Zaznacz stronę

 

Wyobraź sobie kobietę. Ma dwadzieścia pięć lat. Świeżo po studiach. Powinna mieć głowę pełną marzeń i energię do ich spełniania. Nie ma. Powinna realizować swój potencjał. Nie realizuje. Powinna cieszyć się życiem, młodością i możliwościami. Nic ją nie cieszy.

Wyobraź sobie kobietę. Codziennie rano budzi ją ta sama myśl: aha, kolejny dzień życia, nie mam siły, nie chce mi się, po co to wszystko. Nigdy nie patrzy w lustro. Nie może znieść swojego odbicia. Nie, nie jest brzydka. Niczego jej nie brakuje. Ale ona woli nie patrzeć. Bo ciało jest dla niej tematem wstydliwym, bolesnym, uciążliwym. Ciało boli na równi z ołowianymi myślami. Ciało ciągnie w dół. Ciało często nie pozwala wstać z łóżka. Z bólu. Więc traktuje ciało z chłodną obojętnością. Karmi je, bo chce żyć. Jeszcze… Ubiera je. Bo tak trzeba.

Wyobraź sobie kobietę. Siedzi w kolejce do lekarza. Po kolejną receptę. Jedna na serce, druga na nadciśnienie, trzecia na depresję. Wykupione leki, popija czasem wodą, a czasem czerwonym winem, żeby mniej bolało. A schowane pod workowatymi ubraniami ciało, puchnie. Im więcej kobieta chodzi na fitness, tym bardziej puchnie. Tym trudniej jej się ruszać, tym ciężej wchodzić po schodach do mieszkania na piątym piętrze. Bez windy.

Wyobraź sobie kobietę. Boi się bliskości. Nie wie co to czułość. Nie pozwala się przytulać. Choć bardzo tego potrzebuje. Aż pewnego dnia poznaje masażystkę. Na tym samym fitnessie, gdzie codziennie katuje swoje budyniowate i obolałe ciało. Po raz pierwszy w życiu pozwala się dotknąć. Podczas trzydziestominutowego masażu klasycznego pleców, płacze. Nie rozumie dlaczego, ale czuje, że to, co się z nią dzieje jest ważne. I dobre.

Wyobraź sobie kobietę. Cztery lata później. Uśmiechnięta. Z błyskiem w oku. Jej ciało owinięte w kolorową chustę. W swobodnie opadających włosach, wpięty czerwony kwiat. Oddycha spokojnie i głęboko. Siedzi naprzeciwko innej kobiety. Słucha jej historii. Odnajduje w niej kawałki siebie. A potem… Potem obie wkraczają w przestrzeń, w której nie pada żadne słowo, ale słychać głośno i wyraźnie to, co mówi CIAŁO. Kobieta w chuście masuje kobietę z historią. Przez prawie dwie godziny odbywa się taniec ciała, duszy, emocji… i pamięci. Po skończonej sesji historii mniej, ciału lżej, kolorów więcej, a do duszy bliżej… To magia masażu Lomi Lomi Nui.

Wyobraź sobie kobietę. Cztery lata wcześniej. Miała tak bardzo dość siebie, ciała, wszystkich czarnych myśli i bólu, że powiedziała DOŚĆ. Stwierdziła, że daje sobie ostatnią szansę, żeby się przekonać, żeby sprawdzić, żeby poszukać. Obietnicy dotrzymała, choć nie zliczy ile razy chciała się poddać. Znalazła. Hawajski masaż Lomi Lomi Nui. Po raz pierwszy w życiu zobaczyła, że świat ma kolory. I choć to był dopiero maleńki krok ku jej wyzdrowieniu, już wtedy zapragnęła. Mocno. Prawdziwie. Że ludzie po kontakcie z nią też będą zakwitać kolorami.

A teraz niczego już sobie nie wyobrażaj. Bo ta historia wydarzyła się naprawdę… Witaj, jestem Kawula, Agnieszka Kawula i przy pomocy hawajskiego masażu Lomi Lomi Nui tworzę harmonijny pomost między Tobą, a Twoim ciałem.

Shares
Share This