po co ma boleć i wybuchać?

Tak więc droga kobieto, mam dla Ciebie dobrą wiadomość, możesz sobie pomóc sama! Często po masażu mówię klientkom co mogą robić i są zdziwione jak szybko przynosi to efekty. Nie dość, że to przyjemne, to jeszcze piersi się ujędrniają no i można prawie zapomnieć o napięciu przedmiesiączkowym (choć ostatni temat wymaga wprowadzenia dodatkowo kilku czynników w życiu codziennym… ale o tym też chętnie mówię).
Jak odetkać przytkane?

Ano masażem piersi. Polecam masowanie dwa razy dziennie. Może być na nagie ciało, może być w ubraniu. Początki zalecam nago, przyjemnym olejkiem do masażu. Przyłóż dłonie do piersi. Poczuj ich ciepło i życie. Oddychaj. A potem wykonaj 36 okrężnych ruchów w jedną stronę, zagarniając całe piersi, niech to będą porządne koła, sięgające najdalszych krańców piersi, przy pachwinie. Po 36 okrążeniach, zatrzymaj się na kilka sekund, a potem rozpocznij masaż w drugą stronę, również 36 razy.

Zajmuje to max 3 minuty. To nie jest dużo, a można wygrać więcej niż się spodziewasz.

No i oczywiście zawsze możesz wpaść na Lomi Lomi, pomasuję, ukoję i powiem, co możesz robić dalej sama, by nie gromadzić i nie dźwigać napięć. To się naprawdę da zrobić.

Szczęka i jej opowieści

Szczęka i jej opowieści

Były lata, że prześladował mnie sen. Nie żeby jakiś potwór mnie ścigał. Nie żebym w nim ginęła. Nie. Ale był tak koszmarny, jak najgorsze śmierci, które już przeżyłam. Nie wiem dlaczego. Ale tak właśnie było. I choć nie śnię już, że kruszą mi się wszystkie zęby, jeden po drugim, niczym miażdżone imadłem kości, to nadal, na wspomnienie tamtych lat, głaszczę się po buzi. Uspakajam pamięć ciała. To przecież za mną. A jednak…

Pamiętam, jak bardzo zaciskałam szczęki. Do bólu uszu. Do skurczu szyi. Do pulsowania dziąseł. Nie kontrolowałam tego. Oceny, spojrzenia, słowa, gesty, to wszystko kuliło mnie całą. Bałam się otworzyć buzię i uwolnić zamrożone w połowie strun głosowych słowa. Nie wiedziałam, że mogę śpiewać, mruczeć, szeptać, krzyczeć. Nie wiedziałam, że mój głos jest moim sprzymierzeńcem, że mieszka w nim siła, oddech, energia. Nie wiedziałam, że nie muszę trzymać…

A jednak wybierałam skurcz, bo nie znałam rozluźnienia. W dzień milczałam, spychałam swoje potrzeby, miłości, westchnienia, pragnienia i prawdę na samo dno mrocznych zatok. Nocami zgrzytałam zębami. I ścierałam samą siebie. Do krwi. Do bólu. Tak długo, aż ratowało mnie nie-czucie.

Dlatego tak dobrze rozumiem Twoją historię zamkniętą w twardych mięśniach twarzy. Czuję wszystkie przeżute słowa. Wzrusza mnie uwięziona w Tobie siła. Rozmawiam z nią miękkimi opuszkami palców. Mówię jej, że to bezpieczne być, że może już wyjść, że może opuścić warowny zamek. Mruczę do Twojej szczęki. Spokojne zaklęcia spływają liniami papilarnymi i prowadzą Twoje krzywdy na miękki odpoczynek. Już nie musisz trzymać. Możesz być sobą. Rozmrozić gardło i stać się wiosną dla własnej prawdy.

Skoro ja mogłam, Ty też możesz. Otwórz szczękę. Szeroko. Poruszaj nią na boki. Pogłaszcz policzki. Wetrzyj w szyję aromatyczny olejek. Daj ciepło tym obszarom, które skostniały z zimna. I zamrucz. Sam, dla siebie. I usłysz…

Proszę…

Lomi Lomi Nui szpiegowsko-rozpoznawczo

Lomi Lomi Nui szpiegowsko-rozpoznawczo

Najpierw czujesz zapach. Bardzo delikatnie otula Twoją aurę, przysiada na ramieniu, zaprasza kojącymi nutami do ciepłego pokoju. Siadasz na wygodnej sofie by uspokoić oddech, trochę ochłonąć i złapać pierwsze nitki zaufania do mnie. Mój uśmiech zachęca byś opowiedział tyle ile potrzebujesz opowiedzieć na teraz. Jak się czuje Twoje ciało? Co Cię do mnie sprowadza? Kiedy kończą się słowa zostajesz na chwilę sam. W ciszy zapalasz świeczkę, czeka na Ciebie w małej łupince kokosa. W płomień możesz wpleść dobre intencje i wszystkie wspierające Cię myśli. A potem kładziesz się na łóżku do masażu. Czujesz jak ciepło przyjemnie rozchodzi się po twoim brzuchu, oddychasz coraz spokojniej.

Wracam do pokoju, pytam czy jest Ci wygodnie i czy jesteś gotowy . Wraz z Twoim TAK, zabieram Cię w podróż do tych zakamarków Ciebie, które potrzebujesz usłyszeć, uwolnić od wspomnień, ukoić ból, wnieść trochę słońca i lekkości.

Towarzyszy Ci mój oddech. Szumi falami morza i przypomina Ci o Twoim własnym oddechu. Ciepło podgrzewanego stołu do masażu sprawia, że Twoje ciało się uśmiecha i łatwiej uwalnia troski z mięśni.

Milczymy. Bo to czas na Twoją wewnętrzną rozmowę z sobą, albo na bardzo głęboki relaks, może półsen, a może regenerującą drzemkę. Muzyka zabiera Cię w drogę i tylko Ty możesz się tam wybrać. Czujesz się bezpiecznie, komfortowo, spokojnie. Czasem się wzruszysz, czasem zaśmiejesz, ale zawsze pod koniec sesji błogość rozkłada na Twojej twarzy kolorowy leżak. Tak bardzo lubię ten widok… Przykryty, otulony, spokojnie oddychający znowu na chwilę zostajesz sam by nacieszyć się tym stanem, by powoli zejść ze stołu, wytrzeć ciało z pachnącego oleju, ubrać się i zauważyć pierwsze efekty zmiany, która tak naprawdę dopiero się zaczęła…

Siła przebicia jednego piórka

Siła przebicia jednego piórka

Obcięli jej skrzydła. Maczetą słów. Przypalili rany wrogim ogniem. By nie odrosły. Na straży postawili czarnego, rozpalonego złością smoka. Natychmiast zjadał najdrobniejszy przejaw wolności.

– Nie po to masz nogi, by latać.
– Gdzie startujesz z tymi swoimi pomysłami, przecież sama sobie nie poradzisz.
– Zejdź na ziemię, ogarnij się.
– Beze mnie jesteś nikim.

Słuchała. Kuliła się. Słowa wnikały w mięśnie. Układały się w nich warstwa po warstwie tworząc okazały kanion. Nikt nie chciał nim wędrować.

A blizny płakały. Do środka ciała. Płynęły równolegle z żyłami, które toczyły czarną, gęstą krew. Mało w niej było tlenu.

Kiedy tej, której obcięto skrzydła przychodzi do mnie, nie potrafi powiedzieć skąd znalazła siłę by umówić spotkanie. Nie pamięta też dokładnie gdzie się o mnie dowiedziała. W ogóle mało pamięta. Słabo śpi. Szybko się męczy. Nie, nic ją w zasadzie nie boli fizycznie. W ogóle mało czuje. Nie wie co lubi, a czego nie. Je bo musi, choć wolałaby już nic nie musieć. Nie wie tak do końca dlaczego przyszła. Już nie ma siły. Możliwe, że potrzebuje trochę poleżeć. Ale nie jest pewna…

W chwili kiedy kładzie się na ciepłym stole do masażu zaczyna płakać. Przeprasza mnie. Przecież już dawno zapomniała jak się płacze… Masuję. Ona szlocha. Masuję. Jej ciało drży. Masuję i mruczę. Bo czasem trzeba ciału zanucić by poczuło się bezpieczne i zaufało. Masuję. Ona płacze. Jej ciało drży. Mruczę i się wzruszam. W połowie masażu dostaję milczące pozwolenie wejścia na teren wyhodowanego wzdłuż kręgosłupa kanionu. Smok odleciał. Moje dłonie gładzą skały.

Nie, to nie jest historia wielkiego happy endu. To opowieść o rozpoczętej wędrówce, kobiety, która podjęła decyzję o wyruszeniu. Po nowe skrzydła. Przychodzi do mnie już od trzech miesięcy. Kanion kruszeje. Ona płacze trochę mniej. Czuje dużo więcej… Wczoraj na starej bliźnie wyrosło pierwsze pióro… Nikt go nie wyrwał. Smok nie wrócił.

Są takie sesje masażu, po których potrzebuję… Oddechu. Zrozumienia sytuacji. Przypomnienia sobie, że mimo wszystko to też jest okej. Czasem chciałabym pójść do kogoś na superwizję. Usiąść i opowiedzieć o tym, jak różnych emocji doświadczają moi klienci i że czasem kawałek dłużej niosę je z sobą, choć wiem, że nie są moje przecież. Siadam wtedy sama z sobą. Otwieram szeroko okna, chodzę po pokoju, sapię jak lokomotywa, robi mi się zimno, chodzę dalej, robi się jeszcze zimniej. Chłód trzęsie moim ciałem i zabiera to, co ma być zabrane. Wraca spokój. Bo przecież każdy z nas ma możliwość przypomnienia sobie, sięgnięcia po siłę z brzucha, przegonienia smoka i wyhodowania nowych skrzydeł…