Chmura
Kawula masuje Lomi Lomi Nui

Chmura

Cieszę się jak małe dziecko! Jestem zachwycona tym, co się dzieje, kiedy kreatywność mówi: Kawula, TERAZ, siadaj, pisz, podyktuję Ci wszystko, a potem… potem to nagrasz, o nic się nie martw, będzie fajnie.

I było mega fajnie, mimo przeciwności technicznych wielu. Się uparłam. Się napiłam litrów zielonej herbaty. Się w końcu zachwyciłam jak z porozrzucanych puzzli poukładało się coś fajnego. Oto nowe nagranie na chmurze 🙂 I znowu do wyboru wersja dźwiękowa i czytana. Na co masz ochotę, wybieraj, czerp, doświadczaj…

Zapraszam na chmurę dźwiękową

W nozdrzach czuję zapach oleju do masażu nasączonego wonią lawendy, bergamotki, rozmarynu i dawno już zwęglonych liści białej szałwii.

Przestrzeń wypełnia muzyka etniczna, ale to nie w nią się wsłuchuję. Ważne są dźwięki wspomnień uwolnionych z mięśni Twojego ciała. W lewym rogu pokoju słyszę ciche łkanie. Nie muszę otwierać oczu, by zobaczyć skuloną dziewczynkę. Nie ma nawet dziesięciu lat. Obejmuje się ramionami, jakby chciała uniknąć ciosu. Ktoś właśnie powiedział jej, żeby dała sobie lepiej spokój z tym całym rysowaniem, bo krzywo, bo ręce za długie, głowa za duża, że proporcje nie takie, no… że nie tak wszystko i lepiej niech zrobi coś pożytecznego bo nie można tak całymi dniami tylko rysować, że może czas już jak normalne dzieci się bawić…

Otula mnie gęstość powietrza. Żeby podejść do stolika po porcję oleju do masażu, muszę sobie pomóc rękoma, jakbym przedzierała się przez gęstwinę, albo broniła przez babim latem zjawiającym się niespodziewanie tuż przed twarzą. Oddycham dwa razy głębiej. Moje ciało potrzebuje tlenu. Oddycham trzy razy głębiej. Jakby od samego oddechu miało zależeć nie tylko moje życie, ale też tej małej dziewczynki.

Poruszam się powoli. Oddycham jeszcze głębiej. Moje dłonie pulsują w zatrzymaniu na samym środku Twoich pleców. Jakby natrafiły na wielką skałę wyrastającą na wysokości odcinka piersiowego. Jeden mały krąg nie pozwala mi przejść dalej. Każe trwać w miejscu. I oddychać. Gęstość powietrza robi się nieznośna…

Oddycham. Ty w końcu też zaczynasz. Tuż nad oknem balkonowym zawisa granatowa chmura. Pulsuje, poszerza się, zwęża, znowu poszerza, zmienia kształty. Słyszę jej ciche łkanie. Unoszę delikatnie głowę. Nie otwieram oczu. Pytam niemo: czego Ci potrzeba?

– Niech mnie ktoś w końcu wysłucha – pada przepełniona gęstym smutkiem odpowiedź.

Zapraszam chmurę skinieniem głowy, a kiedy zawisa nad Twoim ciałem, głaszczę jej chłodne krawędzie. Łagodnie przykładam ucho do granatowej wypukłości. Słyszę westchnienie ulgi i… – dlaczego wtedy przestałaś rysować? Dlaczego uwierzyłaś temu głosowi? Dlaczego małymi stopami mnie zadeptałaś? Przecież twoje dłonie wiedziały lepiej, dobierały kolory, rysowały kształty, kreśliły nowe wzory… I ten zapach kredek bambino i białej kartki gotowej na twój pierwszy ruch. Pamiętasz?

Słucham. Nie przestaję głaskać. Oddycham. W chwili kiedy czuję wilgoć na moich bosych stopach, wiem, że i Ty słyszysz, że zaczynasz sobie przypominać… Chmura skrapla się chłodnymi łzami prosto z Twoich zamkniętych powiek. Powietrze rozrzedza się. Kątem oka widzę, jak ta dziesięcioletnia dziewczynka powoli prostuje skulone ciało. Patrzy w Twoją stronę z nadzieją. Jeszcze chwilę… – wysyłam do niej myśl… Poczekaj jeszcze chwilę… Nie przerywam masażu tego jednego fragmentu pleców, póki Twoje ciało nie wydaje z siebie głębokiego westchnienia ulgi. Czuję, jak rwąca rzeka zabiera z sobą resztki skały, która momentalnie przestaje blokować Twój kręgosłup.

Mała jakby tylko na to czekała. Klasnęła radośnie w dłonie i z błyskiem w oku zaczyna rysować. Kretki bambino tańczą po białej kartce. Nareszcie! Żaden głos przeszłości jej w tym nie przeszkadza…

W nozdrzach czuję zapach oleju do masażu nasączonego wonią lawendy, bergamotki, rozmarynu i dawno już zwęglonych liści białej szałwii. Oddychasz spokojnie. Masaż dobiega końca, ale Ty czujesz, że tak naprawdę właśnie się zaczyna.

Wracasz do domu i nie możesz się doczekać kiedy usiądziesz przed białą kartką papieru.

Zostaję sama.

Jeszcze chwilę oddycham w tej przestrzeni po masażu. Dobrze tak bez pośpiechu… Uśmiecham się do wspomnienia tej małej dziewczynki, która odzyskała swoje kredki bambino i zaklętą w nich moc.

Podziel się KawuląShare on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

3 komentarzy do „Chmura”

  1. bardzo dobrze, ze tu wpadlam, az dziw , ze nie wczesniej… sie naczytalam, nasluchalam ( tez wywiad w Podcast) pozwole aby te wiadomosci zakielkowaly w mojej glowie i moze uda mi sie cos w moim zyciu zmienic. malymi krokami. nie wiem jaka jestes naprawde, ale wiem ze potrafisz zaciekawic 🙂 chetnie bym wpadla, ale za daleko – szkoda. pozdrawiam cieplutko zyczac wiele radosci

    1. dziękuję za cudowne odwiedziny i każdą chwilę spędzoną ze mną… dziękuję… a odległość to tylko kreski na mapie ;-). przyjdzie potrzeba, pojawi się i pojazd łączący te kreski… Niech się cudownie układa. Mocno trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *