Smutek inny niż wszystkie
Kawula masuje Lomi Lomi Nui

Smutek inny niż wszystkie

– Jestem zmęczona. Potrzebuję troski. Uczucia. Miłości. Realnej. Nie wirtualnej. Żywego człowieka, nie lajków na fejsie – jej otwartość i szczerość mnie zaskakują. Czuję, że to nie będzie takie zwykłe spotkanie. Że ta sesja Lomi Lomi Nui będzie… Po prostu będzie inna niż zazwyczaj…

– Teraz nic nie musisz… – mówię spokojnie. W odpowiedzi jej oczy zachodzą łzami.

Czuję jak zalewa ją fala smutku pod którą uginają się jej ramiona.

– Nie mam siły i nie wiem czy chcę być silna – jej ręce swobodnie opadają na sofę. –  Od mniej więcej dwóch miesięcy jestem po prostu smutna. Drażni mnie kiedy słyszę, że się nie mam smucić, że przecież wszystko jest okej, albo że minie, albo inne mądrości. No nie jest okej… Więc przyklejam uśmiech żeby się ode mnie odczepili ci z mądrymi radami i duchowym wysyłaniem miłości. Bo nie jest okej. Nie wiem jak Ci to opowiedzieć…

– Nie musisz więcej nic mówić… – rozumiem ją, tak bardzo rozumiem… Nie było dla mnie zaskoczeniem to, co powiedziała po chwili milczenia…

– Wiesz, to tak jakby cały mój światopogląd się rozpadł. Jakbym żyła w bańce kłamstwa. Jakbym siebie oszukiwała, choć myślałam, że tak już siebie kocham.  Boli mnie dosłownie wszystko. Ciało to jedno, pobiegam, pójdę na saunę, na masaż, albo zjem tabletkę przeciwbólową i minie, ale to, co mnie boli w środku, rozrywa. Chcę krzyczeć, ale żaden dźwięk się ze mnie nie wydobywa. Chcę płakać, ale moje łzy już nie są słone.  Czuję ogromną pustkę. Coś we mnie umarło i może dlatego ten smutek tak boli… Już sama nie wiem jaka jestem… Chyba dopiero teraz, po prawie piętnastu latach bycia mądrą i taką odważną pozwalam sobie czuć smutek i opłakać moje decyzje i wszystkie rany… Szkoda, że nie ma na to leku przeciwbólowego. Nawet nie mogę wziąć żadnej używki bo to nic nie da przecież, za daleko zaszłam, żeby pić czy ćpać. Od tego bólu nie można uciec. Albo się z nim zmierzę, albo… Sama nie wiem… Mówi się, że człowiek przechodzi co najmniej dwa większe kryzysy w życiu. No to mnie dopadło. Oto mam 38 lat i boję się jak cholera…

Jej ciało zaczyna drżeć.

– To nie tak, że nic nie ma sensu, że wszystko jest czarne i że jakiś stan depresyjny… Nadal cieszą mnie małe rzeczy, smak malin i zapach morza o szóstej rano. Tylko ten smutek z samego brzucha też w tych drobiazgach jest… Chyba już nic więcej nie potrafię powiedzieć… Pomożesz mi?

– Jedyne co mogę zrobić to masaż… a Ty po prostu odpoczywaj. Teraz nic nie musisz…

Masując jej smutek, masuję też swój.

Dwie godziny później, po skończonym masażu powiedziała: – Nie wiem co mi zrobiłaś bo niczego nie pamiętam… Była tylko muzyka, która potem zniknęła. Był Twój oddech, który zaprowadził mnie do miejsca gdzie było bardzo cicho. Żaden dźwięk do mnie nie docierał. Było mi bezpiecznie. Spokojnie. Znalazłam w sobie schronienie…

Podziel się KawuląShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

2 komentarzy do „Smutek inny niż wszystkie”

  1. ❤️ Tak bardzo się odnajduję w tym, co tu opisałaś. Nie siebie z teraz, ale siebie z wcześniej. To jest taki ktoś, kogo się chce po prostu przytulić. Takie delikatne, wrażliwe wewnętrzne dziecko, które potrzebuje uważności.

    1. Bliska mi osoba powiedziała kiedyś, że przyjedzie i otuli mnie nie kocykiem a chusteczkami higienicznymi 😉 otulenie w każdej formie w takim stanie mile widziane 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *