Opowieść masażem pisana
Kawula masuje

Opowieść masażem pisana

Kiedy słyszę pytanie: Ale co to jest za masaż to Lomi Lomi Nui, powiedz coś więcej… No sprawa nie jest taka oczywista do wyjaśnienia, więc często odpowiadam, że to mówienie komuś jak smakuje mango bez zjedzenia mango. O pewnych sprawach się nie teoretyzuje, ich się doświadcza. A Lomi Lomi Nui… Cóż… Dla każdego może być zupełnie innym przeżyciem.

A było to tak

Dziewięć temu, nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że wyląduję tu gdzie jestem, w pogodnym, kolorowym, twórczym miejscu, wykonująca pracę, która wydobywa zarówno ze mnie jak i z moich klientów prawdziwe piękno.

Moje życie sprzed pierwszego kontaktu z masażem Lomi Lomi Nui, mogę śmiało porównać do stereotypowej emerytury. Tendencja ewidentnie spadkowa, zatracanie smaków, barw, słuchu. Ciepłe kapcie i bezruch. Do tego moje ciało fizyczne przechodziło katusze, bolał mnie każdy centymetr, lekarze nie wiedzieli co mi dolega, a w wieku 25 lat brałam już leki na depresję oraz trzy różne tabletki na nadciśnienie i jedną na serce… [Mówiono, że do końca życia. Pomylili się, bo dziś nie łykam niczego oprócz miłości ;-)]. Byłam chodzącym wrakiem tuż przed kasacją. Racjonalna, poukładana Agnieszka, miała już dość samej siebie, bólu, tabletek i mądrych głów w białych kitlach. Bardzo potrzebowałam ukojenia, a tradycyjne  środki łagodzące nie pomagały. I jak to bywa we Wszechświecie, pojawia się pomoc w odpowiednim momencie. Dzięki przypadkowo-nieprzypadkowemu spotkaniu, trafiłam na hawajski masaż Lomi Lomi Nui.

I nic nie było już takie jak przedtem

Masaż wywrócił do góry nogami mój skostniały, bez wyrazu świat. Pamiętam tę pierwszą sesję jakby to było wczoraj, a przecież minęło już tyle lat. Mogę śmiało powiedzieć, że dałam sobie nowe życie. Gdybym stchórzyła, gdybym nie szukała pomocy dla siebie, oj kiepsko to widzę… W ciągu dwóch godzin odbyłam podróż do siebie, jakiej jeszcze nie znałam, a która czekała na zauważenie i uwolnienie. Przepoczwarzałam się w bólu i głębokim poruszeniu. Dotknęłam wewnętrznych kolorów i nie chciałam wracać do czarno-białego filmu.

Tuż po wyjściu z gabinetu, na każdym kroku zaskakiwała mnie intensywność doznań i choć dość szybko się ulotniła to jednak doświadczyłam stanu innego niż szarość i bezsens. Przez chwilę, ale jednak… poczułam coś idealnego i pamiętam, że wtedy obiecałam sobie, że będę dążyła do tego by zdarzało się częściej, ale o zwykłej porze, w zwykłe dni, a nie tylko od święta. Wymagało to ogromnej pracy, determinacji, potu, upadków, ale w końcu się udało, a Lomi Lomi było tego pięknym i wyzwalającym początkiem. Dziś sama masuję, uczę innych tej pięknej pracy z drugim człowiekiem, a jedną z moich większych nagród jest towarzyszenie klientom w podobnych przemianach, bycie milczącym i akceptującym świadkiem narodzin motylich skrzydeł.

No dobra, ale że o co chodzi?

Skoro już mam napisać coś więcej o moim mango, tym którzy go nie jedli to niech będzie… W trakcie masażu można doświadczyć głębokiego kontaktu z własnym ciałem, uczuciami i duszą. Lomi Lomi Nui zabiera w uzdrawiającą i oczyszczającą podróż do siebie samego, prawdziwego, spokojniejszego, zdrowszego. Bardzo często podczas masażu masowanemu przychodzą do głowy nowe rozwiązania starych problemów, czuje przypływ siły i gotowość do wprowadzenia w życie niezbędnych zmian. Żegna się z tym, co jest mu już niepotrzebne, odprawia natrętne myśli, a w ich miejsce zaprasza spokój, harmonię, wewnętrzny uśmiech. Bywa też tak, że do głosu dochodzą emocje, które długo były tłumione. Następuje ich uwolnienie, czasem łagodne, innym razem gwałtowne jak hawajski wulkan. A to wszystko w atmosferze miłości, akceptacji i święta.

Jedni odbierają Lomi Lomi Nui jako masaż wspaniale relaksujący, inni jako uzdrawiający, dający wytchnienie  od zmartwień i stresu, jeszcze inni doznają głębszych wglądów wewnętrznych. Tu nie ma miejsca na rutynę czy przewidywalność. Ani dla masażysty, ani dla masowanego. To niekończąca się podróż. W dniu, w którym przestanie mnie ona fascynować, wysiądę z tego hawajskiego pociągu. Na razie jadę dalej.

Na Hawajach masaż nie jest niczym dziwnym. Jest naturalny jak odżywianie. Członkowie rodziny masują się nawzajem. Jest do doskonały sposób by naprawiać i pogłębiać relacje. Spotkałam już osoby, które zjawiały się u mnie na kursie tylko dlatego, że chciały masować swoje dzieci, czy partnerów.

Dla mnie Lomi jest zdejmowaniem pamięci ciała. Warstwa po warstwie. Cierpliwie. Ze spokojem. Miłością. Skupieniem. Dotykaniem ciała czystą świadomością, która rozpuszcza wszelkie blokady. To tworzenie idealnej przestrzeni, w której można spotkać wszystko czego się na dany moment potrzebuje.  I nie, Lomi nie jest lekiem na całe zło i drogą do oświecenia i życia pełnego tęcz i jednorożców. Moja rola polega na zrobieniu masażu, reszta zależy od klienta. To tak jakby miał na chwilę zresetowane stare schematy i dostał szansę rozpoczęcia czegoś od nowa. Czy wykorzysta, czy weźmie, czy powie sobie samemu TAK? To już nie moje zadanie…

Więcej niż masaż, życie po prostu

Jest wiele wspaniałych narzędzi i dróg które prowadzą do tego samego. Ja ukochałam sobie akurat Lomi i jest to miłość odwzajemniona. A była to fascynacja od pierwszego Lomi dotyku. Wszystko to czego nauczyłam się podczas kursu od dawna przestało być dla mnie teorią. Dziś jest rzeczywistością i prawdą, którą żyję. Bo nauka Lomi to nie tylko mechaniczne uczenie się poszczególnych ruchów. To poznawanie własnego ciała. To chłonięcie hawajskiej kultury, filozofii, Ducha Aloha, miłości, akceptacji, to także poznawanie tradycji i rytuałów, które można włączyć do codziennej praktyki, by każdego dnia pamiętać o tym, co ważne. Siedem zasad huny staje się czymś, czym się żyje, a nie w co wierzy i ślepo powtarza. I jest też cudowny automasaż, dzięki któremu zabieram samą siebie w wewnętrzną podróż nie tylko po napięciach ciała ale i umysłu. Podróż z której wracam lżejsza, bardziej zrelaksowana i spokojniejsza.

Lomi Lomi Nui to dla mnie masaż idealny. Łączy oczyszczenie ciała, duszy, umysłu. Z każdym kolejnym masażem zmniejsza się napięcie w ciele, a umysł zaczyna wyciszać dopuszczając do głosu intuicję i naszą prawdziwą naturę. Polecam wszystkim niezależnie od wieku, stopnia zestresowania, nastroju i wiary w hula-huna-hokus-pokus-czary-mary.

Podziel się KawuląShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *