Zaznacz stronę

Pomagajmy

Wracam do żywych. Trochę ja, ale jeszcze nie ja, natomiast z wiadomością, jaka do mnie przyszła dziś. Więc postanowiłam nagrać ten przekaz lomi masażystki do… No właśnie, do wszystkich, którzy wstydzą i boją się prosić o pomoc, do wszystkich terapeutów różnych dziedzin, żeby rozejrzeli się dookoła i zrobili coś dla tych, którzy się wstydzą, których nie stać, ale którzy bardzo potrzebują właśnie Was i tego, co potraficie robić.

Może mimo głosu jak z dupy, usłyszycie :-*

Lomi korepetycje

Lomi korepetycje

A wiecie, że jestem lomi babcią? I to wielokrotną, ale pierwszy raz miałam okazję poznać lomi wnuczka. Mikołaj przyjechał tydzień temu na dwa dni pracy indywidualnej. Potrzebował odrobiny zachęty, ciut szlifu technicznego i dawki kawulowych kolorów i… Poleciał! Kraków i okolice zyskał dobrego lomi człowieka.

Tematem przewodnim spotkania doszkalającego były… uwaga… cycki! Całkiem naturalna i normalna sprawa. Chłopaki masażyści wstydzą się trochę klientek, a dziewczyny masażystki klientów. Normalka. Do przepracowania, przemasowania, nabrania odwagi. Wstyd szybko mija, a cycki i pozostałe części intymne pozostają nietknięte, że się tak wyrażę.

Ech, wiele jest „dziwnych” spraw wokół lomi lomi nui. Wokół dotyku i bliskości podczas masażu. I o tym wszystkim mówię na kursach u siebie i tych pełnych, i podczas doszkoleń kilkugodzinnych. No wiecie, takie trochę korepetycje z masażu.

Będę o tym opowiadała też na filmikach (no o piersiach, pośladkach, nagości, wstydzie, dotyku i sprawach, które są normalne, ludzkie, cielesne, ale jakoś w środowisku masażystów mało się o tym mówi głośno), jak tylko wrócę do całkowitej sprawności głosowej, bo niestety moje ostatnie życiowe decyzje wywołały we mnie tyle emocji, że mam tydzień resetu, bez głosu własnego, bez ludzi, no taką pustelnię mam). Za to w głowie od rana głośno i pomysły się pchają, więc na razie je zapisuję na kartce, żeby potem do Was gadać z większą mocą.

Nauka hawajskiego masażu, z czym to się je?

I trening i taniec i zabawa. Czyli indywidualny kurs masażu Lomi lomi nui u Kawuli czyli mła.

Zawsze chciałam chodzić do takiej szkoły, gdzie nie ma ocen, gdzie docenia się mocne strony ucznia, gdzie zachęca się do wysokich lotów, we własnym tempie, uznając wrażliwość indywidualnie, a nie schematem. I taką szkołę sobie stworzyłam sama 😉 Uczę, a raczej wyciągam talenty ze swoich uczniów, wzmacniam je i podpieram techniką, którą oni potem sobie układają tak jak lubią i czują.

Czego uczą się kursanci? Ano różnych rzeczy: automasażu czyli jak sobie samemu uwolnić napięcia z ciała, elastyczności i płynnych ruchów dzięki „fregacie” czyli tańca, który synchronizuje półkule mózgowe i nadaje masażowi flow, ale też super ładuje akumulatory ciało masażysty, no i jest jeszcze szczegółowa technika masażu. A to wszystko w 5 dni! Czy to wystarczy? Zdecydowanie. Dnia 6ego możesz iść, masować i praktykować ile Ci się chce. I oczywiście zarabiać na swojej pracy.

Bo to praca, bo to nowy zawód, bo to może być fajne uzupełnienie ścieżki już obranej, albo całkowity zwrot akcji życia.

Zapraszam 💚 każdy uczeń inny, każdy dostaje tyle ile fabryka dała, każdy potem samodzielnie idzie dalej i działa. Tymczasem z Agnieszką bawimy się i masujemy, a pomiędzy elementy dogoterapii, wiadomo. Mój pies Gandhi, główny inspektor budowy

Indywidualy kurs lomi? Dlaczego warto, mówi świeża uczennica

Dziś Kawula nie mówi o Kawuli, ale ktoś mówi o Kawuli.
Właśnie wypuściłam od siebie kolejnego lomi ucznia. Toruń zyskał skrawek Hawajów u siebie. Magdalena Buczyło przyszła rano wymalowana, ubrana elegancko i mówi: Kawula, ja do tego Twojego aparatu powiem co myślę o tym całym kursie indywidualnym u Ciebie. Co mi tam! Nagrywaj!
 
Jak na pierwszy raz poszło jej cudownie, sami posłuchajcie. Kobieta rakieta! A jeśli ktoś jest z Torunia to może się wybrać do jej Dynamic Studio SPA – salon masażu, kosmetyka twarzy i ciała.
 
To były tak intensywne dni, że ostatnie 4 godziny spałam 😉 A już jutro przyjeżdża nowa uczennica. Więc moje mieszkanie zdecydowanie zalane olejem i pachnące truskawkami, bo ciągle wyciskam soki owocowe 😉
 
Magda też zainspirowała mnie do automasażu twarzy i od 3 dni masuję się… KAMIENIEM, takim za 3,50, bo taki miałam akurat pod ręką! Tak, niedługo wrzucę tu o tym filmik, nagrany już jest na fali zakochania, ale nie mam kiedy zmontować, bo ręce ciągle w oleju. Tymczasem wrzucam Wam Magdę, uśmiechniętą, kolorową i wyuczoną elegancko nowego masażu. I odważną bardzo! I dzielną jak nie wiem co! W ogóle drugiego dnia kursu powiedziała: Kawula, a daj mię trochę muzyki, bo przecież ja po kursie już mam poumawiane klientki na lomi lomi 🙂
 
No cudna!