Wola zmiany silniejsza niż strach
Kawula inspiruje Kawula pyta

Wola zmiany silniejsza niż strach

Poznałyśmy się rok temu. Obie byłyśmy wtedy w punkcie dużej zmiany. Ja akurat przeprowadzałam się z Niemiec do Gdyni, ona szukała w sobie odwagi by rzucić pracę i zająć się tym, co sprawi jej radość. Ja przyjechałam akurat do Gdyni pomasować moich klientów, ona znalazła mnie i powiedziała, że bardzo teraz właśnie Lomi Lomi Nui potrzebuje. Na nową drogę, na wzmocnienie, na oswojenie lęku przed zmianą, na dodanie sił by pójść w nieznane i się nie cofnąć.

Zamieszało się w rzeczywistości, zakotłowało, zabulgotało i… Dokładnie rok później spotykamy się u niej! Trafiłam na jej sklep internetowy i zapragnęłam balsamu do ciała o oszałamiającym zapachu mango ;-).  Witają mnie dwa koty, zwłaszcza Kot Leon taki bardzo psi uprasza się ciągle o głaski.  Zostałam ugoszczona zielonym koktajlem, który przyjemnie nie orzeźwił.  I jak to ze mną bywa, podpytałam co u niej, bo zmiana ogromna!  Z zaciekawieniem słuchałam  opowieści. Dużo się przez rok wydarzyło. Agnieszka prowadzi już swój sklep internetowy, dostała dofinansowanie na rozwój działalności i inspiruje ludzi do zdrowego życia. Ależ przyjemnie widzieć jak człowiek się zmienia i sięga po swoje marzenia. Kiedy ktoś mimo strachu idzie do przodu. Kiedy ktoś, mimo niepewności, podejmuje ryzyko i wybiera to, co mu w duszy gra.

A łatwo nie było… Poznajcie Agę Fiszer-Kosińską.

Agnieszka po studiach wyjechała na 7 lat do Stanów. Pracowała jako opiekunka do dzieci, a potem w hotelarstwie zaliczając różne szczeble „kariery”. Potem wraca do Polski, próbując się odnaleźć w rzeczywistości. Kolejnych 7 lat mija jej w Warszawie, nadal w pracy, która coraz bardziej męczy i stresuje. Ratunku szukała w bieganiu. Założyła nawet grupę „Wola biegania”, przez chwilę była też trenerką fitnessu.

– Ogólnie temat zdrowia zawsze był mi bliski, ale nie wiedziałam jak zająć się tym zawodowo. Byłam dość nieszczęśliwa, ale brakowało mi odwagi. Bałam się co na mnie może czekać poza strefą komfortu. Myślałam, że jak się przeprowadzę do Trójmiasta to będzie lepiej. Było o tyle fajniej, że miałam morze pod ręką, ale nadal byłam nieszczęśliwa i tkwiłam w pracy, która mnie strasznie stresowała i spalała.

Nic nie było w stanie mnie zrelaksować… Tak się złożyło, że mojej koleżanki z działu ojciec robił akupunkturę. Był kiedyś lekarzem, chirurgiem… I tak zaczęłam do niego chodzić. Ale to nie były zwykłe sesje… Czasem siedziałam u niego ze trzy godziny. A on na mnie najpierw nabijał na igły, potem jakieś bańki, muzyczka, a potem rozmowa terapeutyczna… Oj dużo mi to wtedy dało… Podsuwał mi też książki do czytania, a jedna, która mi zrobiła najwięcej dotyczyła właśnie odwagi… Potem trafiłam do Ciebie na masaż, a potem wyjechałam na tydzień w Bieszczady. Chodziłam po górach, medytowałam, modliłam się. Już naprawdę nie wiedziałam jak mam zmienić swoje życie i co robić. Wiedziałam jedno, że już nie wrócę do mojej pracy i nawet jakbym miała pracować gdzieś w sklepie za mniejsze pieniądze to już mi wszystko jedno.

Taka zrezygnowana trochę opowiadałam moje postanowienia koleżance: wiesz, co, będę pracowała sklepie, będę robiła zupełnie coś innego niż dotychczas i pomyślę co dalej. A ona na to: ale dlaczego masz pracować w sklepie u kogoś, skoro możesz sama założyć sklep. – No tak! Mogę! Potem rozmawiałam z kimś innym i mówię: Będę miała sklep, ze zdrową żywnością, suplementami, fajnymi kosmetykami. – No ale wiesz, sklep to duży nakład finansowy, duża inwestycja, może sklep internetowy? No i zaskoczyło! Jasne, że tak!

I tak przez  tydzień w Bieszczadach narodził się nowy pomysł. Już wtedy wiedziała też, że chciałaby studiować medycynę chińską. Znalazła idealne miejsce dla siebie i to w Gdańsku (TOMO  Trójmiejski Ośrodek Medycyny Orientalnej).

– To jest coś zgodnego ze mną. Bardzo do mnie to wszystko przemawia i chcę się tym też dzielić z innymi. Ogólnie to uczyłam się chińskiego przez rok. Pracując w hotelu miałam sporo kontaktów z Chinami. I ogólnie nie mogłam się z klientami dogadać mimo że rozmawialiśmy po angielsku. Gdzieś nasza komunikacja się rozmijała. No to pomyślałam, okej, zacznę uczyć się chińskiego. I tak zaczęłam poznawać tę kulturę. Oni w ogóle mają inną mentalność i myślenie… I wiele nieścisłości wynikało właśnie z tego…

Czy miewa jeszcze wątpliwości? Jasne… Bo te pierwsze kroki wymagają troski, wsparcia i dużo siły by nie zawrócić w utarte koleiny. A czasem to bardzo by się chciało po prostu zwiać!  Aga nie daje się podszeptom krytyka wewnętrznego i raz w miesiącu korzysta z biznes coachingu bo czasem ją  to wszystko przytłacza i nie wie do końca jak się w tym nowym odnaleźć.  Przyznaje, że łapała naprawdę duże doły.

– Za dużo siedziałam w głowie i za bardzo wierzyłam w te wszystkie mało wspierające słowa, które sobie mówiłam. Teraz uczę się, żeby nie być dla siebie taką krytyczną i pogłaskać się kiedy trzeba, pochwalić, położyć fajny balsam na czasem zestresowane ciało, dać sobie więcej luzu i dalej iść do przodu i realizować postawione cele. Bo ja się dopiero rozkręcam!

Podziel się KawuląShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *