Samochwała wychodzi z kąta
Kawulą pisane

Samochwała wychodzi z kąta

DSCN2975

Podczas ostatniego kursu masażu lomi lomi nui pod koniec dnia zapytałam uczennicę: Za co dziś możesz się pochwalić, wymień minimum trzy rzeczy ;-)? Początkowo odpowiedziała mi cisza… Po chwili słyszę: – Dobrze stół umyłam! A co powiesz na to, że trzeciego dnia potrafisz zrobić dużo więcej niż dnia pierwszego? A co powiesz na to, że jeszcze wczoraj napinałaś całe ciało, a dziś potrafisz się szybciej rozluźnić? A co powiesz na to, że wspaniale oddychasz? A co powiesz na to, że Twoje ruchy są płynniejsze?

– No ale nie jestem taka dobra jak Ty!

– Kochana, mam za sobą przeszło 8 lat praktyki… ale uwierz mi, kiedy zaczynałam byłam daleko daleko w polu i za cholerę nie mogłam zapamiętać połowy tego, co Ty już umiesz! Skoro ja doszłam gdzie doszłam to Ty też możesz!

– Tylko chcesz mnie pocieszyć…

Ech…

Niestety sama za dobrze pamiętam te lata, kiedy własne istnienie uznawałam za tak nieistotne, że chciałam nie być, a gdyby ktoś kazał mi się za cokolwiek pochwalić chyba bym go wyśmiała i uznała, że nie do końca zrozumiałam zadanie…

Praca u podstaw

Przykro mi, naprawdę… Że w szkołach nie dostrzegają potencjału ucznia, że tylko te wady, że dobrze i źle. Sama pamiętam oceny za moje wypracowania: treść 5, błędy 3 (przy dobrych wiatrach ;-)). I wychodziła dziwna ocena…

Na szczęście w liceum miałam zajęcia z retoryki z fajnym aktorem. Bardzo kreatywny człowiek. Zadawał nam śmieszne wypracowania do pisania i pamiętam, że potrafił się prawdziwie zachwycić treścią, przekazem, słowem. Zachęcał nas do myślenia samodzielnego. Jak nie ważne dla niego były akcenty, przecinki i inne dziwne wymysły interpunkcji. On widział potencjał. Wydobywał na światło to co siedziało w cieniu. Dzięki takim osobom jak on, wytrwałam w pisaniu. Nie wyśmiewał moich opowiadań o smokach, elfach i nie krytykował kiedy napisałam płomienną mowę w obronie wielorybów. Nigdy nie poprawiał błędów na czerwono i na każdej pracy zawsze napisał coś miłego, nawet jeśli ktoś oddał mu naprawdę gniota… ;-).

Wiem, że są nauczyciele tacy jak on. Wierzę w nich. Moja mama też jest niezłomna! Uczy w klasach początkowych, aktualnie przedszkole. Potrafi z każdego wycisnąć to, co najlepsze. Widzi w jąkających się dzieciach to, czego nie widzi nikt inny. Nie ma łatwych uczniów, oj nie… Opowiada mi o takich dysfunkcjach o jakich nie mam pojęcia, a ona z pasją z nimi pracuje. Wystawia przedstawienia, dzieciaki jeżdżą na konkursy, recytują wiersze, rysują, tańczą i wygrywają! I jest dla nich autorytetem i co powie Pani Ela to żaden rodzic tego nie da rady zachwiać 😉 Nie wiem jak ona to robi… To już tyle lat. Podziwiam ją i pod tym względem jest moim idolem ;-). Że jej się chce, że ciągle się kształci i jeździ na coraz to nowsze szkolenia, że ciągle wymyśla coś specjalnego, że ciągle tworzy i że ma tę niewyczerpaną cierpliwość i miłość do swojej pracy…

Przełamać schemat

To tak jakbyśmy mieli to w kodzie DNA, krytykowanie, zauważanie tego, co wyszło nie tak, oceny, szufladkowanie, a gdyby tak szlifować diamenty zamiast psioczyć na węgiel? Naprawdę nie potrzeba wiele… Sama długo zmagałam się z: dobrze, ale… I zostawało mi w głowie to: ale… I dążyłam do ideału, którego nie byłam w stanie doścignąć bo go po prostu nie ma.

Wiele lat minęło zanim odważyłam się pierwsze teksty komuś pokazać. Bałam się tego: ale… I wtedy trafiłam na Macieja Parowskiego, „ojca redaktora” Nowej Fantastyki. Wysłałam mu opowiadanie. Z drżeniem całego ciała. Odpowiedź przyszła dość szybko i brzmiała mniej więcej tak: „Potencjał w tekście jest fajny, ale dialogi są sztywne, poczytaj Chandlera i zobacz jak on to robi. No nic, będzie trzeba popracować trochę nad tekstem, ale kupuję”. I tak zarobiłam pierwsze pieniądze na literaturze, otrzymałam cenną radę i przestałam się bać tego: ale…

Promotor mojej pracy magisterskiej też wspaniale podszedł do Kawuli, która za nic nie umiała i nie umie pisać naukowo. W weekend majowy napisałam com wiedziała, a pisałam o reportażu radiowym, mojej miłości wielkiej… Profesor Michał Błażejewski naprawdę wspaniale mnie potraktował… Wystawił mi bardzo dobrą ocenę motywując mój styl mało naukowy mądrymi słowami naukowymi i wyszło, że Kawula wymyśliła coś fajnego ;-). I nie wiem jak takim nauczycielom na jakich trafiłam udawało się wyjść poza schemat, skąd oni czerpią tę siłę i motywację by z roku na rok, robić naprawdę świetną robotę i im się nadal chce, nawet jeśli są na kilka lat przed emeryturą…

Dziś kawałek dalej niż wczoraj

Dla mnie nie ma dobrze-źle. Jest inaczej. Pod innym kątem. Z innej perspektywy. Kiedy uczę innych, nie wymuszam swojego stylu. Nie umiem tego opisać… Po prostu widzę potencjał w człowieku. Zacierają się też granice uczeń-nauczyciel, bo nie raz nauczyłam się czegoś nowego od moich uczniów.

Jakkolwiek on sam by uważał, że mu „nie wychodzi” widzę w nich więcej i to więcej mnie zachwyca. Nie ma czegoś takiego jak pomyłki i błędy. Przynajmniej nie ma ich dla mnie. To proces nauki. Jeśli czegoś się uczysz, przecież nie robisz tego od razu jak zawodowcy! Po to się czegoś uczysz… Więc dlaczego od razu ma „wyjść” i być jak po latach praktyki? Po co ta dziwna presja? Po co te wysokie oczekiwania? Choćbyś miał największy talent świata będzie on niczym bez praktyki… Przetrenowałam na własnej skórze i wiele nocy przeryczałam chcąc już, zaraz, teraz, bo przecież inni w tym wieku byli dalej, lepiej, wyżej… Nie ma sensu porównywać się do nikogo innego, jak tylko do własnej wersji siebie.

Dziś jesteś o krok dalej niż wczoraj, o kilka godzin praktyki więcej niż kilka dni temu. Bez tej pracy nic się samo nie wydarzy… (raczej…). Od Ciebie zależy czy wytrwasz. To Twoja podróż, twórz ją :-).

Czas wyjść z cienia

Jesteś tylko Ty i Twoje życie. Jak długo chcesz żyć w cieniu wszystkich: ale…? Jak długo chcesz jeszcze wisieć na krzyżu i się umartwiać nad tym co „nie wyszło”? Rób dalej swoje, rób tak długo aż zachwycisz się sam sobą. Ten dzień nadejdzie, prędzej czy później… Uwierz mi… Te wszystkie głosy dziwnej treści ucichną i wybrzmi Twoje piękno. A wtedy przestanie mieć znaczenie co powiedzą inni…

Dopóki nie docenisz siebie, nikt inny tego nie zrobi za Ciebie. A kiedy Ciebie zaczną doceniać Ty nie będziesz już żebrał o poklask… To piękny dzień, nie przegapisz go.

To jak? Idziesz dalej?!

PS A za co dziś możesz siebie pochwalić?

Podziel się KawuląShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

1 komentarz do „Samochwała wychodzi z kąta”

  1. Pozdrawiamy mamę – takie osoby z opisanym podejściem do zawodu to przykład dla innych. Widać, że i tobie wiele się udzieliło – nie krytykujesz a zachęcasz do dalszej pracy poprzez mądrą motywację. Chylimy czoła i mocno wspieramy! A czym my możemy się pochwalić? Tym, że i nam się chce, chce pokazywać jak bardzo warto jest być sobą i robić swoje kształtując swoją zawodową ścieżkę. Zapraszamy http://www.job-choice.net

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *