Zaznacz stronę
Lomi zagląda w ciało

Lomi zagląda w ciało

Tyle ran ściągnęły białe blizny pamięci… Wspomnienia uśpione w ciele. Wszystko tam jest, choć już dawno nie boli. Może czasem zaswędzi, może zaszumi jak jesienny liść pod nogami, może błyśnie w spojrzeniu przy porannym myciu twarzy. Ale nie krwawi. Już nie. A jednak czasem nie pozwala iść dalej… Lomi jest masażem który zagląda głębiej w ciało. Szuka tych miejsc, które bardzo by chciały coś nam zakomunikować, ale w gonitwie dni, przegapiamy, albo uciszamy ten głos. Emocja wnika w ciało i zamraża się. Z czasem te drobinki chłodu ignorancji zamieniają się w lód nieukojonego bólu.

Ciepłe dłonie masażysty prowadzą czułą rozmowę z tym co utknęło i blokuje. Lomi dotyka blizn emocji z szacunkiem. Mówi im, że są ważne i piękne. Mimo wszystko… Ten masaż niczego nie wymusza, nie przyspiesza. Ale zdecydowanie przynosi ukojenie i bardzo głęboki relaks. A ciepło, rozmraża.

Lomi scala ciało, utula wspomnienia i przynosi spokój tam, gdzie jeszcze coś zaszumi smutkiem… .

Odpoczynek przy pracy

Odpoczynek przy pracy

– Jak długo dochodzisz do siebie po jednym masażu? – często pytają mnie moi klienci. Odpowiadam, że przecież odpoczywam w trakcie pracy! No ale jak to, przecież to tyle wysiłku, ciężka robota, ciągle jesteś w ruchu, naciskach, przewracasz te ręce, nogi, tańczysz od góry do dołu, jak to się nie męczysz?! Ano się nie męczę. Bo oddycham głęboko, bo przez to, że jestem w ruchu właśnie odpoczywam, dbam o odpowiednią pozycję przy stole, uważam na samą siebie. Zamykam oczy i… mknę od napięcia do napięcia. Liczy się tylko oddech, tyni fragment ciała na jakim aktualnie się skupiam, pustka w głowie i niezwykła przyjemność z masowania. Po prostu.

Mnie to regeneruje. Uwalnia od myśli. Uelastycznia też moje ciało.

Jasne, że po sesji czuję, że się intensywnie ruszałam, w końcu to praca, ale za każdym razem towarzyszy mi uczucie ulgi, swobody, większej przestrzeni we mnie samej i choćbym przed masażem nie czuła się najlepiej, po, zawsze mam więcej energii, a często i moje bóle mijają.

Najtrudniej masuje mi się późnym wieczorem, dlatego staram się nie umawiać masażu po 19stej, tylko w wyjątkowych sytuacjach, najczęściej dopasowuję się do „podróżników”. Dlaczego nie wieczorem? Bo potem nie mogę zasnąć! Czuję się jak balon napełniony helem, mam w sobie tyle życia, że idę spać zdecydowanie za późno, a rano czuję się jak po niezłej imprezie ;-).

No i taka to praca…

Dotyk, który „zakwita” ciało

Dotyk, który „zakwita” ciało

Beżowy, wyciągnięty sweter, dżinsy, dwa warkocze, wzrok utkwiony w stopy, przygarbiona sylwetka, ledwo wyczuwalny oddech. Oto ja. Szukająca sposobu na to, jak zniknąć, być niewidzialna, przeźroczysta.

Dzień, w którym poszłam na swój pierwszy masaż Lomi Lomi Nui, był momentem przełomowym z moim życiu.

Byłam jak pokruszone kostki lodu w koktajlu znieczulających leków. Znałam tylko kilka emocji. Słowo przyjemność kojarzyło mi się jedynie z dobrym jedzeniem i rozluźnionym ciałem po alkoholu…

Pierwszy masaż bolał mnie,choć masażysta był bardzo delikatny, uważny, troskliwy. Bałam się zdjąć ten pancerz bólu. Nie znałam przecież życia bez niego, więc broniłam tego, co mnie krzywdziło…

Po sesji, po raz pierwszy od wielu lat poczułam, że mam ciało i ono jednak chce żyć. Potem psychoterapeutka zajęła się moimi emocjami, a w kolejnych tygodniach masaż roztapiał warstwy zamrożonego ciała. Długo to trwało, ale bez lomi i terapii nie dałabym rady.

I choć byłam słaba, jeszcze bardzo daleko od siebie, pół roku od pierwszego masażu, pojechałam na kurs lomi. To był kolejny punkt zwrotny. Dotykając innych, lepiej rozumiałam co się działo ze mną, zaczęłam lubić kawałki siebie, zszywać je w całość…

Od tamtej pory, do dziś, moje lomi „zakwitło” do życia dokładnie 1877 ciał… A jutro kolejne dwa przypomną sobie o głębokim oddechu, przyjemności i zobaczą błysk w swoich oczach. Uwielbiam!

Wszystko, co wiem o ciele…

Wszystko, co wiem o ciele…

Wszystko czego dowiedziałam się o masażu Lomi Lomi Nui, powiedziało mi moje ciało.

Znam strach przed dotykiem. Nawet tym najbliższym. Dyskomfort przytulenia i wewnętrzne drapanie, kiedy ktoś stał za blisko mnie. Długo uczyłam się, że dłoniom i ramionom można zaufać, że nie wszystkie krzywdzą i zostawiają siniaki.

Dwanaście lat temu trafiłam do pana Andrzeja, masażysty i zielarza z Warszawy. To co zapamiętałam to ogromny strach przed dotykiem. Ale wystarczyło, że spojrzał na moje ciało i wiedział… Dotykał mnie tak, jakbym była jego najdroższą wnuczką, która odnalazła się po latach. Zaufałam. W drodze powrotnej płakałam. To były czasy, kiedy pociąg do Gdyni jechał 7h. Było mi wstyd tak długo i publicznie płakać, ale nie umiałam tego powstrzymać. Nie do końca wiedziałam co się ze mną działo, ale czy jeśli łzy nie płyną latami, można spodziewać się czegoś innego?

Nie wiedziałam, że ciało jest ważne, że może być mu przyjemnie, że potrzebuje być szanowane i kochane. Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby szanować siebie. Ciało służyło do bólu. Jedynie poprzez ciało i zadawanie mu bólu, możliwa była minimalna ulga emocjonalna.
Dlatego wiem, że ciało potrzebuje czasu by zaufać. Przede wszystkim Tobie samemu. Że nie wystawisz go na pierwszą linię frontu jako mięso armatnie, nie będziesz zmuszał do pracy, która zabiera Ci sen, spokój i skręca żołądek w setki supełków. Że nie będziesz mówił TAK, kiedy wszystko w Tobie krzyczy NIE, że zaczniesz odkrywać przyjemność, że łzy są chciane, nawet jeśli smutek ciągnie się kilka dni, a nawet tygodni. Że popatrzysz na siebie i swoje osiągnięcia życzliwiej, docenisz, a jeśli trzeba, przed samym sobą rozwiniesz czerwony dywan.

Czuję strach Twojego ciała, kiedy masuję Cię po raz pierwszy. To tak jakby ciało mówiło do Ciebie: hej, boję się, nie wiem co to znowu jest, taki masaż, czy aby na pewno chcesz dla mnie dobrze? Trudno się dziwić, w końcu tyle razy się na Tobie zawiodło… Daję więc czas, Twoim plecom, by otwierały się przede mną stopniowo i wpuszczały w te napięcia, które mam uwolnić jako pierwsze. Twoje stawy trzeszczą z obawy, że co to będzie jak ja je tak powyginam i co tam znajdę. Więc poruszam Twoimi nogami i rękoma powoli, przytulam, dotykam ciepłem, a kiedy trzeba przytrzymuję na granicy cofnięcia i odpuszczenia. Razem łatwiej dotrzeć do relaksu. Ale to relacja oparta na zaufaniu.

Pamiętam ile razy ktoś, zrobił coś z moim ciałem za szybko, a ja nie umiałam powiedzieć: dzięki, ale to nie dla mnie. Byłam na tylu bolesnych masażach, bo mówili, że to ma boleć i tylko wtedy puści. Zaciskałam tyłek, oddech i na bezdechu wychodziłam z gabinetu. A ból wcale nie mijał. Dlatego podczas Lomi daję Twojemu ciału dotyk łagodny, ale stanowczy. Bywa, że razem idziemy do tej cienkiej granicy, za którą przychodzi uwolnienie często bardzo głębokiego napięcia. Towarzyszy nam oddech, skupienie i ciepło.

Często po masażu słyszę: długo czekałam, żeby ktoś właśnie tak mnie pomasował, czułam się bezpiecznie, tęskniłam za takim dotykiem, skąd wiedziałaś, że tego potrzebowałam?

A ja po prostu masuję tak, jakbym sama chciała być masowana…

Lomi konkrety

Lomi konkrety

O hawajskim masażu Lomi Lomi Nui jest tyle historii, ilu masażystów i klientów, którzy go doświadczyli. Opowiadanie o nim to jak mówienie komuś kto nigdy nie jadł mango, jak smakuje mango. Dookoła tej formy pracy z ciałem jest dużo zwykłych i niezwykłych słów do powiedzenia i mogę o nim pisać i opowiadać długo. Dziś wybieram opcję bez poezji i prosto .

Czym dla mnie jest Lomi?

To narzędzie, które zwraca uwagę w kierunku ciała i poprzez nie udrażnia to, co zatkane w mięśniach, nerwach, emocjach i życiu.

Jest mnóstwo metod leczenia z jednej strony bardzo inwazyjnych i bolesnych dla ciała, a z drugiej w ogóle go nie dotykających. Lomi jest masażem, który oddaje ciału szacunek, uwagę. Który niczego nie wymusza, niczego nie chce uzdrawiać, niczego nie obiecuje. Gdyby Lomi mogło mówić powiedziałoby: hej, Kawula Cię tu pomasuje, odetka co trzeba, odepnie kilka napięć, a Ty, ciało fajne, masz teraz energię by działać dalej i samodzielnie możesz wracać do równowagi, spoko, dasz radę. (A jednak trochę poezji musiałam )

Lomi służy relaksowi, przyjemności, odpoczynkowi, wyciszeniu, regeneracji i zawsze to podkreślam, zanim przejdziemy do czegokolwiek dalej: hej, po prostu połóż się i odpocznij, nic nie musisz.

To, co się dalej dzieje to masaż. Po prostu masaż. Na reszcie się naprawdę nie znam. Niczego nie czaruję, nie pracuję z energią, nie uzdrawiam, nie przenikam niczyjej duszy, nie czytam ciała, aury czy nie jestem szamanką. Jestem Kawulą, która kocha ten masaż i oddała mu ponad 10 lat życia, i odda tyle ile będzie trzeba bez doszukiwania się dna w dnie.

Niektórzy przychodzą do mnie z bólami pleców, długo ciągnącymi się kontuzjami, supełkami emocjonalnymi, trudnościami z podjęciem decyzji, zmęczeniem dniem codziennym, a niektórzy po prostu uwielbiają ten masaż, robią sobie oraz bliskim prezenty, przychodzą dla przyjemności i super odpoczynku.

Lomi jest bardzo elastycznym masażem, zaskakuje nowymi odkryciami, zdejmuje z ciała ból, regeneruje na bardzo wielu płaszczyznach i wydobywa zapomniane siły witalne.

Po masażu po prostu chce się lepiej żyć. To nie magiczny trik zabierający wszystkie zmartwienia, ale bardzo ułatwiający funkcjonowanie w codzienności. Lomi porządkuje ciało, przypomina mu jak to fajnie jest swobodnie działać bez większych zakłóceń, jak to dobrze słyszeć wyraźnie samego siebie i jak to miło dać sobie czas na odpoczynek. Po prostu.

Piersi w potrzebie

Piersi w potrzebie

Są takie dni w życiu kobiety, które nie należą do najbardziej komfortowych i zdarzają się co miesiąc. No znasz to, napady głodu, najlepiej żeby była w niej tylko czekolada no i może gdzieś obok chipsy. Chce Ci się płakać i przytulać, choć w zasadzie to nie do końca, bo dajcie mi wszyscy spokój, donoście tylko czekoladę i nie ruszajcie mojego miękkiego kocyka bo ja tu jestem zwiniętą kulką i tak sobie będę… Albo czujesz się jak wulkan przed reaktywacją, coś głęboko w trzewiach bulgocze, gniecie oraz sukcesywnie unosi się ku górze, aż w pewnym momencie wystrzeliwuje gwałtownie złością. I boli. Skóra i pod nią, piersi nabrzmiewają i nie wiesz jak się ułożyć w łóżku, myśli zamieszkują chmury, które dźwigają ogromne zasoby łez, ciało zamienia się w niedotykalską planetę…

Znam to. Choć odkąd zajmuję się automasażem i Lomi Lomi Nui mam przerwy od tego stanu. Bo wierzcie mi, tak nie musi być! Kiedy masuję kobiety, bardzo lubię moment masowania klatki piersiowej, pachwin, okolic piersi. Są w nich skamieniałe troski, zahibernowane żale, kłujące rozczarowania. Wiem, bo miałam ich bardzo dużo. Dopóki ktoś nie dotknął mojego ciała, nie wiedziałam nawet, że tam może też boleć. Ot nosiłam na piersiach wulkany, które raz w miesiącu zamieniały całą mnie w reaktor jądrowy, nad którym często nie udawało mi się zapanować. Wybuchałam z byle powodu: że nie tak ręcznik leży, że pies oddycha w drugim pokoju, że liście szumią, że muszę wstać i zamknąć okno i dlaczego mnie nikt nie rozumie.

Kiedy przychodziła miesiączka, oczywiście ciśnienie schodziło i potem dziwiłam się o co ta cała afera.

Byłam kulką boleści i żałości, a moje centrum usadowiło się w piersiach. Bolałby. Puchły. Wraz z przytykającą się limfą zatykałam się cała i byłam daleka od lubienia tej wersji siebie. W tym miesiącu znowu tego doświadczam. Bo… zapomniałam o tym, żeby zadbać o swoje piersi. Robiłam automasaż, trochę odpoczywałam, ale to było za mało. Wiedziałam, że piersi łatwo kumulują emocje i co z tego, skoro zapomniałam, żeby je rozmasować i uwolnić nagromadzone stresy, rozczarowania, małe smuteczki? Kiedy się zreflektowałam, że zaniedbałam, było już za późno. Wybuchałam jak purchawki na łące. Zdążyłam resztki godności uratować gorącą kąpielą i spokojnym masażem. Poczułam ulgę. To się mogło skończyć większą aferą…

Trzy dni temu masowałam kobietę, która nie wiedziała jak ma leżeć na brzuchu, tak ją bolały piersi. Kiedy dotknęłam klatki piersiowej i rozmasowywałam pachy, wcale nie zdziwił mnie stan mięśni. Kamienie dodatkowo zgniecione ciasnym stanikiem. Popłynęły łzy, a ja dzięki jej smutkowi, przypomniałam sobie o stanie moich piersi i że trzeba wrócić do regularnego dbania. Bo po co ma boleć i wybuchać?

Tak więc droga kobieto, mam dla Ciebie dobrą wiadomość, możesz sobie pomóc sama! Często po masażu mówię klientkom co mogą robić i są zdziwione jak szybko przynosi to efekty. Nie dość, że to przyjemne, to jeszcze piersi się ujędrniają no i można prawie zapomnieć o napięciu przedmiesiączkowym (choć ostatni temat wymaga wprowadzenia dodatkowo kilku czynników w życiu codziennym… ale o tym też chętnie mówię).
Jak odetkać przytkane?

Ano masażem piersi. Polecam masowanie dwa razy dziennie. Może być na nagie ciało, może być w ubraniu. Początki zalecam nago, przyjemnym olejkiem do masażu. Przyłóż dłonie do piersi. Poczuj ich ciepło i życie. Oddychaj. A potem wykonaj 36 okrężnych ruchów w jedną stronę, zagarniając całe piersi, niech to będą porządne koła, sięgające najdalszych krańców piersi, przy pachwinie. Po 36 okrążeniach, zatrzymaj się na kilka sekund, a potem rozpocznij masaż w drugą stronę, również 36 razy.

Zajmuje to max 3 minuty. To nie jest dużo, a można wygrać więcej niż się spodziewasz.

No i oczywiście zawsze możesz wpaść na Lomi Lomi, pomasuję, ukoję i powiem, co możesz robić dalej sama, by nie gromadzić i nie dźwigać napięć. To się naprawdę da zrobić.