Spotkanie po 20 latach

Ten odcinek po prostu trzeba zobaczyć i jak się go zobaczy to się już nie odzobaczy! Totalny szok oraz niedowierzanie! sami zobaczcie co tu się wyprawia! Lomi lomi naprawdę potrafi w życiu namieszać!

Artystka lomi terapeutką

– Trochę się do lomi zraziłam, ale i tak postanowiłam do Ciebie przyjechać – powiedziała Małgosia, kiedy zawitała u mnie w Pucku po raz pierwszy jakoś pod koniec zeszłego roku. Trzy miesiące później skończyła u mnie indywidualny kurs lomi lomi.

I pozamiatane!

Cieszyłam się na kurs z Gosią. Bo to artystka. Jest autorką kolaży, tkanin artystycznych, asamblaży. Jej prace najczęściej mówią o jej lękach, obawach i traumach, a czasem marzeniach i fantazjach. Jak sama mówi: – Niektórych jestem świadoma i potrafię je nazwać, a inne „wychodzą”  ze  mnie  dopiero, gdy  zaczynam  tworzyć.  Zaczynam tworzyć, kiedy czuję, że „coś” za długo we mnie siedzi. Siedzi w głowie i w ciele. Sprawia dyskomfort, uciska i mam ochotę się tego pozbyć.

Więc było dużo rozmów właśnie twórczych, kilka lęków przemasowałyśmy, zamknęłyśmy też ważne etapy w życiu zawodowym. Gotową wypuściłam do Gdańska, gdzie stworzyła „Czułe miejsce” i od razu zaczęła masować! Kidy przyjechała do mnie tydzień temu na lomi powiedziała, że zrobiła już 37 masaży.

– No musiałam już przyjechać do Ciebie, bo mi się coś przytkało i od tygodnia nie masowałam. Boję się, że zapomnę!

I jak tu takiej nie kochać?!

Więc teraz otwieram mój kalendarz i sprawdzam, kiedy mam kilka dni urlopu. Druga połowa lipca mi wychodzi. Wtedy też chcę pojechać do Gosi na masaż! Co i Wam polecam bo jej dłonie i serce dużo dają.

Ech, żeby ci moi uczniowie wierzyli w siebie tak bardzo jak ja wierzę w nich, to byłoby im naprawdę dużo łatwiej 😉.

Ciało masażowe

To jest Magda. Magda jest ciałem. Ciałem, które służy nauce. Nauce terapeutycznego masażu Lomi Lomi.

Magda zaczęła mnie obserwować zupełnie przypadkiem. Przez mojego nauczyciela salsy Przemka Wereszczyńskiego. Kilka lat temu mignęło jej na granicach tablic FB nasze wspólne zdjęcie (ależ ja wtedy byłam nieśmiała, zahukana i zakompleksiona!). Intuicyjnie kliknęła i polubiła najpierw mnie, Agnieszkę Kawulę, a potem mojego fanpage Kawula.

W styczniu wrzuciłam ogłoszenie, że potrzebuję ciała treningowego. Czyli takiego, na którym moi uczniowie mogą sobie pierwsze dotyki trenować. Bo wrzucam na głęboką wodę i pierwszego dnia masujemy razem, ba, nawet poznajemy połowę masażu.

Zgłosiło się kilka osób, w tym Magda. I tak stała się moim ciałem dyżurnym, na zmianę z jeszcze kilkoma osobami. Od stycznia była już pięć razy, a kiedy przyjechała w środę po raz szósty powiedziała: „Kawula, szykuj dla mnie termin, chcę się lomi nauczyć”. No i teraz to na jej kurs będzie trzeba załatwić ciało naukowe 😉.

Pierwsze leżenie wcale nie było takie hop siup łatwe, choć bardzo tego potrzebowała. Dopiero po trzecim razie coś mocniej zaczęło puszczać i później już za każdym razem wypuszczałam ją ze łzami w oczach i ogromnym poruszeniem. A to było tylko „pół ciała”, tylko „tył” masowany, w dodatku w warunkach mało sprzyjających. Bo z jednej strony Kawula nawija i tłumaczy i dotyka, a z drugiej strony sunie nieśmiało uczeń i się boi, że złamie na pół, albo odklei kręgosłup od mięśni i co wtedy. No nie jest łatwo tak leżeć.

A jednak… Cholera, lomi lomi ma coś w sobie i nie da się tego ani zagadać, ani przepędzić strachem, ani niepewnością. Nawet jak się człowiek położy, żeby się na nim inni uczyli, efekty uboczne mogą być takie jak u Magdy. I tak w sierpniu spotkamy się na kursie.

Między innymi dla takich historii warto mieć taką fajną pracę, jak moja 😉

Małe wielkie detale

Dziś się przyznaję do tego jakim jestem kiepskim marketingowcem czyli o tym jak nie chciałam sprzedać kursu a jednak sprzedałam ;-). A na serio to mówię o tym jak bardzo głęboko lomi potrafi działać w naszym ciele.
I jeszcze przy okazji mi się przypominają rzeczy, o których będę mówiła na moim webinarze do lomi praktyków już 29maja, w sobotę o 9.30 rano. Lomi terapeuci mogą się zapisać na mój masterclass.

Od pracy w rzeźni do własnego gabinetu lomi

Trzy lata temu przyszła do mnie na masaż. Dopóki przedwczoraj nie stanęła w progu mojego domu w Pucku, za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć twarzy.

Miesiąc wcześniej umówiłyśmy się na sesję lomi i lomi korepetycje. Okazało się, że Agnieszka skończyła kilka lat temu kurs, ale dużo nie masowała. Ot kilkoro znajomych. W pracy, kiedy zaczęła mówić, że masuje, spotykała się z dwuznacznymi uśmiechami, jakby co najmniej otworzyła burdel w domu. A do tego okropnie bolały ją plecy po każdym masażu. Z miesiąca na miesiąc zniechęcała się coraz bardziej, aż w końcu zapakowała lomi lomi w ciasną kulkę i schowała na dnie swoich gorących dłoni, którymi codziennie pakowała kawałki mięsa do kartonów. Jak to mięsa?! Ano jak się pracuje w rzeźni to sami rozumiecie klimat.

Aż przyszedł dzień, kiedy powiedziała dość! Wracam do lomi, tylko jak szły te ruchy przez plecy? Co się tam robiło? Więc wrzuciła w YouTube „lomilomi” i wyskoczyła jej Kawula, youtuberka, która pojawiła się w duńskiej wyszukiwarce. I tak, Agnieszka, która rzuciła robotę w rzeźni, przyjechała do Pucka na lomi korki. Dzień wcześniej na moim stole do masażu zostawiła dużo napięć i kilka łez, a następnego dnia rozpoczął się proces przypominania.

Dłonie sobie przypomniały, ciało dostało dużo wskazówek jak o siebie zadbać w tracie, żeby nie bolało, żeby się nie bać, żeby być bliżej i skuteczniej (o tych technicznych aspektach będę również opowiadać na moim webinarze 29 maja). Nauczyłam Agę też porządnego automasażu, tak, że po godzinnej sesji na podłodze z piłkami i wałkami powiedziała „moje plecy nigdy nie przylegały tak równo do podłogi”, a mam dwójkę małych dzieci, które ciągle na mnie wiszą, więc boli.

W ciągu paru godzin zaszła zmiana. Tak cicho, między jednym dotykiem a drugim. Do Danii wraca kobieta, która otwiera swój biznes, a jej ręce są bardziej niż gotowe do terapeutycznego dotyku lomi.

Czy się boi? No jasne! Ale większa od strachu, okazała się tęsknota za lomi lomi.

Pan Miyagi i lomi lomi

Poziom zaawansowania w lomi to te wszystkie tyni detale, które składają się na poszczególne ruchy. Bo można masować żeby masować, a można masować tak, żeby każdy ruch był skuteczny. Im dłużej masuję, im więcej uczę, tym bardziej odsłaniają się te detaliki właśnie. Ciągle po ponad 13 latach paraktyki odkrywam nowe rzeczy. W tej robocie nie ma nudy. Niedługo webinar właśnie z takich „sztuczek”, które zakochają nas na nowo w lomi, jeszcze bardziej. Bo jeszcze bardziej jest możliwe 🙂 zapraszam wszystkich lomi terapeutów do odkrywania Lomi Masterclass