Wiatrem być…
Kawula masuje Lomi Lomi Nui

Wiatrem być…

– Naprawdę nie wiem co powiedzieć, jak to wyjaśnić wszystko… Zostawiłem na tym stole cały mój lęk o przyszłość. Tak bardzo bałem się starości… – powiedział  Grzegorz wychodząc ode mnie po sesji masażu.

Przyjechał z Krakowa. Elegancki, zadbany, skóra muśnięta słońcem. Mogłabym śmiało powiedzieć, że miał lat czterdzieści parę. Miał więcej. Pomyliłam się o piętnaście lat…

– Ciężko mi. Tak na sercu. Coś mnie dusi. Ale nie umiem tego opisać – zaczął nieśmiało opowiadać kiedy padło pytanie: – Co Pana do mnie sprowadza?.

–  Wie Pani, to nie jest takie medyczne odczucie, raczej jakby ktoś siedział mi na plecach i przyciskał tak mocno, że aż ściska i tchu nie można złapać. A dbam o siebie, zdrowo się odżywiam, trochę jogi ćwiczę, no w moim wieku to i tak trzymam się świetnie. Ale… – przerywa, kładzie dłoń na klatce piersiowej, patrzy na mnie w poszukiwaniu potwierdzenia, że rozumiem co ma na myśli.

– Brakuje pełnego oddechu?

– O właśnie tak… Gdzieś mi się coś tak przytkało, że aż mnie między łopatkami uwiera i zgina czasem w pół…

Grzegorz kładzie się na stole do masażu. Ogarnia mnie współczucie. Teraz czuję jeszcze bardziej co miał na myśli… Jego plecy przypominają pagórek. W chwili kiedy po raz pierwszy kładę na nich dłonie w geście przywitania się z ciałem, jego łopatki drżą niczym muśnięte prądem elektrycznym. Jak później mi powiedział, to był początek jego intensywnej podróży w głąb siebie.

W trakcie kiedy masowałam jego plecy on wpadał w czarną dziurę. Leciał i leciał i leciał. Bał się. Tak bardzo się bał. Czułam jego lęk. Skóra pod palcami mieniła się, wiła, pulsowała. Momentami wystawiała delikatne, niewidzialne kolce. Nie, nie raniły mi dłoni, po prostu stały na straży. Oczami wyobraźni widzę białego królika. Mknie jak szalony w końcu chowa się pod wielkim liściem. Drży ze strachu. Jego oddech jest krótki, szarpany.

Zatrzymuję dłonie między łopatkami. Biorę bardzo długi, głośny wdech… Wraz z świszczącym wydechem pochylam się bardziej nad plecami Grzegorza. Słyszę jak mocno i nierównomiernie bije mu serce. Dłonie wędrują na barki, a we mnie rodzi się uczucie jakbym dawała mu całe wsparcie jakiego nigdy nie dostał w swoim „wtedy”, kiedy potrzebował tego najbardziej. Stoję nieruchomo. Wiem, że nie mogę odkleić dłoni, jeszcze nie. Oddycham. Spokojnie. Cierpliwie czekam. Nie wiem na co. Po prostu wiem, że mam tylko tu być i oddychać. W chwili kiedy słyszę głębokie westchnienie ulgi, biały zając znika, a ja ruszam dalej drogą ciała.

Po masażu pijemy wodę. Milczymy. Grzegorz zamyka oczy. Oddycha spokojnie. Delikatne zmarszczki wokół oczu zniknęły, a jego twarz pojaśniała. Lubię patrzeć na te zmiany. Delektuję się. Chłonę to uczucie bycia niemym świadkiem…

– Czy mogę… – przerywa ciszę obniżonym tonem głosu. – Czy mogę Pani coś opowiedzieć?

Milczę. Uśmiecham się. Oddycham.

– W chwili, kiedy położyła Pani ręce na moich plecach, poczułem, jakby w klatce piersiowej otworzyła się wielka, czarna dziura, momentalnie w nią wskoczyłem. Spadałem bardzo głęboko. Bałem się tak bardzo, że chyba trzęsło się całe moje ciało, czuła to Pani? Ja się naprawdę trząsłem?

Milczę. Uśmiecham się. Delikatnie potakuję. Oddycham.

– I nagle, sam nie wiem kiedy, z tej ciemności, w dole pokazała mi się łąka. Taka jakby w środku lata. Obserwowałem wszystko z góry. W ogóle nie miałem ciała, jakbym był wiatrem. Nigdy nie czułem się tak lekko… Na łące widzę dróżkę, a na niej wielkiego wilka. Czuję, że on jest przyjazny i że chce mi coś pokazać. Lecę więc za nim. Zatrzymujemy się pod ogromnym dębem. Wtedy wilki mówi do mnie: – Tu możesz zostawić cały swój ciężar, już go nie potrzebujesz.

Milczę. Uśmiecham się. Oddycham.

– Wie Pani co? Poczułem się jakbym wrócił do domu. Ogarnął mnie taki spokój. Nigdy czegoś takiego nie poczułem. Nie umiem tego teraz opowiedzieć, bo to więcej niż spokój. No nie wiem…

Milczę. Uśmiecham się. Oddycham…

On milczy. Uśmiecha się. Oddycha…

– Nie czuję tego ciężaru między łopatkami… naprawdę go nie czuję – powiedział radośnie kiedy się żegnaliśmy.

fot. Paweł Wieczorek

Podziel się KawuląShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *