Lomi Lomi a nowy zawód

Ile ja się nagadam na tym kursie lomi to wiem tylko ja i moi uczniowie. Rozważam nagrywanie płyt i potem ich tylko odtwarzanie. Bo gadam zawsze to samo, bo zawsze te same śmieci mamy w głowie: nie dam rady, nie umiem, boję się, za mało wiem, nie pamiętam, źle coś robię, nie poradzę sobie. I weź tu człowieku bądź nauczycielem i daj tylko technikę. No nie da się, trzeba trochę porzeźbić w głowie i człowiekowi pomóc. W 5 dni wychodzi ode mnie nowy człowiek. Idzie w życie, trochę się boi, ale idzie z klatą wypiętą, że umie, że dał radę, że ma nowy zawód w dłoniach. I to jest powód do świętowania!

Masaż i pieniądze

Oj dziś gruby temat. Opowiadam o masowaniu za pieniądze. Uwierzycie? ZA PIENIĄDZE! Jak to możliwe, żeby po wyuczeniu się zawodu, pójść do pracy i brać za to wynagrodzenie? Szok oraz niedowierzanie prawda?

Ile ja się nasłuchałam, że nie wyżyję, że mam pseudo biznesik, że to moja fanaberia, że mam iść do normalnej i porządnej pracy. A ja mam porządną pracę, nie kradnę, nie pożyczam, utrzymuję się sama z mężem czy bez, stać mnie na życie samodzielne. Bywało na bardzo skromnym poziomie, bywało na wysokim. Przeszłam drogę od wstydu by wziąć pieniądze za swoją pracę (!!!!heloł!!!) po zadowolenie.

Ale i tak echa tamtych słów, że sobie „nie poradzę” gdzieś jeszcze wylazły… Więc je dziś wywlekłam przed aparat i Wam daję.

W szale uczenia

10 dni, 2 kobiety Anżelina i Agata, 2 kursy indywidualnej nauki terapeutycznego masażu lomi lomi, ponad 50 godzin intensywnego uczenia, masowania, rozmów, dzielenia się, automasażowania, terapii. A poza tym zwykłe życie, pies, koty, obiady, zakupy, wątpliwości, tęsknoty i przełączanie się między trybami życiowych ról.Podczas kursów zawsze dużo mówię, jakbym chciała 13 lat doświadczenia przekazać w jeden dzień. Zmieścić w 5 dniach wszystkie wątpliwości, sukcesy, bóle, zagubienia i przeżycia. Tak, żeby moi uczniowie mieli łatwiej niż miałam sama, by nie bali się odważnie brać pieniędzy za świetnie wykonaną pracę, by wiedzieli jak zadbać o swoje granice, by kiedy zaboli ich własne ciało, wiedzieli jak automasażem sobie pomóc, by masaż, którego się nauczyli, wykorzystali na maksa dla siebie i innych.

Wypuściłam w świat dwie kobiety, które już dziś są dużo dalej, niż ja, kiedy zaczynałam praktykę. Kurde, one przecież umówiły klientów jeszcze w trakcie trwania kursu! Wlałam w nie całą odwagę jaką mam i one to wzięły! Ich ciała są inne, ich oddech głębszy, a twarz błyszczy, jakby ktoś sypnął brokatem, a to przecież ich piękno z nich wybiło. Wytłukłyśmy po drodze sporo lęków, wątpliwości, tak, że zrobiło się miejsce na nowe, które właśnie się zbliża. Bo kurs masażu, tak naprawdę zaczyna się po jego ukończeniu. Kiedy uczę, mnie też żyje się łatwiej, bo to praca trochę na wysokim C. Nawet jak dopada coś przykrego, łatwiej sobie z tym poradzić.

Dziś nie mogę sobie znaleźć miejsca. Kręcę się i łapię na myśli, że zaraz 9 i przyjdzie Agata, ale ona przecież wczoraj mnie wymasowała sfruwająco, wypiłyśmy ceremonialne kakao, a potem się wyściskałyśmy i poszła przed siebie z dyplomem lomi terapeuty w dłoni.Ale jest tak, jak ma być. Piekę muffinki bananowe, zwierzęta mnie wkurzają i nie pozwalają w spokoju napisać tego posta, każde domaga się uwagi, jakbym wróciła z długich wakacji. Więc dziś będę trochę dla nich, trochę dla siebie, bo jutro znowu ruszam, tym razem do pracy reportera…

PS a wiecie, że już od ponad 10 dni nie piłam cappuccino? Popsułam się chyba… Ale to pewnie przez te litry wody i herbaty, piję jak wielbłąd. Na szczęście znam te moje fanaberie nie-picia cappuccino i na szczęście zawsze wraca. Mój rekord to prawie 2 miesiące! Samo odeszło, samo przyszło. Takie ciało, trzeba słuchać.

Szacunek

Gdybym miała sprowadzić wszystkie moje dotychczasowe filmiki o masażu i dobrym dotyku, do jednego słowa, byłby to szacunek. Bo na nim polega „magia” Lomi Lomi. I to coś, co powinno być przy każdym spotkaniu człowieka z człowiekiem…

Jak czytanie książek wzbogaca mój masaż

Jak i czy literatura faktu wpływa na mój masaż? Czy można lepiej masować dzięki czytaniu? Jak poszerzać swoją wrażliwość?

Dzisiejszy filmik jest z serii dość filozoficznych, ale tak to się u mnie odbywa, a raczej takie tematy się ze mnie wydobywają, kiedy naczytam się za dużo książek… A jestem w ciągu czytelniczym i nie ma żartów.

Dwa tygodnie, 10 książek, wcale nie takich cienkich. Oczy mi prawie wypadły, mózg spuchł, ciało skuliło, ale czasem tak własnie trzeba, żeby zrozumieć, poczuć, zmienić, przerobić.

Historia żółtej kaczuszki

Dobry dotyk

Mama dotyka nosem mojego policzka. Rysuje na nim trzy kręgi, a potem zatrzymuje się na środku i jakby naciska niewidzialny guzik mówi: „pip, pip, pip”, za każdym razem odrywa nos i delikatnie przyciska. Jedno dotknięcie, jedno „pip”.

Nie wiem dlaczego tę zabawę przed snem nazywałam „kaczuszką” i dlaczego trącanie „kaczym dzióbkiem” uznawałam za pieszczotę, ale wtedy dziecięca gorączka szybciej opadała, a w nocy ból ciała tak bardzo nie dokuczał.

Dużo chorowałam. Dobrze pamiętam samotność i moje małe pośladki, na których kończyło się miejsce na kolejne zastrzyki. Całymi dniami sama. Czasem dzieciaki z klasy, krzyczały pod moimi oknami na przerwach, nie pamiętam co, ale dawały poczucie realności, którą zaczynałam gubić w czytanych baśniach i tych wszystkich wysłuchanych bajkach, jakie mieszkały w metrach taśm szpulowych.

A wieczorami pojawiała się mama i była kaczą mamą, która czule trącała dziobem swoje pisklę.

Mogłabym pamiętać te wszystkie lata nie-dotyku. I pamiętam. Ale z jakiegoś powodu, kiedy mi smutno, kiedy chcę być tylko małą Agnieszką, zamykam oczy i słyszę „pip, pip, pip”.

Zaklęcie kaczego dzioba koi.

Trudno te mamine muśnięcia nosem po policzku nazwać dotykiem, a jednak… Miałam wtedy z siedem lat i to moje pierwsze wspomnienie dobrego dotyku. Możliwe nawet, że jedyne, jakie jestem sobie w stanie przypomnieć z „wtedy” do „względnej dorosłości”.

To poczucie bycia jedyną, specjalną, żółtą kaczuszką w ptasim świecie, towarzyszy mi podczas każdej sesji masażu, w każdym ruchu, który wykonują moje ręce. To uczucie przekazuję moim uczniom.

Tak niewiele, mieści w sobie największe zmiany. Tak niewiele, potrafi zakopać nawet głębokie dziury nie-miłości. Wystarczy kogoś dotknąć…