Zaznacz stronę

Videopamiętnik młodej masażystki-Przywrócić lekkość

Napięcia mają swoją wagę. Można być bardzo szczupłym, a mięśnie będą się uginać od ciężaru stresów, smutków, tęsknot. Dobry dotyk potrafi rozpuścić najtwardszy kamień. Ale to proces. Wymaga zaufania, cierpliwości, spokoju, uważności, współczucia. Chęci i zgody, by ktoś nas dotknął, właśnie w taki sposób.

Czy można się tego nauczyć? Można, jestem tego przykładem. I dlatego przekazuję tę wiedzę moim uczniom. Jak dotykać by przywracać lekkość tam, gdzie zasiedział się ciężar.

Videopamiętnik młodej masażystki-Rentgen w dłoniach?

Czasem słyszę od moich klientów, że moje dłonie się rozmnażają, że jest mnie kilka, że trafiam idealnie w jakiś punkt i skąd wiedziałam i gdzie się tego uczyłam. Gdzie? Uczyło mnie moje ciało. Każda jedna grudka, napięcie, dyskomfort najpierw lokalizowałam u siebie. Czułam. Oddychałam. Puszczałam. Czasem kilka minut, a czasem lat. A potem łatwiej mi było dotykać innych, czasem nawet hen głęboko w mięśniu.

Nie uczyłam się tego w książkach, atlasach anatomii, ani kursach. Uczyło mnie każde jedno ciało, które przemasowałam. Dziś dzielę się tą wiedzą z innymi. Jak słuchać swojego ciała i jak to się potem przekłada na pracę z drugim człowiekiem podczas sesji Lomi Lomi Nui.

Pomocna dłoń

Pomocna dłoń

Dziesięć lat temu wyciągnęłam do samej siebie pomocną dłoń.

Czułam się jak spalona ziemia, która nigdy nie wyda życia, byłam pustynią, która nie pamięta wody, byłam głodem bez pamięci jedzenia… Poszukałam pomocy. Do dziś nie wiem skąd znalazłam te siłę. Chyba po prostu uparłam się na życie. Chciałam udowodnić sobie, że życie to nie ból i wieczny smutek. Nie miałam na to zgody. Tyle dookoła pisali o szczęściu… Albo oni oszaleli, albo ja…

I znalazłam. Najpierw wygrzebałam siebie spod zawalonych budynków na terapii. Potem odważyłam się  spojrzeć w kierunku mojego ciała…

Masaż lomi lomi nui przywrócił mi ciało i czucie. Bo przez wiele lat chodziłam, ale jakby mi prąd odcięli od centrum emocji, przyjemności, spokoju, głębszego oddechu.

Dziś robię to, co robię. Wyciągam pomocną dłoń do innych, a moim narzędziem jest właśnie hawajski masaż lomi.

Moja dłoń jest ciepła, miękka, bez oceny. I dzieje się dobre życie…

Zapraszam.

Lomi zagląda w ciało

Lomi zagląda w ciało

Tyle ran ściągnęły białe blizny pamięci… Wspomnienia uśpione w ciele. Wszystko tam jest, choć już dawno nie boli. Może czasem zaswędzi, może zaszumi jak jesienny liść pod nogami, może błyśnie w spojrzeniu przy porannym myciu twarzy. Ale nie krwawi. Już nie. A jednak czasem nie pozwala iść dalej… Lomi jest masażem który zagląda głębiej w ciało. Szuka tych miejsc, które bardzo by chciały coś nam zakomunikować, ale w gonitwie dni, przegapiamy, albo uciszamy ten głos. Emocja wnika w ciało i zamraża się. Z czasem te drobinki chłodu ignorancji zamieniają się w lód nieukojonego bólu.

Ciepłe dłonie masażysty prowadzą czułą rozmowę z tym co utknęło i blokuje. Lomi dotyka blizn emocji z szacunkiem. Mówi im, że są ważne i piękne. Mimo wszystko… Ten masaż niczego nie wymusza, nie przyspiesza. Ale zdecydowanie przynosi ukojenie i bardzo głęboki relaks. A ciepło, rozmraża.

Lomi scala ciało, utula wspomnienia i przynosi spokój tam, gdzie jeszcze coś zaszumi smutkiem… .

Odpoczynek przy pracy

Odpoczynek przy pracy

– Jak długo dochodzisz do siebie po jednym masażu? – często pytają mnie moi klienci. Odpowiadam, że przecież odpoczywam w trakcie pracy! No ale jak to, przecież to tyle wysiłku, ciężka robota, ciągle jesteś w ruchu, naciskach, przewracasz te ręce, nogi, tańczysz od góry do dołu, jak to się nie męczysz?! Ano się nie męczę. Bo oddycham głęboko, bo przez to, że jestem w ruchu właśnie odpoczywam, dbam o odpowiednią pozycję przy stole, uważam na samą siebie. Zamykam oczy i… mknę od napięcia do napięcia. Liczy się tylko oddech, tyni fragment ciała na jakim aktualnie się skupiam, pustka w głowie i niezwykła przyjemność z masowania. Po prostu.

Mnie to regeneruje. Uwalnia od myśli. Uelastycznia też moje ciało.

Jasne, że po sesji czuję, że się intensywnie ruszałam, w końcu to praca, ale za każdym razem towarzyszy mi uczucie ulgi, swobody, większej przestrzeni we mnie samej i choćbym przed masażem nie czuła się najlepiej, po, zawsze mam więcej energii, a często i moje bóle mijają.

Najtrudniej masuje mi się późnym wieczorem, dlatego staram się nie umawiać masażu po 19stej, tylko w wyjątkowych sytuacjach, najczęściej dopasowuję się do „podróżników”. Dlaczego nie wieczorem? Bo potem nie mogę zasnąć! Czuję się jak balon napełniony helem, mam w sobie tyle życia, że idę spać zdecydowanie za późno, a rano czuję się jak po niezłej imprezie ;-).

No i taka to praca…

Dotyk, który „zakwita” ciało

Dotyk, który „zakwita” ciało

Beżowy, wyciągnięty sweter, dżinsy, dwa warkocze, wzrok utkwiony w stopy, przygarbiona sylwetka, ledwo wyczuwalny oddech. Oto ja. Szukająca sposobu na to, jak zniknąć, być niewidzialna, przeźroczysta.

Dzień, w którym poszłam na swój pierwszy masaż Lomi Lomi Nui, był momentem przełomowym z moim życiu.

Byłam jak pokruszone kostki lodu w koktajlu znieczulających leków. Znałam tylko kilka emocji. Słowo przyjemność kojarzyło mi się jedynie z dobrym jedzeniem i rozluźnionym ciałem po alkoholu…

Pierwszy masaż bolał mnie,choć masażysta był bardzo delikatny, uważny, troskliwy. Bałam się zdjąć ten pancerz bólu. Nie znałam przecież życia bez niego, więc broniłam tego, co mnie krzywdziło…

Po sesji, po raz pierwszy od wielu lat poczułam, że mam ciało i ono jednak chce żyć. Potem psychoterapeutka zajęła się moimi emocjami, a w kolejnych tygodniach masaż roztapiał warstwy zamrożonego ciała. Długo to trwało, ale bez lomi i terapii nie dałabym rady.

I choć byłam słaba, jeszcze bardzo daleko od siebie, pół roku od pierwszego masażu, pojechałam na kurs lomi. To był kolejny punkt zwrotny. Dotykając innych, lepiej rozumiałam co się działo ze mną, zaczęłam lubić kawałki siebie, zszywać je w całość…

Od tamtej pory, do dziś, moje lomi „zakwitło” do życia dokładnie 1877 ciał… A jutro kolejne dwa przypomną sobie o głębokim oddechu, przyjemności i zobaczą błysk w swoich oczach. Uwielbiam!