Szacunek

Gdybym miała sprowadzić wszystkie moje dotychczasowe filmiki o masażu i dobrym dotyku, do jednego słowa, byłby to szacunek. Bo na nim polega „magia” Lomi Lomi. I to coś, co powinno być przy każdym spotkaniu człowieka z człowiekiem…

Jak czytanie książek wzbogaca mój masaż

Jak i czy literatura faktu wpływa na mój masaż? Czy można lepiej masować dzięki czytaniu? Jak poszerzać swoją wrażliwość?

Dzisiejszy filmik jest z serii dość filozoficznych, ale tak to się u mnie odbywa, a raczej takie tematy się ze mnie wydobywają, kiedy naczytam się za dużo książek… A jestem w ciągu czytelniczym i nie ma żartów.

Dwa tygodnie, 10 książek, wcale nie takich cienkich. Oczy mi prawie wypadły, mózg spuchł, ciało skuliło, ale czasem tak własnie trzeba, żeby zrozumieć, poczuć, zmienić, przerobić.

Historia żółtej kaczuszki

Dobry dotyk

Mama dotyka nosem mojego policzka. Rysuje na nim trzy kręgi, a potem zatrzymuje się na środku i jakby naciska niewidzialny guzik mówi: „pip, pip, pip”, za każdym razem odrywa nos i delikatnie przyciska. Jedno dotknięcie, jedno „pip”.

Nie wiem dlaczego tę zabawę przed snem nazywałam „kaczuszką” i dlaczego trącanie „kaczym dzióbkiem” uznawałam za pieszczotę, ale wtedy dziecięca gorączka szybciej opadała, a w nocy ból ciała tak bardzo nie dokuczał.

Dużo chorowałam. Dobrze pamiętam samotność i moje małe pośladki, na których kończyło się miejsce na kolejne zastrzyki. Całymi dniami sama. Czasem dzieciaki z klasy, krzyczały pod moimi oknami na przerwach, nie pamiętam co, ale dawały poczucie realności, którą zaczynałam gubić w czytanych baśniach i tych wszystkich wysłuchanych bajkach, jakie mieszkały w metrach taśm szpulowych.

A wieczorami pojawiała się mama i była kaczą mamą, która czule trącała dziobem swoje pisklę.

Mogłabym pamiętać te wszystkie lata nie-dotyku. I pamiętam. Ale z jakiegoś powodu, kiedy mi smutno, kiedy chcę być tylko małą Agnieszką, zamykam oczy i słyszę „pip, pip, pip”.

Zaklęcie kaczego dzioba koi.

Trudno te mamine muśnięcia nosem po policzku nazwać dotykiem, a jednak… Miałam wtedy z siedem lat i to moje pierwsze wspomnienie dobrego dotyku. Możliwe nawet, że jedyne, jakie jestem sobie w stanie przypomnieć z „wtedy” do „względnej dorosłości”.

To poczucie bycia jedyną, specjalną, żółtą kaczuszką w ptasim świecie, towarzyszy mi podczas każdej sesji masażu, w każdym ruchu, który wykonują moje ręce. To uczucie przekazuję moim uczniom.

Tak niewiele, mieści w sobie największe zmiany. Tak niewiele, potrafi zakopać nawet głębokie dziury nie-miłości. Wystarczy kogoś dotknąć…

Martwe strefy na ciele

– To ja mam tu napięcia?

– Ojej, nie wiedziałam/łem, że tu można masować!

Między żebrami, w zakamarkach mostka, głęboko w stawach, na szyi, mamy takie miejsca, których się nie dotyka. Zapomniane kawałki ciała, które pomasowane, dostrzeżone, uwalniają ogrom przytkanej energii życiowej.

Podczas masażu hawajskiego lomi lomi nui docieram właśnie do tych rejonów mało oczywistych, tych zapomnianych przez nas samych i uznawanych, że przecież tam to nie ma nic „ciekawego”.

A jest, i to ile!

Opowiadam też o tym, jak bardzo wystawa „Human body exhibition” wpłynęła na mnie i moje postrzeganie ciała, a także na mój masaż.

Co to znaczy, że ciało ma pamięć?

„Coś” Ci wlazło w plecy. Tyle stresów w pracy i kark boli. Ktoś Cię wkurzył i zaczyna boleć brzuch, łopatka albo głowa. Stres zawsze znajdzie sobie kawałek ciała, w którym może się schować. Bo takie jest nasze ciało, ono chłonie. Ono pamięta. Jest jak wielki album ze zdjęciami. Od Ciebie zależy do jakich wspomnień powrócisz i co one z Tobą zrobią.

Bo pamięć potrafi i boleć, ale też przynosić ukojenie. Ty wybierasz co oglądasz na ekranie swojego ciała. Ale bywa też tak, że te najtrudniejsze historie chowają się bardzo głęboko. I same nie wyjdą. Wtedy warto im pomóc na przykład dobrym masażem albo automasażem.

To moje super moce, które są ze mną od 13 lat i one naprawdę potrafią wyciągnąć niezłe śmieci 😉

——-

Więcej o automasażu na https://rozmasujto.pl/ czyli zrób to sam 😉

A o przygodach ciała i emocji wszelkich gadam raz w tygodniu: https://radiokawula.pl/

Czy dobry masaż musi boleć?

„Jeśli nie boli to nie jest skuteczne. Po masażu poboli, poboli i przestanie. Zagryź zęby i wytrzymaj”.

– Zbyt wiele razy słyszałam takie teksty, kiedy podczas masażu płakałam z bólu, albo przez tydzień po, dochodziłam do siebie i wcale mi nie było lepiej. Po bolesnych masażach czułam się obita, skurczona, wykrzywiona, jakby mnie ktoś obrzucił ziemniakami. Siniaki pod skórą krzyczały: TO NIE DLA NAS! NIE ZABIERAJ NAS WIĘCEJ NA TAKI MASAŻ. Więc przestałam.

Na przestrzeni 13 lat praktyki jako terapeuta i nauczyciel hawajskiej pracy z ciałem Lomi Lomi Nui, przekonałam się, że masaż nie musi boleć, żeby był głęboki i skutecznie zabierał ból. Wystarczy zatrzymać się na granicy dyskomfortu i bólu, zanim zablokuje się oddech, zanim ciało nie straci do moich dłoni zaufania.

Bo to zaufanie będzie cholernie trudno odzyskać, jeśli w ogóle. Masaż terapeutyczny nie musi boleć!